Jak o najnowszym spektaklu polskiego reżysera pisze zagraniczna prasa? Tim Ashley na łamach "Guardiana" daje 4/5:
Pierwszą w historii inscenizację "Z domu umarłych" Janáčka w Royal Opera w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego otwiera ciche nagranie z napisami. Michel Foucault żarliwie omawia w nim system więzienny, który analizował, atakował i usiłował zreformować przez dużą część swojego życia. [...] Ale czytanie Foucaulta odciąga nas od muzyki i przestajemy się koncentrować.
Z kolei Rupert Christiansen na łamach "The Telegraph", dając tę samą notę, pisze:
Nawet jeśli inscenizacja Warlikowskiego nie skupia się na sednie sprawy, wybitne aktorstwo i dyrygentura Marka Wiggleswortha zapewniają fascynujący wieczór. [...] Zajęło 90 lat, aby arcydzieło Janáčka dotarło do Covent Garden. [...] Ta produkcja jest imponującym osiągnięciem: moim jedynym zastrzeżeniem jest to, że nie była wewnętrznym bodźcem do przebudzenia w Welsh National Opera.
Krzysztof Warlikowski najwyraźniej sądzi, że publiczność nie ma wyobraźni, zatem podtyka nam współczesną analogię – jest to sala gimnastyczna zakładu karnego o zaostrzonym rygorze, w stylu tych, jakie można zobaczyć w dokumentach na Channel 4, skrupulatnie odtworzona w genialnej scenografii Małgorzaty Szczęśniak.
Richard Morrison z "The Times" był bardziej krytyczny i ocenił spektakl na 2/5:
Potrzebowałem po tym napić się czegoś mocniejszego. Podejrzewam, że skrzypkowie potrzebowali kilku takich drinków. [...] Dlaczego reżyser stale wyjmuje opery ich pierwotnego kontekstu, żeby je "uniwersalizować"? Czy nie może zaufać widzom, że sami odczytają uniwersalne przesłanie? W tym przypadku zamiana surowej i zimnej scenerii syberyjskiego obozu pracy na coś, co przypomina (w realistycznych dekoracjach Małgorzaty Szczęśniak) ciepłą, dobrze oświetloną siłownię w nowoczesnym amerykańskim więzieniu zaburza nastrój tej opery.
Na trójkę spektakl ocenił David Karlin (Bachtrack, 3/5):
Wizji Warlikowskiego nie można odmówić spójności ani siły w jej projektowaniu. Jednak podobałoby mi się bardziej, gdyby muzyka przekazywała więcej współczucia. Dynamiczny charakter tej produkcji może wzbudzić zamieszanie w każdym, kto jest nowym odbiorcą opery – czyli, jak podejrzewam, w większości publiczności Covent Garden.
Michael Church na łamach "The Independent" pisał o Warlikowskim już mniej pochlebnie (2/5):
Polski reżyser, wypełniając scenę pobocznymi działaniami, sprawia, że nasza uwaga się rozprasza. Prawdziwy dramat rozgrywa się gdzieś w kącie; pierwotne okrucieństwo kary zredukowano do typowego przerysowania, jakie ogląda się co wieczór w telewizji.
W tej koprodukcji pokładano wielkie nadzieje. [...] Obsada jest bardzo dobra, a do dyrygentury wzięto Marka Wiggleswortha. Cóż jednak można zrobić, jeżeli reżyser nie rozumie podstawowej zasady swojego rzemiosła – że less is more.
Odbiór brytyjskiej prasy pokrywa się z tym, co Jacek Marczyński napisał dla Rzeczpospolitej:
Najbardziej brakuje temu spektaklowi scenicznej spójności. Swoim zwyczajem Krzysztof Warlikowski wprowadził postaci dodatkowe, innym kazał pozostać na scenie, mimo że kompozytor zaplanował dla nich tylko krótką chwilę obecności. W tym bogactwie drugiego i trzeciego planu, wśród snujących się różnych więziennych tancerzy z agresywną choreografią czy koszykarzy dramat człowieka staje się momentami mało istotny. Londyńska publiczność podzieliła się zatem w swoich reakcjach, bo jeśli ktoś myśli, że Brytyjczycy są bardziej chłodni w wyrażaniu swych operowych wrażeń od innych nacji, ten jest w błędzie. Potrafią emocjonalnie pokazać zarówno uznanie, jak i dezaprobatę. Tak było właśnie tym razem.
Twórcy
Muzyka: Leoš Janáček
Libretto: Leoš Janáček
Reżyser: Krzysztof Warlikowski
Scenografia: Małgorzata Szczęśniak
Reżyser światła: Felice Ross
Wideo: Denis Guéguin
Reżyser ruchu: Claude Bardouil
Dramaturg: Christian Longchamp
źródła: materiały prasowe, oprac. Filip Lech, tłum. Karol Adamowicz