W tymże elementarzu Kopczyńskiego czytamy: "zawczasu naucz się być kontent ze stanu twego. Bóg cię w nim postawił, tę ci drogę do twojej szczęśliwości doczesnej i wiecznej naznaczył". Przez cały wiek XIX podręczniki wzmacniały różnice społeczne – wydawano osobne elementarze dla dzieci wiejskich, miejskich czy pochodzących z klas wyższych. I tak jak w powyższym cytacie, czytanki przekonywały dzieci z klas niższych, że powinny pogodzić się ze swym losem (zachęty do poprawy swojego położenia poprzez zdobywanie wiedzy i pracę zaczynają pojawiać się w drugiej połowie XIX wieku).
Inne treści pojawiały się także w elementarzach dla dziewcząt, a inne dla chłopców. Dla przykładu, przyjrzyjmy się podstawie programowej spisanej w ustawie pt. "Urządzenie szkół miejskich i wiejskich elementarnych", która regulowała nauczanie w okresie Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego:
W szkole wiejskiej dzieci uczyć się mają: czytać druk i pismo, pisać, rachować na pamięć i cyframi do reguły trzech włącznie, nauki moralnej i religii. W klasie ostatniej, trzeciej, przydana będzie nauka zachowania zdrowia i wiadomości rolnicze: o zasiewie traw, pasiekach, chowie i leczeniu bydła itp. nauka prostego pomiaru gruntów, znajomości miar, wag i pieniędzy oraz znajomości praw wzajemnych między obywatelami. Na wiosnę i w jesieni będą się dzieci uczyły pielęgnować drzewa owocowe, warzywa i rośliny użyteczne. W szkołach miejskich doda się wiadomości przydatne dla handlu i przemysłu oraz rysunki rzemieślnicze, dla dziewcząt zaś naukę robót kobiecych i gospodarczych.
Stefan Różański, “Najłatwiejszy elementarz czyli Nauka pisania i czytania do użytku szkolnego i domowego”, 1906, fot. Polona.pl
Zalecanym wówczas przez Izbę Edukacji Publicznej elementarzem był tzw. "elementarz Wolskiego" – napisany przez pijara Konstantego Wolskiego pełniącego funkcję dyrektora Redakcji Ksiąg Elementarnych. Elementarz ten opracowany według nowej fonetycznej (głoskowej) metody nauki czytania wydany został po raz pierwszy w 1811 roku w Warszawie i przez kolejne dwie dekady wznawiano go drukiem ośmiokrotnie. Właściwą naukę poprzedzały pogadanki, których celem było ośmielenie dziecka do nauki oraz rozbudzenie jego ciekawości. Za punkt wyjścia w nauczaniu elementarz brał całe zdania, a dzieci uczyły się na początku rozpoznawać wyrazy, potem zgłoski, a wreszcie samogłoski oraz spółgłoski – tę samą metodę zastosował później Marian Falski w najsłynniejszym polskim elementarzu.
W XIX wieku pojawił się również nowy typ elementarza: oparty na fabularnych świeckich opowiastkach, czyli znanych nam z nauczania początkowego czytankach. Znaczącym przykładem jest tu wielokrotnie wznawiane "Wiązanie Helenki” (1823) Klementyny z Tańskich Hoffmanowej – patronki szkół, pierwszej Polki, która utrzymywała się z pracy zarobkowej i pedagogicznej, a także jedynej osoby, której serce spoczęło na Wawelu. W działalności przyświecała jej maksyma, którą potem wyryto na jej grobie: "Wszystkie dzieci polskie są moimi dziećmi". Książeczka "Wiązanie Helenki" (1823) była przeznaczona dla trzyletniego dziecka, a powstała z myślą o Helence Tarczewskiej, siostrzenicy autorki. Opowiada o jednym dniu z życia grzecznej Helenki, która uczy się czytać, szyje sobie podwiązkę, odwiedza Babunię, spaceruje z rodziną po Ogrodzie Saskim, wręcza biszkopcik biednej matce z dzieckiem.
Poza tym, na rynku wiele było groszowych lichych broszurek do nauki czytania, na które składały się zazwyczaj niepowiązane ze sobą sylaby i zdania, czasem wzbogacone o modlitwy. O takich praktykach pisał August Jeske:
Dotychczasowy sposób układania Elementarzów był mniej więcej następujący: brało się alfabet, złożyło naukę czytania, dodało kilkanaście powiastek, wierszyków i bajek z obrazkami, załączyło tablicę mnożenia i dzielenia – ot i Elementarz gotowy. A Autor? Autor w nogi! bo cóż go tam jeszcze mogło obchodzić dziecko [...] I taką pustkę kilkuarkuszową, bezmyślną i ciemną, głuchą jak noc, nagą jak szkielet, dawało się w ręce rodziców na to tylko, aby ich umocnić w odwiecznym przekonaniu, że pierwsza nauka z dzieckiem nie jest przecie tak ważna i że ją tak sobie bez kłopotu i planu dorzecznego prowadzić można [...].
Elementarz autorstwa Kazimierza Promyka, 1889, fot. Pedagogiczna Biblioteka Wojewódzka w Krakowie
Były jednak i takie broszurowe wydawnictwa, które wyciągnęły z analfabetyzmu setki tysięcy dziatek i dorosłych. Wielkie zasługi na tym polu miał aktywny w zaborze rosyjskim pedagog i działacz ludowy Konrad Prószyński. Pierwowzór swojego elementarza namalował na ścianie stodoły w podwarszawskim Kałuszynie, gdzie uczył czytać chłopów. Niedługo później (pod pseudonimem Kazimierz Promyk) wydał własnym sumptem "Elementarz, na którym nauczysz się czytać w 5 lub 8 tygodni" (1875). Podręcznik był skromnie wydany i przez to tani (kosztował 5 groszy) – przez kolejne trzy dekady sprzedano go w ponad milionie egzemplarzy. W swojej walce o "naród czytelny" Promyk zachęcał korzystających z niego, aby przekazywali zdobytą wiedzę dalej:
Bracie, kiedy sam umiesz czytać, a chcesz dobry uczynek spełnić, to naucz czytać tego, co jeszcze nie umie. Bóg Cię za to wynagrodzi i ten, co się nauczy od Ciebie czytać, będzie Tobie zawsze wdzięczny, bo ty zrobisz dla niego lepiej niż gdybyś mu dał kupę złota.
Na tym nie poprzestał, opracowywał kolejne książeczki "dla wprawy w czytaniu", a jedna z nich, "Obrazowa nauka czytania dla użytku szkolnego, domowego i dla samouków (1879)", została uznana przez Londyńskie Towarzystwo Pedagogiczne w 1893 za najlepszy podręcznik do nauki czytania w Europie. Jako że książeczki Promyka adresowane były nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych, zawarł on w nich także treści moralizatorskie, skierowane między innymi przeciwko pladze alkoholizmu na polskiej wsi. Chłopi uczyli się więc czytać na takich zdaniach jak "Pijak lubi wódkę, nikt nie lubi pijaka" czy "Brzydko kiedy chłop pije, ale szpetniej, gdy niewiasta".