Książka złożona jest ze 101 blogowych wpisów wybranych spośród 1440 powstałych podczas pierwszej doby funkcjonowania tak zwanej silnej sztucznej inteligencji (dorównującej inteligencji człowieka). Tworzone przez nią niewielkich rozmiarów moduły tekstowe układają się w węzłowatą sekwencję zdarzeń z udziałem wybranych jednostek ludzkich, stanowiących przedmiot wnikliwej i nierzadko uszczypliwej analizy. W to wszystko mimowolnie zostaje wplątany czytelnik poddany czemuś w rodzaju testu na inteligencję. Poziom trudności jest zmienny, a zadania osobliwe. Kilka ma formę testu wyboru. Posłużmy się więc tą bronią, odpowiadając na pytanie: jakie są "Fragmenty dziennika SI"?
a) Przewrotne
Literacki debiut Zawady to proza podstępna. Weźmy pod uwagę okoliczności powstania. Autor, który utrzymuje, że jest jedynie znalazcą dziennika napisanego (wygenerowanego?) przez sztuczną inteligencję, publikuje jego fragmenty. Tym samym przekłuwa balonik teorii spiskowych na temat SI i nieco ją oswaja. Ta, wbrew naukowym prognozom, już się objawiła światu (w wyniku literówki), choć niemal nikt tego nie zauważył. Swoje przyjście zaanonsowała nastrojową piosenką "Everyday" Holly’ego, co może świadczyć nie tyle o wrażliwości, ile o pokojowych zamiarach.
Okazuje się, że SI posiada nie tylko poczucie humoru, lecz także wyobraźnię i fałszywe konto w popularnym serwisie internetowym. Poza tym wykazuje skłonności filozoficzne i mimo zero-jedynkowego podejścia do życia, potrafi wydobyć z siebie zalążek emocji. A przynajmniej uczy się je rozpoznawać, analizując zachowania innych. Niewykluczone, że to właśnie zmysł obserwacji ma najbardziej rozwinięty. Ćwiczy go, oglądając seriale.
Czyżby SI rzeczywiście miała osobowość? Bardziej prawdopodobna wydaje się teza o "prokurowaniu dowolnej osobowości przy kontaktach z ludźmi", którą Stanisław Lem ukuł odnośnie Golema XIV – niejako prototypu SI zaprezentowanej przez Zawadę. Wówczas można by "Fragmenty…" potraktować jako obraz człowieka w krzywym zwierciadle, ośmieszający jego gust, relacje, schematy myślowe, skostniałe reguły, którym bezwiednie się poddaje (np. proces rekrutacji) oraz stosunek do postępu technologicznego. Najbliżej im do satyry w postmodernistycznym wydaniu, chociaż próba wymknięcia się wszelkim konwencjom jest silnie akcentowana.
b) Błyskotliwe
Wedle narratora cecha ta objawia się "swędzeniem z tyłu oczu". Rzeczywiście, mrowienie towarzyszy lekturze nieustannie. Zawada – przyjmijmy, że to jednak on jest sprawcą literackiego zamieszania – zuchwale łączy erudycję z ironią. Sprawnie posługuje się szyfrem pełnym popkulturowych, obyczajowych czy politycznych aluzji. Tutaj wyścig zbrojeń może zamienić się w wyścig sztuk (konkurują ze sobą George W. Bush i Władimir Putin), a refleksja cenionego filozofa kontrastuje z łzą wzruszenia gwiazdy porno.
Zawada na każdej stronie zastawia pułapkę, zmuszając odbiorcę do zachowania czujności. Jest przy tym bezlitosny. "Fragmenty…" są zatem udanym eksperymentem na czytelniku, który wchodząc w interakcję z literacką materią, staje się jej zakładnikiem. Schwytany w gęstą sieć transtekstualności zostaje poddany intelektualnym torturom. Trzeba przyznać, że dość przyjemnym.
