Układała pieśni, które odkrył i przełożył na polski Jerzy Ficowski, a chwalił Julian Tuwim. Publikowanie w obcych językach wierszy Papuszy współziomkowie uznali za wyjawienie tajników plemiennego kodeksu, co "zdrajczynię" wykluczyło z romskiej społeczności.
Było zarazem wyrokiem skazującym ją na życie w oddaleniu od wspólnoty. Fatalnie odbiło się to na jej zdrowiu, zmuszając Papuszę do okresowych pobytów w zakładach psychiatrycznych. Uznana przez swoich za wariatkę, uniknęła prawdopodobnie najgorszego, bo grożono jej nawet śmiercią; i choć szykany z wolna ustawały, "falorykta" – w języku Romów: wyrok, potępienie, kara – obejmowała ją do końca życia.
"Papusza" ma otwartą strukturę, to zarówno reportaż, jak i biografia cygańskiej poetki, miejscami mocno zbeletryzowana. Kuźniak przytacza w książce materiały archiwalne, m.in. fragmenty pamiętnika Papuszy i jej korespondencji z Jerzym Ficowskim i Julianem Tuwimem. W częściach fabularyzowanych stara się patrzeć na świat oczami swojej bohaterki i zachować jej sposób formułowania myśli.
Cyganka zejszła z wozu na drogę i tańczyła. Czemu? Bo jej radość była. Kawałek chleba suchego ugryzła, wody się napiła i była szczęśliwa. Z gołymi ręcami jechał człowiek po świecie. Czasem tylko coś pomieniał, parę groszy wziął. Wywróżył. I szedł dalej za tym chlebem żebraczym. Po pięćdziesiąt wozów jeździło u nas. Polskę znam od końca do końca. To wszystko nie można wydrężyć ze serca. Ale kto to zrozumi? Może tylko ci, co lubią przyrodę, świat, stare dawne życie przepamiętują w sobie.
Najbardziej wstrząsające są fragmenty książki dotyczące rzezi na Wołyniu, której ofiarą padli też Cyganie. Tabor Papuszy przetrwał lata wojny nie bez ciężkich strat, kryjąc się na ogół na bagnach, gdzie wróg rzadko się zapuszczał. Po wojnie restrykcyjna ustawa o przymusowym osiedlaniu Romów raz na zawsze wymazała z rodzimego pejzażu ich kolorowe wozy. "Obowiązkowe meldunki, dla dzieci szkoła, dla dorosłych – przymus pracy. Takie rzeczy nie mieściły się Cyganom w głowie".
Romskie sąsiedztwo wprowadzane odgórnymi zarządzeniami do polskich osiedli pogłębiało podziały i wzajemną nieufność.
W Świdnicy na zorganizowanym dla Cyganów zebraniu wyjaśniającym jeden z uczestników powiedział: "Życie jest za krótkie, żeby Cygan miał pracować". Oświadczenie to zostało nagrodzone brawami zgromadzonych Cyganów. W Żaganiu Cyganie nie posyłali dzieci do szkoły, "tłumacząc się złymi warunkami materialnymi oraz zbyt niskim poziomem umysłowym dzieci, gdyż większość z nich bardzo słabo rozmawia po polsku".
Los polskich Romów został jednak przypieczętowany. "I te ściany takie ciężkie nade mną. A ja cygańska córka, las mi zdrowie daje. Jechałam taborem, to czułam się jak królowa Bona. Do mnie należeli perły rannej rosy. Moje były gwiazdy złote. Dziś co we włosy wplotę?" – zastanawia się Papusza, która ostatnie lata życia spędza w Gorzowie Wielkopolskim, opiekując się schorowanym, 24 lata od niej starszym mężem Dionizym Wajsem, harfistą, kierującym własnym zespołem muzycznym. Utrzymuje dom z wróżenia.
