Mela Muter portretowała się wielokrotnie. Jeszcze w Warszawie, w roku 1899 lub 1900, namalowała nastrojowy "Autoportret w świetle księżyca". Wyraźnie wybrzmiewały w nim echa twórczości cenionych malarzy: Jamesa Abbotta McNeilla Whistlera (autorka zdaje się być upozowana na bohaterkę obrazu "Symfonia w bieli, nr 1: biała dziewczyna") czy Józefa Pankiewicza (krajobraz w tle przywodzi na myśl jego "Park w Duboju"). Późniejsze autoportrety w niczym nie będą już przypominały tego wczesnego obrazu młodej malarki.
W Paryżu, dokąd wyjechała w 1901 roku wraz z mężem i synem, Muter zaczęła wypracowywać własny styl. Właśnie "wypracowywać" zdaje się tu najwłaściwszym określeniem. Artystka pobierała krótko lekcje malarstwa, zarówno nad Wisłą, jak i nad Sekwaną, ale zawsze podkreślała, że czuje się samoukiem. Największy wpływ miał na nią kontakt z paryskim środowiskiem artystycznym i zetknięcie się z nowoczesną sztuką.
"Autoportret w turbanie II (z pędzlami)" namalowała dwie dekady później, około 1919-1920 roku. Niewinną, młodziutką dziewczynę w białej sukni z "Autoportretu w świetle księżyca" zastąpiła skupiona, poważna artystka przy pracy. W prawej dłoni trzyma kilka pędzli – klasyczny atrybut malarza. Nie widzimy całej sylwetki, jedynie popiersie: twarz ukazaną centralnie, lekko skręcone ciało, wygiętą szyję. Na głowie turban z jasnej tkaniny. Końcówki chusty, zakończone frędzelkami, luźno zwisają nad ramionami artystki.
Czy był to typowy strój roboczy malarki? Dla wygody chyba często osłaniała włosy podczas pracy. Gina Szwarc, dziennikarka publikująca pod nazwiskiem Eugenia Markowa, w maju 1928 roku opisze wizytę w paryskiej pracowni Meli Muter dla feministycznego żydowskiego tygodnika kobiecego "Ewa". Zobaczy wtedy artystkę "w czerwonej chusteczce na głowie, związanej z tyłu na modłę wieśniaczek polskich" (taki też autoportret zilustruje wywiad).
Wystudiowana poza i charakterystyczne nakrycie głowy mogą być także subtelnym nawiązaniem do portretów dawnych mistrzów. Czerwony turban zdobi głowę mężczyzny (być może samego artysty) na jednym z obrazów Jana van Eycka, a żółto-niebieski – słynnej "Dziewczyny z perłą" Johannesa Vermeera.
Spod turbanu wysuwają się kosmyki ciemnych włosów sięgających ledwo ucha. Jak przystało na modną mieszkankę wchodzącego w lata 20. Paryża, Muter zaczęła wtedy nosić fryzurę "à la garçonne", czyli "na chłopczycę". Na fotografiach artystki z tego okresu widać piękną i elegancką kobietę, a we wspomnieniach osób, które miały okazję ją poznać, powtarza się zachwyt jej urodą, stylem i sposobem bycia.