By ten samotny czas sobie umilić, Jurek podśpiewywał piosenki, a leśne zwierzęta rozmiłowały się w jego twórczości. Po jakimś czasie jego animalny fanklub zadecydował, że zostanie pierwszym w historii człowiekiem-laureatem dorocznej nagrody kniei. Obdarowano go czapką niewidką i butami szybkochodami, bo jako Polak prędzej czy później pójdzie na wojenkę i tam mu się ów ekwipunek niezmiernie przyda.
Wziął do ręki czapką, ręce mu zadrżały –
siwa maciejówka i orzełek biały...
Zwierzęta dały mu też szkołę przysposobienia wojskowego:
Lecz Jurek z godziny mężniał na godzinę
i wkrótce zwyciężał Misia starowinę.
[…] Ale Miś się cieszył i, obchodząc knieję,
mruczał: – Niech dla Polski rośnie i mocnieje!
Gdy pojawiły się nadzieje na niepodległość, Jurek ochoczo zgłosił się do armii. Swoje supermoce wykorzystywał wszędzie tam, gdzie walczyli rodacy, a w wolnych chwilach zajmował się repolonizacją kraju:
A gdzie spotkał cerkiew z pięciu kopułami,
wnet ją brał i stawiał do góry nogami,
by nie obrażała prawosławnym kształtem
katolickiej ziemi, ujarzmionej gwałtem.
Słoński napisał też okolicznościowe "Zaślubiny Polski z morzem" na zamówienie Ligi Morskiej i Rzecznej. I tu natura jawiła się naturalnym sprzymierzeńcem Polaków:
I wnet wielkie morze
I wnet sosny w borze,
Jęły szumieć Polsce:
– Szczęść, Boże! Szczęść, Boże!
"Rozkwitały pąki białych róż"

Okładki różnych wydań "Białe róże. Powieść dla młodzieży z czasów inwazji bolszewickiej", autor: Helena Zakrzewska, rep: Dagmara Smolna
Wiele stron zapisano, by pokazać dzieciom bohaterstwo ich lwowskich rówieśników, którzy ochotniczo bronili miasta podczas wojny polsko-ukraińskiej w 1918 roku i polsko-bolszewickiej w 1919 i 1920. W gronie autorów nie mogło zabraknąć Edwarda Słońskiego, który Orlętom poświęcił utwór "Na progu Polski" z 1921 roku. Zilustrował go Eligiusz Niewiadomski, ten sam, który niedługo później zabił prezydenta Gabriela Narutowicza.
W utworach poświęconych wojnie polsko-ukraińskiej często pojawia się motyw niemalże rytualnej ofiary złożonej z krwi niewiniątek posłanych na rzeź. Tak jest np. w książeczce Juliusza Germana poświęconej walecznemu dziesięciolatkowi "O Janku, co walczył we Lwowie" albo w wierszu Henryka Zbierzchowskiego "O Antosiu Petrykiewiczu", dedykowanym 13-latkowi śmiertelnie ranionemu podczas obrony reduty na lwowskiej Górze Stracenia, najmłodszemu w historii kawalerowi orderu Virtuti Militari.
W pamięci ten żołnierz mały,
Który ocalił Lwów.
Dla Polski chwały.
Helena Zakrzewska w nowelce "Lulu" ze zbioru "Dzieci Lwowa" (1919) nakreśliła oryginalną perspektywę wojny widzianej oczami dziecka. Bohater pochodzi z zamożnej i kochającej rodziny, lecz wydarzenia 1914 roku boleśnie przerywają sielankę. Ojca wcielono do armii, a mama niedługo później zabita przez Kozaków "poszła do Boga, prosić za tatusiem". Zaczyna się wojenna poniewierka Lulu: uboga chłopska rodzina, która go przygarnęła sprzedaje go rosyjskiemu żołnierzowi, który tęskni w okopach za swoim potomstwem i chce go wychować na Moskala. Mały oswaja się z frontowym życiem i spędza czas na zabawach w budowanie zasieków z patyków i bombardowaniu ich szyszkami. Znów jednak wojna pozbawia go kolejnego opiekuna. Z obawy przed "Austryjcami, którzy jedzą dzieci" ukrywa się sam w lesie, trafia do sióstr zakonnych i przystaje do bandy wojennych sierotek, by na koniec trafić w ojcowskie ramiona podczas tryumfalnego wjazdu Polaków do miasta.