Kiedy stawiam karty, to ja wtedy robię minę poważną i z powagą wróżę. To jak z poetą, ja myślę. Musi być jakiś duch, jakieś tchnienie i wtedy człowiek wszystko wie. A to tchnienie zależy od wielu rzeczy. Ale najbardziej od pieniędzy. Jak ja widzę pieniądze, to od razu we mnie wstępuje coś takiego i potem się dowiaduję, że powiedziałam samą prawdę.
Z wielkimi oporami przyjmowała Papusza honoraria za swoje pieśni, których zresztą nie uważała za prawdziwą poezję. Inaczej niż Jerzy Ficowski. Wspominała, jak jej mówił: "Pani jest talentliwa i pani tworzy coś takiego jak kiedyś jakiś pan Mickiewicz. Niechże pani pisze". Pisała nie wiersze, lecz pieśni.
Piosenki. Wierszy są inny. Trzeba rym składać, a piosenka to prosta. Piosenka to niżej. A wiersz wysoko, trzeba kształconych ludzi. Musi być uniwersytet, a ja nie mam ani jednej klasy kończonej. Nie mogę być wierszopisarka. Ze serca? A, ze serca to tak. To pan Ficowski zrobił mnie wierszopisarką.
Nie inaczej traktowała stypendia i wszelkie honory literackie. Radziła się wtedy Ficowskiego, z którym przyjaźniła się do końca życia. Nazywała go Pszałoro (Braciszkiem).
Kochany Braciszku, chodzi tu o jakieś upoważnienie pieniężne. Skąd ja do pieniędzy? Za wiersz pieniądze? Dziwi mnie to bardzo. Bardzo chętnie nie zgodziłabym się na tą propozycję ale boję się, żeby się znowu Braciszek nie obraził i zapszestał do nas pisać więc daję słowo honoró że tylko dlatego robię to. Może oni tam zechcą mnie zrobić literatką? Ja się na to nie zgodzę. A potem będę musiała pisać choć jeden wiersz miesięcznie a ja nie umiem. I kompromitacja dla was może być przeze mnie.
W 1978 roku Papusza otrzymuje nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki: dziesięć tysięcy złotych.
Najpierw przemówienia. Potem Jadwiga Oczkowska recytowała jeden wiersz. Przyklękła przed poetką. Papusza pogłaskała ją po głowie. Zapytała: "A czyje to wierszyki?". Na końcu wstała. Powiedziała, że ma dwa życzenia: "Żeby ludzie Cyganów szanowali. To naród dobry wesoły, bez karabinów i bez złości. I żeby wrócił ukochany syn".
Mówiła o Władku, którego nazywała Tarzanem. Tuż po wojnie stali z taborem w okolicach Mielca. Spotkali Polkę, która po romansie z Cyganem urodziła chłopca. Nie chciała go, bo miała już dwoje dzieci. Cyganka "z wyschniętym łonem" jest wśród swoich niewiele warta, więc Papusza z mężem chętnie przygarnęli chłopca. Przyrodni syn prośby matki nie spełnił. Nie wrócił, bo miał już własną rodzinę.
[…] Po wielu latach,
a może już niedługo, wcześniej,
twe ręce moją pieśń odnajdą.
Skąd wzięła się? Czy w dzień czy we śnie?
Wspominać zaczniesz, myśleć o mnie –
czy bajką było to, czy prawdą?
o mych wszystkich pieśniach
i o wszystkim – zapomnisz. […]
[Bronisława Wajs Papusza, "Pieśni Papuszy" ("Papušakre Gila" – łącznie z testami oryginalnymi), tłumaczenie: Jerzy Ficowski, Wrocław 1956]
Z tomiku "Pieśni Papuszy" jest to zdaniem Juliana Przybosia strofa "najładniejsza, i być może najbliższa duchowi cygańskiej pieśni ludowej, a będąca czymś w rodzaju »Exegi monumentum« Cyganki. Wyznam rzecz może śmieszną: myśl w tej piosence zawarta wydała mi się głębsza i szlachetniejsza niż dumny testament horacjański".