Jest jednak coś, co odróżnia przypadek kanadyjski, a mianowicie pomysł, by utylizować ludzi – ściślej: dzieci – głównie za pomocą systemu edukacji, i by robić to przeważnie rękoma osób duchownych. Gierak-Onoszko cytuje pierwszego premiera i politycznego twórcę Kanady, Johna Macdonalda, który w 1833 roku wyraził to następująco:
Kiedy szkoła jest w rezerwacie, dziecko nadal przebywa z rodzicami, którzy są dzikusami; jest otoczone przez dzikusów i jeśli nawet nauczy się czytać i pisać, jego zwyczaje, umiejętności i sposób myślenia nadal pozostaną indiańskie. Takie dziecko będzie po prostu dzikusem wyuczonym czytania i pisania. (...) Dzieci Indian powinny być całkowicie pozbawione wpływu rodziców, jedynym na to sposobem jest umieszczenie ich w szkołach zawodowych, przygotowawczych, w których nabędą zwyczajów i sposobów postępowania wedle ludzi białych.
Intencje stojące za tym przedsięwzięciem były nie tylko rasistowskie, ale również głęboko mgławicowe i szybko okazało się, że produkcja "nowych" ludzi w szkołach z internatem nie ma sensu. To nie zatrzymało całej machinerii, nie zatrzymało jej przez kolejne 150 lat – państwo miało bowiem z niej inny pożytek: system, przetrącając kręgosłup młodemu pokoleniu, wprowadzał tradycyjne tubylcze wspólnoty w tak głęboką anomię, że zaczynały się one zapadać pod własnym ciężarem, zaczynały zwyczajnie ginąć. Niczego lepszego rząd centralny nie mógłby sobie wymarzyć.
Opisy okrucieństw, jakich dopuszczał się personel tych szkół wobec dzieci, często paroletnich, należą do najtrudniejszych w lekturze momentów książki Gierak-Onoszko – to są opisy rodem z horrorów gore, ze slasherów, z jakichś perwersyjnych, sadystycznych fantazji, rzecz w tym, naturalnie, że to się wszystko wydarzyło naprawdę, spora część oprawców nosiła habity i sutanny, i praktycznie żaden z nich nie poniósł najmniejszej nawet odpowiedzialności za swoje czyny.
To są jednak sprawy, o których nowoczesne społeczeństwa nauczyły się mówić – nauczyły się też zarządzać traumatyczną pamięcią. Kanada w obliczu swoich win nie tylko zdobyła się na symboliczne gesty przeprosin i pojednania, lecz także, dzięki niezależnemu sądownictwu, stała się stroną w zbiorowych procesach o odszkodowania. Kosztowało to państwo kanadyjskie kilkanaście dobrze wydanych miliardów dolarów.
Gierak-Onoszko pokazuje wszelako, że pozostały kwestie, których nie da się rozwiązać ani prawnie, ani godnościowo, ani nawet przez fundamentalną zmianę języka – Pierwsze Narody nie są w stanie posklejać swoich rozbitych tożsamości, nie potrafią dojrzeć sensu w rekonstruowanym powrocie do korzeni, postkolonialnym dziedzictwem są dla nich bieda, alkoholizm, narkomania, prostytucja, przemoc i niesłychanie wysoka stopa samobójstw. W ten sposób historia zatacza koło, a oni wpisują się we własny stereotyp: ludzi gorszych, ludzi zbędnych.
Wstrząsający reportaż Gierak-Onoszko rzuca również cień na nasze własne, środkowoeuropejskie kłopoty z ferowaniem wyroków pod adresem rozmaitych mniejszości postrzeganych jako "gorsze" – przypomina mi się natychmiast polskie stygmatyzowanie mieszkańców upadłych PGR-ów, te zatroskane, "antropologiczne" wizyty dziennikarzy u "dzikich" na Warmii czy Pomorzu Zachodnim. Albo przypominają mi się słowackie bądź węgierskie getta wykorzenionych, głęboko wyalienowanych Romów, żyjących – dosłownie i metaforycznie – na śmietniku. "27 śmierci Toby’ego Obeda" to książka także o nich.
Autor: Piotr Kofta, październik 2020
Joanna Gierak-Onoszko
27 śmierci Toby’ego Obeda
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, 2019
Liczba stron: 343
ISBN: 9788365970343