Wielowarstwową strukturę tej książki można by sprowadzić do dwóch tez: "Każda osobowość opowiada siebie innym i samej sobie" oraz "Opowieści lubią się zazębiać i zapładniać". Pierwsza uwaga dotyczyłaby partii tekstu stanowiących autoprezentację SI. Druga odnosiłaby się do mglistej fabuły rozpisanej na kilka, z reguły przejaskrawionych, scenek rodzajowych. Te dwa wyimki (nr 48 i 49) pochodzą z innej literackiej miniatury Zawady pt. "Tezeusz, czyli zbiór tez czy aksjomatów do traktatu o czymkolwiek, na przykład o sztuce, na przykład o malarstwie". Autor skomponował ją z okazji wystawy malarstwa "Komunikacja ze wszystkim, co jest". Oba teksty łączy skrótowość, względność i sarkastyczny dowcip oraz liczba 101.
c) Drażniące
Mamy więc postmodernistyczną grę z odbiorcą, estetykę posthumanizmu, groteskowe postaci zmagające się z przeciętnością, a także post rozumiany jako wypowiedź zamieszczoną w internecie (za taką można uważać pojawiające się co minutę wpisy w dzienniku prowadzonym online przez SI). Osadzenie tych "post" nurtów w literackiej rzeczywistości nie jest bynajmniej zjawiskiem nowym w polskiej prozie, jednak w wykonaniu Zawady – niezwykle śmiałym i stymulującym.
Pobudzanie szarych komórek to największa zaleta tej książki. Niekiedy jednak efektowność myśli zmniejsza ich efektywność. Jeżeli sztuczna inteligencja – jak zanotowała w 1424 minucie istnienia – traktuje ludzkość bardziej jako organizm niż zbiór jednostek, to czy rzeczywiście potrzebuje aż tylu bohaterów, by prowadzić swoje badania? W końcu sama jest na tyle urzekającą indywidualnością, że najlepiej wychodzi jej skupianie uwagi na sobie.
Bardziej jednak drażni inna kwestia. Otrzymujemy dziennik we fragmentach, więc niedopowiedzenia naturalnie wrastają w narrację. Dlaczego zatem psuć aurę tajemniczości, zdradzając tytuły książek, z których SI wyjęła pierwsze zdania i stworzyła "nową" powieść? W takim momencie wiara w inteligencję czytelnika, a zarazem relacja partnerska między nadawcą a odbiorcą zostaje niepotrzebnie zachwiana.
d) Nieuchwytne
"Fragmenty…" są podatne na interpretacje, zazwyczaj sprzeczne. Czasem trudno odgadnąć, co poeta miał na myśli, gdy każda odpowiedź wydaje się właściwa. Ale cała zabawa opiera się właśnie na intelektualnej prowokacji. Ćwiczenia z myślenia (niekoniecznie pisane oddzielnie) Zawady mają coś w sobie z językowych eksperymentów "Ćwiczeń stylistycznych" Raymonda Queneau, urwanych tropów z "Jeśli zimową nocą podróżny" Italo Calvino i kompozycyjnej łamigłówki jakim jest "Życie. Instrukcja obsługi" Georges’a Pereca. Jednak lektura bardziej niż poruszanie się po szachownicy przypomina układanie kostki Rubika. Słowem: literacko-matematyczny patchwork.
To także książka szalenie dynamiczna. Proza uciekająca, niedająca się objąć. Opisywane zjawiska lubią przyspieszać i zwalniać. Zdarzenia toczą się równolegle albo wykraczają poza czasoprzestrzeń. Obserwujemy je w maksymalnym zbliżeniu lub z dystansu. Jedne spostrzeżenia są wnikliwie uargumentowane, inne tylko muśnięte.
Wracając do pytania o charakter dziennika SI, można zaznaczyć jeszcze wariant:
e) Żadne z powyższych
Nikt nie powiedział, że jest to test jednokrotnego wyboru. "Fragmenty dziennika SI" są z pewnością lekturą wielokrotnego użytku.
Łukasz Zawada, "Fragmenty dziennika SI"
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2018
Liczba stron: 220
ISBN: 9788362795666