Świat by się zawalił, gdyby nie ona
„Moralność Pani Dulskiej”, reż. Agnieszka Glińska i Franciszek Przybylski, fot. Waldemar Kompala / TVP
Glińska i Przybylski traktują bohaterów i bohaterki Moralności pani Dulskiej zarazem bardzo poważnie i bardzo niepoważnie. Felicjan Dulski (Olaf Lubaszenko) w jednej ze scen unosi się w powietrzu niczym balon, który chciałby uciec z dusznego pomieszczenia, ale nie potrafi znaleźć wyjścia; w dodatku został ubrany w płaszcz we wzór tapety zdobiącej ściany mieszkania (scenografia: Jagna Janicka, Katarzyna Polak). Jest więc jednocześnie odklejony od rodzinnej rzeczywistości i nierozerwalnie z nią związany.
Aniela Dulska widzi wszystkich wszędzie, dlatego w brawurowej piosence, w której przypisuje sobie rozmaite osiągnięcia znacznie wykraczające poza ukrywanie rodzinnych tajemnic, oglądamy na ekranie jej kilka zmultiplikowanych, zaskakujących wcieleń: „Kto by wziął odpowiedzialność za podatki i moralność, gdyby nie ja? Świat by całkiem wypadł z torów, szczury, wszy i plagi chorób, gdyby nie ja” – śpiewa i tańczy raz w domowej halce, innym razem w odważnej cekinowej sukience i długiej rudej peruce (kostiumy: Katarzyna Lewińska).
Ale nie tylko piosenki zyskują tu różne aranżacje (od popowych, przez jazzowe, po rapowe), Glińska i Przybylski zręcznie żonglują też rozmaitymi estetykami filmowo-teatralnymi. Całość wychodzi jednak zaskakująco spójna, również dzięki zdjęciom Macieja Edelmana, montażowi Beaty Barciś czy choreografii Weroniki Pelczyńskiej.
Świetny jest zwłaszcza fragment, w którym do mieszkania Dulskich przychodzi, ubrana w elegancką czarną organzę, Lokatorka (Małgorzata Biela). To wówczas padają najbardziej znane z dramatu Zapolskiej cytaty (na przykład: „Kobieta powinna przejść przez życia cicho i spokojnie” czy „Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w swoim domu i aby nikt o nich nie wiedział”) – nie tylko wypowiadane przez Dulską, ale też wyświetlane dodatkowo na ekranie, trochę jak w niemym kinie. Zresztą groteskowy, przegięty aktorsko czarno-biały finał tej sekwencji, rozgrywający się przy drzwiach, to już niemal dosłowny wizualny cytat z konwencji filmowych ekspresjonistów.
Wszystko to sprawia, że nowa wersja Moralności pani Dulskiej jest nie tylko odświeżająca i aktualna, ale również doskonale pokazuje, czym ten – trudny do uchwycenia, bo umiejscowiony gdzieś pomiędzy kinem a teatrem – format telewizyjnego spektaklu może faktycznie dzisiaj być, jeśli ma pozostać atrakcyjny dla publiczności.