Kinem Lecha Majewskiego rządzi wizja, a nie reguły filmowej narracji. To przestrzeń obrazów, obciążonych symboliką i zapadających w pamięć, a nie wielkie opowieści z klasyczną strukturą, zwrotami akcji i puentą. "Onirica" nie jest wyjątkiem – to film utkany z sennych obrazów, wizyjny i osobisty. Niestety też kiczowaty i pełen patosu.
Jego bohaterem jest Adam (Michał Tatarek), mężczyzna około trzydziestki, który przeżył poważny wypadek. Zginęły w nim dwie bliskie mu osoby – najlepszy przyjaciel i ukochana dziewczyna. Po tej tragedii Adam zrezygnował z kariery akademickiej i zatrudnił się w hipermarkecie. Od czasu wypadku mężczyzna wykorzystuje każdą możliwość, by choć na chwilę zasnąć – nawet wtedy, jeśli jest to sen w sklepowym magazynie. Marzenia senne są przestrzenią jego ucieczki – lekarstwem dla zniszczonej przez wypadek psychiki, lepszym niż kościół czy sztuka. Tylko po drugiej stronie snu Adam może spotkać się ze zmarłymi bliskimi – ojcem, dziewczyną i najlepszym przyjacielem.
Senne obrazy są siłą filmu Majewskiego. Zapadają w pamięć, uwodzą plastyczną urodą. Majewski bezwzględnie ufa swojej wyobraźni i podporządkowuje jej filmową opowieść. Nawet wtedy, gdy wydaje się to skrajnie nieracjonalne, czego dowodem jest imponująca scena orki w hipermarkecie. Aby ją zrealizować, Majewski musiał znaleźć woły robocze, które byłyby oswojone z jarzmem. "W końcu znalazły się pod Biskupinem, gdzie urządza się pokazy prehistorycznego rolnictwa. Tych wołów nie można transportować, więc musieliśmy wokół nich wybudować całe studio. Półtora roku zabiegów - i dwadzieścia parę sekund na ekranie" – mówił reżyser w rozmowie z Tadeuszem Sobolewskim z "Gazety Wyborczej".
U Majewskiego tych dwadzieścia sekund okazuje się warte zachodu. Bo siłą "Onirici" jest jej plastyczna wyrazistość. Reżyser "Angelusa" tka swoją opowieść z obrazów przesyconych symbolicznymi znaczeniami. Jest gołąbek rodzony przez kobietę i złowrogi wąż kuszący do złego, jest anioł z szarymi skrzydłami i kościelny ołtarz zalewany przez wodospad. Majewski nie boi się kiczu, bez obaw kreśli na ekranie obrazy aż uginające się od znaczeń. "Onirica" staje się przez to obrazem na wskroś manierycznym i drażniąco dosadnym. Subtelna opowieść o żałobie ginie w natłoku symboli i intertekstualnych nawiązań.
Traktuję siebie jako realistę. Opowieść o człowieku w "Onirice" wydaje mi się bardziej realna niż w telenoweli czy w kinie, gdzie dużo się dzieje. Kino operuje umownymi obrazami. W umyśle tworzymy sobie "pocztówki" naszych dążeń. Ktoś widzi siebie na tle willi, z żoną, samochodem i dwójką dzieci, i dąży do realizacji tej "pocztówki", choć rzeczywistość nie chce się do niej dopasować: żona nie ta, samochód nie ten. Robienie takiego filmu jak "Onirica" wyzwala mnie od presji "pocztówki" – mówił reżyser w cytowanym wyżej wywiadzie.
W swej nierzeczywistej narracji Majewski prowadzi bohatera przez kolejne piekielne kręgi rzeczywistości. Przewodnikiem po tym świecie jest Dante, którego "Boskiej Komedii" Adam słucha na przenośnym odtwarzaczu. Dzięki audiobookowi odcina się od otaczającego go świata. Jedyną żywą osobą, z którą czasem rozmawia, jest jego ciotka, Xenia (Elżbieta Okupska), intelektualistka i tłumaczka z języka perskiego.

Kadr z filmu "Onirica - Psie Pole", reż. Lech Majewski, fot. Wide Management
Rozmowy między bohaterem i jego ciotką są bodaj największą słabością filmu Majewskiego. Przechodząc ze świata obrazów do świata słów, reżyser "Wojaczka" przekracza granice pretensjonalności. Jego bohaterowie wygłaszają aforystyczne frazy o sensie cierpienia, o śmierci, żałobie, starych filozofach. Ciotka wykłada więc Adamowi Heideggerowską teorię o niezniszczalności bytu, opowiada o bezsensie śmierci i o tym, że "ciemność jest kolebką światła".
W "Onirice" Majewski zabiera widzów w podróż przez świat kultury. W niej bezskutecznie szuka nadziei, życiowych wskazówek i ukojenia. Historia osobistej żałoby Adama spotyka się tutaj z traumą narodową. Tłem jest tragedia smoleńska. Majewski traktuje ją nie jako temat, lecz jako rekwizyt, niezbędny element prywatnej przypowieści. Nie zagłębia się w polityczne spory, ale zaprzęga Smoleńsk do swej rozprawy na temat żałoby. Wypadek prezydenckiego samolotu w "Onirice" jawi się jako jedna z plag dotykających kraj – obok powodzi i wybuchu islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull.
W swym najnowszym filmie Lech Majewski opowiada o ludzkiej bezsilności. Pokazuje, że próba poradzenia sobie z traumą skazana jest na niepowodzenie – z rozpaczy nie wyciągają bohatera ani religia, ani sztuka. "Onirica" staje się opowieścią o wiecznej ułudzie, o poszukiwaniu nadziei w świecie jej pozbawionym. Opowieścią kiczowatą i boleśnie pretensjonalną, a jednocześnie przewrotnie interesującą.
Bartosz Staszczyszyn, kwiecień 2015 r.