Ewolucja twórcza
Liczące ponad 150 stron "Ocalenie", które Miłosz zaprezentował czytelnikom w 1945 roku, stanowiło spójną całość i miało nieprzypadkową kompozycję. Czytane dziś w zbliżonej formie, nie tylko pozwala dostrzec nowe znaczenia poszczególnych utworów, ale pełną wymowy opowieść, w którą układa się zbiór. Jak podkreśla Antoniuk:
Skonstruowana w ten sposób książka poetycka miała wyrazistą dramaturgię. Otwierała ją wypowiedź poety, który przeżył wojenny kataklizm i w 1945 potwierdzał swoją gotowość do dalszego poszukiwaniu formuły poezji "ocalającej" (wiersz "Przedmowa"). Potem tom, niczym wehikuł czasu, przenosił czytelnika we wczesne lata trzydzieste, kiedy poeta-czeladnik, dopiero rozpoczynał swoje lata wędrówki i nauki (część I "Juvenilia"). Następnie (części II–VII) wehikuł przemieszczał się – zgodnie z kierunkiem upływającego czasu, by za sprawą utworu finalnego ("W Warszawie") znów dotrzeć do roku 1945, i sytuacji przedstawionej w wierszu otwierającym.
Pierwszy powojenny zbiór wierszy Miłosza zdawał sprawę nie tylko z dramatycznych historycznych wydarzeń, których był on świadkiem, ale też z jego intelektualnych i twórczych poszukiwań. Wedle Andrzeja Franaszka, autora posłowia do nowego wydania, można ją postrzegać jako swoisty pamiętnik poety:
"Ocalenie" było zbiorem niezwykle bogatym także dlatego, że autor przedrukował w nim część swych wierszy przedwojennych, pochodzących z tomów "Poemat w czasie zastygłym" (1933) oraz "Trzy zimy" (1936). Wiedział, że zbiory te były znane nielicznym, w dodatku większość egzemplarzy spopieliła wojna, ale zapewne pragnął także ukazać swą – powiedziałby literaturoznawca – ewolucję twórczą, uwypuklić przełom, jaki w jego poezji dokonał się w roku 1943.
Świadectwem zmiany, która zaszła w twórczości Miłosza, są dwa bardzo znane, wstrząsające wiersze: "Campo di Fiori" i "Biedny chrześcijanin patrzy na getto''. To one, jak podkreśla Franaszek, wyznaczają chwilę, w której "następuje pożegnanie z przedwojenną jeszcze melodyjnością, harmonią, gdy pisarz wkracza w okres poezji o wiele bardziej surowej, jakiej domagały się czasy rozszalałej apokalipsy". Co więcej, utwór "Biedny chrześcijanin patrzy na getto'' jest częścią polifonicznego cyklu "Głosy biednych ludzi", gdzie, jak z kolei pisał Jan Błoński, "poeta pełni funkcję reżysera, bohaterowie – aktorów, czytelnik zaś wchodzi w rolę widza zaproszonego do samodzielnego wyciągnięcia wniosków". Ten kierunek, w którym podążała twórczość Miłosza, nie wszystkim się w pełni podobał. Jak przypomina Franaszek, w "Ogrodach lunatycznych i ogrodach pasterskich", swojej słynnej recenzji "Ocalenia" opublikowanej w 1946 roku, Kazimierz Wyka twierdził wprawdzie, że jego autor "wyrósł nad głowy swoich rówieśników i rywali poetyckich", ale zarazem niepokoił się jego skłonnością do zajmowania się aktualnymi tematami, zwracania się w stronę "poezji publicystycznej". Miłosz odpowiedział na to, pisząc, że zadaniem poety jest przede wszystkim sprzeciwianie się złu, a nie dbanie o piękno swoich wierszy; podkreślał, że świadomie rezygnuje z patosu i dystansuje się wobec tradycji romantycznej. Podobnie w "Przedmowie" otwierającej "Ocalenie" mówi: "Przysięgam, nie ma we mnie czarodziejskich słów".
Tytuł pierwszego powojennego tomu poetyckiego Miłosza jest wieloznaczny. W swojej książce "Miłosz w Kalifornii", która w lipcu ukazała się po polsku, Cynthia L. Haven wspomina, że w wydaniach amerykańskich tłumaczony był on najpierw jako Salvation, później jako Rescue. "Ocalenie" można rozumieć jako fizyczne przetrwanie, zachowanie życia w trakcie wojennej katastrofy, ale może ono mieć też wiele innych znaczeń. W "Przedmowie" Miłosz zdaje się je wyjaśniać, pytając o zadanie poety:
Czym jest poezja, która nie ocala
Narodów ani ludzi?
Wspólnictwem urzędowych kłamstw,
Piosenką pijaków, którym za chwilę ktoś poderżnie gardła,
Czytanką z panieńskiego pokoju.
To, że chciałem dobrej poezji, nie umiejąc,
To, że późno pojąłem jej wybawczy cel,
To jest i tylko to jest ocalenie.