W 1968 roku Aleksander Ford zabierał się za realizację filmu o Januszu Korczaku. Jednak kiedy po marcu 1968 roku rozpętała się antysemicka nagonka, Ford musiał opuścić Polskę, a jego film przepadł (dopiero w 1974 w RFN Ford nakręcił Jest pan wolny, doktorze Korczak). Wajda był świadkiem tych wydarzeń, a scenę pośpiesznej rozbiórki przygotowanych już dekoracji do Korczaka przywoływał jako jedno z najbardziej wstydliwych wspomnień swojego życia.
Po latach sam zrealizował opowieść o życiu i śmierci Starego Doktora. Za scenariusz odpowiadała Agnieszka Holland, a w tytułową rolę wcielił się Wojciech Pszoniak.
Film nigdy nie zrobił jednak międzynarodowej kariery. Głównie za sprawą złej legendy stworzonej przez krytyczkę francuskiego „Le Monde”, Danielle Heyman, która zarzucała Wajdzie antysemityzm i przekłamywanie historycznej prawdy. Pisała wówczas
Cóż widzimy? Niemców (brutalnych, koniecznie brutalnych) i Żydów, zrezygnowanych albo kolaborujących. Getto warszawskie? Sprawa między Żydami i Niemcami. To nam mówi Polak. Zażenowanie towarzyszące od początku seansu stało się niesmakiem. Aż do epilogu, który powoduje niemal mdłości. Rozporządzenie o wywózce podpisano. Zaczęła się likwidacja getta. Pod flagą z gwiazdą Dawida dzieci i doktor Korczak wchodzą do plombowanego wagonu śpiewając. I wtedy drzwi rozsuwają się – koda odrażającego marzenia sennego na pograniczu rewizjonizmu – i widzimy, jak małe ofiary, rześkie i radosne, wychodzą w zwolnionym tempie z pociągu śmierci. Treblinka jako odkupienie zamordowanych dzieci żydowskich. Nie.
I choć zarzucanie Wajdzie antysemityzmu było zupełnie absurdalne, filmowi towarzyszyło odium obrazu kontrowersyjnego.
POWSTANIE WARSZAWSKIE
Kanał (1956)