"Lekcje ciemności" Dariusza Czai – antropologa kultury, redaktora kwartalnika "Konteksty" i profesora wykładającego w Instytucie Etnologii i Antropologii UJ – zostały po raz pierwszy opublikowane przez Wydawnictwo Czarne w 2009 roku. Nowe, rozszerzone wydanie, które właśnie się ukazało, uzupełniono o dwa eseje i zapis dyskusji towarzyszącej premierze pierwszej edycji książki. Sam autor tak obecnie pisze o składających się na nią tekstach:
Spotykam je teraz, po latach, jako trochę inny człowiek i czytelnik. Pewnie dziś napisałbym je nieco inaczej. Ale nie ingerowałem w żaden sposób w ich zawartość i niczego w nich nie zmieniałem. Przeciwnie: zależało mi, by ich emocjonalny wymiar i mocno naznaczona stemplem subiektywności poetyka pozostały nienaruszone. Stanowią one przecież – z wszystkimi zaletami i wadami – żywe i wiarygodne świadectwo tamtego czasu i tamtej lektury. Jeśli zaś chodzi o zasadnicze tezy książki, to – zgodnie zresztą z przewidywaniami – stwierdzam, bez żadnej satysfakcji, że nie zestarzała się w ogóle. Że niestety, dalej jest boleśnie aktualna.
Dojmującym potwierdzeniem tej aktualności i trafności antropologicznego rozpoznania jest według niego tocząca się tuż obok nas, w dotkniętej rosyjską agresją Ukrainie wojna. "Wygląda na to, że ciemność to w dalszym ciągu nie jest najgorsza metafora na opisanie rzeczywistości, w której żyjemy" – mówi.
"Horror, horror"
Teksty składające się na "Lekcje ciemności'' to przede wszystkim teksty o twórczości pisarzy i artystów, którzy w taki czy inny sposób opisywali tytułowe ciemności, a więc Zagładę, okropności wojny, różne oblicza ludzkiego okrucieństwa, niezawinione cierpienie zwierząt, wizje apokalipsy. Chociaż w dużej mierze są to pewnego rodzaju raporty z przeczytanych książek, to owo zapośredniczenie wcale nie sprawia, że można je czytać chłodno, nie są też na chłodno pisane. "Lekcje ciemności" się odchorowuje, niełatwo wyrzucić je z pamięci. "Nie wychodzi się z tej lektury nietkniętym, niepokaleczonym, z letnim sercem" – pisze w pewnym momencie Czaja o powieści "Austerlitz" W.G. Sebalda. Podobnie można powiedzieć o jego własnej książce.
Zebrane w niej teksty są pisane z subtelnie zaznaczonej, ale jednak bardzo osobistej perspektywy, ich osnową jest pewne osobiste rozpoznanie. Układają się też w bardzo spójną całość – ich zrąb jest podzielony na trzy części zatytułowane kolejno "Zaćmienie", "Spadanie" i "Końcówka".
Słowa i obrazy
Na "Zaćmienie" składają się kolejno eseje o książkach Imrego Kertésza, Primo Leviego, Aharona Appelfelda i W.G. Sebalda oraz – dodany w obecnym wydaniu – tekst o filmie "Syn Szawła" László Nemesa (z silnym odwołaniem do książki "Obrazy mimo wszystko" Georgesa Didi-Hubermana). We wszystkich centralnym tematem jest Auschwitz jako straszliwa historyczna cezura, ale też "miejsce, które wypada poza granice opisu i jakiejkolwiek reprezentacji, które skutecznie opiera się władzy rozumienia".
Problem rozumienia, pamięci, słów, obrazów, granic języka, tego, o czym nie można mówić, ale o czym nie można też milczeć, pojawia się także w kolejnych częściach książki, zwłaszcza w eseju "Zło obsceniczne", w części "Spadanie". Czaja zastanawia się tam nad prowokacyjnymi pytaniami postawionymi przez stworzoną przez J. M. Coetzee'go fikcyjną postać Elisabeth Costello: "Po co utrwalać słowem zbrodnie i inne niegodziwości, zarówno te dokonane w wymiarze jednostkowym, jak i zbiorowym? Po co wywoływać z zapomnienia zło, które należy już do minionej przeszłości? Po co w ogóle czernić papier opisami złoczynienia?". Przygląda się problemom i paradoksom związanym z literaturą, która próbuje opisywać zbrodnie i okrucieństwa. Do Elisabeth Costello odwołuje się również tekst "Rzeźnia" poświęcony cierpieniu, które zadajemy zwierzętom i naszej obojętności wobec niego.