Sit-up rozgrywa się w przestrzeni Sceny Modelatornia zwanej również Izolatką: biało-seledynowe ściany z dziwnymi wysoko umieszczonymi hakami i czarna epoksydowa podłoga tworzą wrażenie chłodu, sterylności. "Ta scena wygląda jak prosektorium albo basen", mówi Karolina Hamer w trakcie spektaklu. Z chłodem przestrzeni kontrastuje plastyka przedstawienia według projektu Magdaleny Łazarczyk: intensywnie różowe podium, wysadzane diamencikami złote kule (zwane przez bohaterkę "insygniami władzy") czy stylizujący Hamer na raperkę kostium – srebrna połyskująca bluza z kapturem i luźne spodnie z tego samego materiału oraz "kajdan" – łańcuch z inicjałami performerki. W "Hamer" jest sporo żartu i dystansu do siebie, co łączy formułę sit-upu ze stand-upem – jest też (a może przede wszystkim) miejsce na zupełnie poważną refleksję wokół pojęć sprawności i niepełnosprawności. W wydanej w październiku tego roku książce "Bydlęce brzemię. Wyzwolenie ludzi z niepełnosprawnością i zwierząt" (przekład Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Filtry) autorka Sunaura Taylor – amerykańska malarka, pisarka i aktywistka, która z powodu artrogrypozy porusza się wyłącznie na wózku – wskazuje na wzrastającą popularność modelu społecznego w myśleniu o (nie)pełnosprawności i tworzeniu narracji na ten temat. Zgodnie z tym modelem "niepełnosprawność nie jest rezultatem upośledzenia, tylko tego, jak zostało urządzone społeczeństwo". Ten rodzaj myślenia – bliski także Justynie Sobczyk i Teatrowi 21 – nieuchronnie prowadzi do rozpoznania, że żyjemy w społeczeństwie silnie ableistycznym, w którym wzorcem i najwyższą, a zarazem jedyną doskonałą formą istnienia jest sprawne, ludzkie ciało (najczęściej także białe i heteronormatywne), a wszystkie inne sposoby bycia, funkcjonowania, poruszania się skazane są na podrzędność. W swojej książce Taylor dowodzi, że ableizm marginalizuje i deprecjonuje istnienie osób z niepełnosprawnościami i zwierząt w ramach tego samego systemu (jednocześnie podkreślając różnice w manifestacjach tej dyskryminacji wobec poszczególnych grup). Kiedy Karolina Hamer przeprowadzając miniquiz z publicznością, zadaje pytanie o miejsce ostatnich igrzysk paraolimpijskich, logo paraolimpijskie czy nazwiska występujących na tych zawodach sportowczyń lub sportowców, nie sposób nie pomyśleć o niepełnosprawności jako zjawisku w dużej mierze skonstruowanym społecznie, a o naszej rzeczywistości jako o takiej, w której przedrostek "para" odsyła do zjawiska podrzędnego, o mniejszej randze i widzialności, słabiej relacjonowanego w mediach. Choć dwie lub trzy osoby na widowni nieśmiało odpowiadają na niektóre z pytań, ma się wrażenie, że ten quiz ma nam – widzkom i widzom – coś istotnego pokazać. W pewnym momencie na pytanie o to, co różni igrzyska olimpijskie i paraolimpijskie pada odpowiedź "pieniądze". W ableistycznym świecie sponsorzy i reklamodawcy lgną do sfery, w której sport jest demonstracją zdolności normatywnych ciał.