Opowieść zaczyna się od pogrzebu ojca. Aleksandra Zbroja stwierdza, że być może pogrzebała go dużo wcześniej, zanim umarł, "wygumkowała" wspomnienia, a pisanie okazało się lekcją empatii, niejako powrotem do często rozmytych, niewyraźnych wspomnień. Pogrzeb zbiega się z momentem, w którym ona sama jest w zaawansowanej ciąży i za chwilę zostanie matką.
Okazuje się, że rzadko znamy dobrze swoich rodziców. Niewiele wiemy o ich życiu przed nami, często zabierają do grobu swoje tajemnice. Chcemy być zupełnie inni, a z upływem lat widzimy w sobie coraz więcej podobieństw do nich. Pewne podobieństwa widzimy w swoich dzieciach. Co i ile zostaje w genach? Historia relacji z uzależnionym rodzicem to zawsze historia zawiedzionych nadziei, niezliczonych ostatnich szans, remontów ostatniej szansy, sobót, niedziel, pielgrzymek i świąt ostatniej szansy. Aleksandra Zbroja, tworząc książkę o podtytule "Patoopowieść o moim ojcu" jakby na przekór temu, że choroba alkoholowa "powoduje nagłą i niewyjaśnioną potrzebę zapomnienia", nurkuje we wspomnieniach, w pamięci swojej, swoich babć, ludzi, którzy znali Mireczka. Rekonstruuje życie ojca, dotyka zatartych śladów i nigdy niezabliźnionych ran. Nie traktuje jednak pisania jako terapii:
Nie pisałam "Mireczka", żeby poczuć się lepiej. Nie wiem, czy książka mogłaby powstać, gdyby mój ojciec żył. Myślę, że próba spojrzenia na ojca jak na nieznajomego, pomogła mi odpuścić złość i żal.
Mamy tu także fragmenty suchych dokumentów dotyczących alimentów czy ustanowienia opieki prawnej przez dziadków Aleksandry, przerażonych nieuchwytnością jej rodziców, gdy miała w dzieciństwie atak wyrostka robaczkowego. Mamy mozaikę z fragmentów małej alkoholowej historii Polski, skupiającej się głównie na czasach PRL-u, czasach obowiązkowej służby wojskowej, czasach pędzenia bimbru i ostro zakrapianych imprez, ale i czasach początku krucjat trzeźwości, w których podejście do alkoholu i alkoholizmu się zmieniało. Aleksandra Zbroja przytacza badania psychologiczne i socjologiczne, zastanawia się nad mitologizacją i uromantycznieniem picia w kulturze, zwłaszcza kulturze polskiej, stawia pytania o przyczyny, dla których łączy się stosowanie używek z geniuszem albo traktuje picie jako formę buntu czy przejaw indywidualizmu i wyjątkowości. Sięga także do początków Ruchu AA i ich rodzin, wspomnień m.in. "nawróconych" alkoholików. Ich głos autorka próbuje zestawić z głosem ojca, którego zabrakło i który nie znalazł wyzwolenia w wierze, któremu całe życie towarzyszyły wątpliwości dotyczące wiary i istnienia Boga. Wspomnienia te skłaniają do refleksji, na ile uzależnionemu czy jego rodzinie pomóc może odwołanie się do siły wyższej, a na ile taką "wyższą" siłę trzeba znaleźć sobie…