Zamachy, katastrofy kolejowe, nagłe aresztowania, pojmania i oswobodzenia. Wszystko to przeżył zesłaniec, który stał się etnografem i który chciał odwiesić na kołek reguły naszego świata. Jak przekonuje w swojej powieści Goźliński, Bronisławowi Piłsudskiemu nie do końca to "odwieszenie" się udało, ale przynajmniej życie miał niemniej ciekawe niż jego znany brat Józef.
Po prozatorskim debiucie, czyli "Julu" z 2010 roku i późniejszych o pięć lat "Dziadach", Paweł Goźliński w "Akanie" (Akan to w języku plemienia Gilaków starszy brat) odchodzi od konwencji kryminału. Książka o starszym z braci Piłsudskich to powieść biograficzna, której akcja w większości rozgrywa się na Sachalinie, w kolonii karnej i wśród ostatnich przedstawicieli żyjących tam plemion Ajnów i Gilaków, w gruncie rzeczy nie odbiega jednak tak mocno od poprzednich powieści Goźlińskiego, jak mogłoby się wydawać.
Po osadzonym w scenerii skąpanego w błocie i osnutego opiumowymi oparami Paryża połowy XIX wieku w "Julu" i groteskowych, Pielewinowskich nieco "Dziadach", w których autor brał się za bary z wiecznie żywą tradycją romantyczną, w "Akanie" znajduje on niespodziewane remedium na romantyczne ukąszenie. Jest nim właśnie biografia Bronisława Piłsudskiego, pieszczotliwie nazywanego Bronisiem, który zamiast wyboru między walką i ofiarą wybrał drogę trzecią – życie wśród plemion na styku Rosji i Japonii, po obu skonfliktowanych politycznie stronach zgodnie uznawanych wówczas za dzikie.
Okładka książki "Akan. Powieść o Bronisławie Piłsudskim", autor: Paweł Goźliński, fot. materiały prasowe wydawnictwa Agora
Choć towarzyszymy mu głównie w monotonnych śnieżnych krajobrazach Sachalina i Hokkaido, "Akan" nie jest bynajmniej spokojną historią etnografa na rubieżach znanego Europejczykom świata. Opowieść snuta przez dwóch narratorów nie tylko przeplata różne punkty widzenia, miejsca i czasy, ale też napakowana jest akcją niemniej niż wcześniejsze kryminały Goźlińskiego.
"Akan" przypomina więc niekiedy skrzyżowanie "Wspomnień z domu umarłych" Dostojewskiego z przygodami Indiany Jonesa. Mamy tu: zamachy, katastrofy kolejowe, nagłe aresztowania, pojmania i oswobodzenia. Prawie jak w westernie, tyle że zamiast rozgrzanych pustyń amerykańskiego Zachodu przenosimy się na mroźne pustynie rosyjskiego Wschodu.
Wśród drugoplanowych bohaterów powieści nie mogło zabraknąć oczywiście Józefa, zwanego Ziukiem. Jak na ironię, w powieści poświęconej swojemu mniej znanemu bratu, gdy tylko pojawia się na horyzoncie, Ziuk kradnie całe show. Przyszłego marszałka poznajemy jako pryszczatego młodzieńca i jesteśmy świadkami raczej jego sztubackich żartów, niż doniosłych działań politycznych. Ale to on wydaje się być bohaterem z krwi i kości, w przeciwieństwie do nieco papierowego "dziwaka o dobrym sercu i niewinności dziecka", jak Bronisława określił jeden z japońskich przyjaciół.
Goźliński trochę po macoszemu traktuje rys psychologiczny swojego bohatera, bo interesuje go w nim co innego – postawa. Młodość Bronisia poznajemy wycinkowo, jak w filmowych migawkach. Dzieciństwo i pożar dworku na Litwie, cięcie i skaczemy kilka lat do przodu, nakrywając Piłsudskiego przy podchodach do jego pierwszej nastoletniej miłości. Punkt zwrotny następuje w momencie, gdy przypadkiem Broniś przykłada – w bardzo nieznaczny sposób – rękę do zakończonego fiaskiem zamachu na cara. Wsypany przez jednego ze spiskowców, skończyć ma na stryczku, miłościwie zamienionym na wieloletnie zesłanie.
To w momencie, gdy już jako wolny człowiek Piłsudski, za sprawą poznanego na zesłaniu Lwa Sternberga zaangażowany w dokumentowanie kultury ludu Ajnów, postanawia pozostać na Sachalinie, dokonuje się dla Goźlińskiego wyłom z błędnego koła romantycznych paradygmatów walki i ofiary. Powieściowy Broniś, przeczołgany przez katorżniczą machinę, pisze w jednym ze swoich listów:
Text
Zamierzam na jakiś czas pomieszkać wśród Ajnów. Dobrze mi to zrobi, zajmę się ich życiem, skoro własnego już nie mam. [...] Odwieszając na kołek reguły i prawa naszego świata, łatwiej będzie zrozumieć ich bez uprzedzeń.
Carski aparat tyranii przypadkiem otwiera więc drogę do kulturowej empatii, choć Goźliński dokłada starań, by życie Piłsudskiego wśród Ajnów nie wydawało się egzotyczną sielanką rodem z obrazów Gauguina. Bohater nie tylko zmaga się z głęboko wdrukowanymi uprzedzeniami zachodniej cywilizacji wobec "dzikich", ale i wielokrotnie przekonuje się o tym, że nawet na krańcach znanego świata nie da się wypisać z międzynarodowej polityki, parokrotnie o włos unikając śmierci w czasie wojny rosyjsko-japońskiej. Mimo wszystko postawa "tego drugiego" Piłsudskiego w perspektywie Goźlińskiego staje się znacząca w odniesieniu do polskich realiów, nie tylko w sensie historycznym. Bo jak to zwykle w polskiej literaturze bywa, nawet jeśli chodzi o ginące plemię z wysp na Morzu Japońskim, tak naprawdę zawsze chodzi o Polskę.