Przewodniczką, która prowadzi reżysera do prywatnego świata Themersonów, jest spokrewniona z nimi Jasia Reichardt, brytyjska kuratorka sztuki polskiego pochodzenia, która po wojnie skatalogowała twórczość pary. Jako mała dziewczynka wychowywała się na ich książkach, a podziw dla ciotki Franciszki, młodszej siostry jej matki, sprawił, że planowała w przyszłości studiować na Sorbonie. Kres jej marzeniom położyła II wojna światowa i śmierć rodziców w Treblince. Ona sama przetrwała getto, przez lata ukrywała się pod Warszawą, by po wojnie wyjechać do Anglii, pod opiekę Franciszki Themerson.
Opowiadając o przeplatających się losach małej dziewczynki i dwojga awangardowych artystów, Borchardt proponuje namysł nad samą wojną. W opisie filmu jego twórcy wprost przyznają, że wojnę rozumieją przede wszystkim jako „doświadczenie rozpadu – pęknięcie języka, sensu i rzeczywistości”. Dla małej dziewczynki jest ona końcem prywatnego świata. Końcem marzeń, niewinności, a wreszcie – dosłownym końcem życia jej najbliższych. Ale dla przebywających we Francji, a później w Wielkiej Brytanii Themersonów także oznacza rozpad. Gdy Franciszka i Stefan zgłaszają się jako ochotnicy do walki w polskiej armii, ich splecione dotychczas losy zostają rozerwane. Odizolowani od siebie, przez długie miesiące wymieniają się listami, które stają się ich jedyną formą kontaktu.
U Borchardta historię Themersonów relacjonują archiwalia. Niektóre pochodzą ze zbiorów samych artystów, inne zaś są dokumentami wojennych zdarzeń. Złożone ze sobą tworzą poruszający obraz pary osób, których wspólnota ducha i wyobraźni uczyniła jednością. Moi Themersonowie to zachwycający portret ludzi, którzy „lubili chodzić tyłem” i nie pasowali do swojego otoczenia. Wspólnie walczyli o prawo do odmienności w świecie, który odmienności ani nie oczekiwał, ani nie cenił. Twórczość i miłość traktowali jako formy sprzeciwu – wobec przemocy, wojny, społecznego przymusu.