Bohaterowie "Belfastu" albo odczuli skutki Kłopotów na własnej skórze, albo znają kogoś, kto stał się ofiarą lub też sami odegrali rolę oprawców. Zadziwiające, że dzisiaj jedni i drudzy obojętnie mijają się na ulicy (przestępców uwolniono w wyniku porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku kończącego konflikt). To niedowierzanie nieustannie towarzyszy reporterce, która próbuje wniknąć w myśli i uczucia swoich rozmówców. Ci opowiadają o dręczących ich koszmarach, nadziei, błędach młodości, motywach zbrodni. Znajdziemy także poruszające wyznania morderców, którzy przeszli wewnętrzną przemianę i teraz podejmują działania społeczne, wskazując następnym pokoleniom inną drogę niż przemoc.
Dlaczego tak szczerze, bez skrępowania mówią i jedni, i drudzy? Z pewnością nie bez znaczenia jest to, że autorka patrzy na wszystko z perspektywy obcokrajowca (mimo że mieszka w Belfaście od kilku lat), a na co dzień pracuje jako mediator międzykulturowy, więc wie, jak z ludźmi rozmawiać. Wydaje się jednak, że bohaterowie reportażu po prostu potrzebowali osoby, która ich wysłucha, zada pytania, które inni by przemilczeli, potraktuje jak partnerów i nie oceni. Łojek do końca nie opowie się po żadnej ze stron. Udaje jej się wypracować pewną więź emocjonalną, chociaż nie ukrywa, że pewnych wyborów i sytuacji nie rozumie i nie potrafi wyczytać z twarzy rozmówców nic oprócz obojętności.
Poza umiejętnością słuchania, reporterka ma wyostrzony zmysł obserwacji. W okamgnieniu wyłapuje wszelkie kontrasty, przekazuje je w sposób niezwykle obrazowy i intrygujący. Ciekawość odbiorcy rozbudza już samymi tytułami rozdziałów quasi poradnikowych – "Jak kochać w Belfaście" – czy opartymi na nieoczywistych skojarzeniach – "Jak Brad Pitt Irlandii bronił". Fragmenty "Belfastu" powinny być dołączone jako aneks do przewodników dla turystów, a już na pewno powinni zapoznać się z nimi ci, którzy chcą w tym mieście osiąść na dłużej. Zwłaszcza, że autorka nie pisze bezosobowo, a dzieli się z czytelnikiem własnymi przeżyciami i doświadczeniem. Takie spojrzenie może razić przeciwników zbytniego subiektywizmu w narracji reporterskiej. Jednak bez wątpienia czyni ją bardziej autentyczną, namacalną.
Paradoksalnie schizofreniczna natura Belfastu, gdzie wroga rozpoznaje się po adresie zamieszkania czy akcencie, staje się w książce Łojek nie tylko brzemieniem, lecz także atutem. Przynajmniej dla autorki, którą spięcia i kontrowersje pociągają – czemu niejednokrotnie daje wyraz w reportażu. Ostrzegam, to zauroczenie jest zaraźliwe.
Agnieszka Warnke, grudzień 2015
"Belfast. 99 ścian pokoju"
Aleksandra Łojek
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Liczba stron: 184
ISBN: 978-83-8049-101-4