"Ania z lechickich pól", autor: Maria Dunin-Kozicka, rep. Dagmara Smolna
Kresowa pożoga pojawiała się również w utworach dla dziewcząt. Ukraińska rewolta i rewolucja październikowa dotknęła "Anię z Lechickich Pól" Marii Dunin-Kozickiej. Ta trzytomowa saga dla dziewczynek ("Dzieciństwo", "Młodość" i "Miłość Ani" ) nazywana była polską odpowiedzią na "Anię z Zielonego Wzgórza". Nasza Ania była wzorem dziewczęcych cnót – śliczna (oczywiście jasnowłosa i niebieskooka), dobra dla innych i mądra. Nakreślenie tła politycznego i społecznego odróżnia jednak tę trylogię od typowych powieści dla pensjonarek. Jak w tym fragmencie, gdzie rewolucyjna zawierucha została skonfrontowana z mitem o misji cywilizacyjnej polskiego ziemiaństwa na Wschodzie.
Wieś, oślepiona nęcącym programem, obiecującym zmianę "wsiech, wsiech, wsiech" w ulubieńców fortuny i szczęścia, kłoniła się chętnie ku wygłaszanym hasłom. Stosunek do dworu wykoślawiał się jak w krzywym zwierciadle. Najkulturalniejsze założenia "pana" zaczęły podlegać brutalnemu zniszczeniu. […] Rozgromiono murowaną chatę, w której mieścił się "banczek", założony przez pana Alfreda dla chłopów w celu walki z żydowską lichwą.
Wszystkie wspomniane wątki skupiły się w "Białych różach. Powieści dla młodzieży z czasów inwazji bolszewickiej" (1922) Heleny Zakrzewskiej. Jest tu etos harcerski i ziemiański, są i charakterystyczne cechy osobowości bohaterów.
Janek i Wandzia są rodzeństwem i sierotami wychowywanymi przez ciotki. Odebrali staranną edukację patriotyczną i są wręcz zachwyceni tym, że w obliczu komunistycznego najazdu mogą przysłużyć się Polsce – ona jako kurierka, on jako skaut-telegrafista. Zwłaszcza niefrasobliwy i młodszy (choć odważny i gotowy do poświęceń) Janek traktuje wyprawę na front jak wycieczkę na biwak połączony z nocnymi podchodami, ku strapieniu rozsądniejszej siostry.
– To będzie cudna wyprawa! […] Czy pamiętasz, jak bawiliśmy się po całych dniach, kiedy byliśmy jeszcze mali? Ja wyruszałem na dalekie wyprawy krzyżowe, a ty, mężna kasztelanka, przypinałaś mi do hełmu wstążkę z warkocza. Teraz zabawimy się naprawdę tak, jak dawniej bawiliśmy się na niby.
Ciocie puścić nie chciały, ale przekonał je tym, że zakazano wykorzystywania skautów w bitwach i będzie służył na tyłach. Przez długi czas było rzeczywiście iście awanturniczo i przygodowo – prymitywnych bolszewików łebskim dzieciakom nietrudno było wystrychiwać na dudka. Cała historia jednak nie kończy się happy endem:
Będę w pierwszej bitwie, za chwilę będę w pierwszej bitwie! – szeptał do siebie drżącymi wargami – Tak jak Wołodyjowski, jak Kmicic! Boże, boże co za szczęście. […]
I śmiejąc się wśród łez spiął konia. […] W tej chwili huknęła nowa salwa. Janek rozłożył ręce i zsunął się powoli […], uśmiechnięty, promienny, z rozchylonymi w okrzyku ustami, ze łzą lśniącą u powiek. Kula ugodziła go w sam środek czoła.
"Fiku-miku, chodź no tutaj bolszewiku!"

Rozkładówka z książki "Bohaterski miś czyli Przygody pluszowego niedźwiadka na wojnie: dla dzieci od lat 10 do 100", autor: Bronisława Ostrowska, 1919, Warszawa, wyd. E. Wende, fot. fot. CBN Polona / www.polona.pl
W Dwudziestoleciu pojawiały się też utwory, które ukazywały militarne dzieje kraju bez patosu i z przymrużeniem oka. Taki jest "Bohaterski miś" (1919) Bronisławy Ostrowskiej (choć nie wolny od utartych klisz). Tytułowy bohater, Miś Niedźwiedzki, jest pluszową maskotką lwowskiego rodzeństwa – Hali i Stasia.
Urodziłeś się w pięknym roku 1910, roku jubileuszowym Grunwaldu. […] Jako niedźwiedź masz w sobie coś z dawnego Litwina, jako wychowaniec harcerza z drużyny imienia Zawiszy powinieneś mieć coś z rycerza, jako starannie wychowany i kształcony syn mojej siostry jesteś pierwszym niedźwiedziem, kierowanym na obywatela polskiego.
Po zajęciu Lwowa przez Rosjan pluszowy miś trafił w niewolę. Odbity przez Legiony z rąk szabrowników, staje się maskotką doczepioną do wozu Piłsudskiego (o którym nie mówi się inaczej jak Dziadek lub Komendant), potem niesie pociechę sierotce znalezionej przez pułk przy trupie matki. Znów trafia w jasyr – tym razem pruski, by szczęśliwym zbiegiem okoliczności znaleźć się wśród francuskich aliantów, którzy przekażą go prawowitym właścicielom. W międzyczasie Staś zostaje dzielnym lotnikiem, a Hala piękną i mądrą kobietą.
Koszarowy humor zagościł w historyjkach obrazkowych. Wśród nich wymieńmy uznawany za pierwszy komiks polski "Ogniem i mieczem, czyli przygody szalonego Grzesia", wydawany w odcinkach w 1919 roku w satyrycznym "Szczutku". Na pomysł rysunkowej serii wpadł karykaturzysta Karol Mackiewicz. Dołączył do niego literat Stanisław Wasylewski, by tworzyć, jak sam stwierdził "odpowiednio głupkowate podpisy".
Polska chce mieć siły zbrojne,
A więc poszedł Grześ na wojnę.
Zaraz nabrał gęstej miny,
Drżyjcie Czechy i Rusiny! […]
W wojsku cały dzień zabawa,
Raz jest bitwa, raz odprawa.
Można grzać się przy ognisku,
Można także wziąć po pysku.
Grześ walczy, z kim popadnie i z kim trzeba: Ukraińcami, bolszewikami, Niemcami w Wielkopolsce i na Śląsku. Poczciwa twarz, z daleka widać, że chłopak z ludu. Ma w sobie coś ze Szwejka Haška (z tą różnicą, że Szwejk do bitki się nie garnął), poza tym słabość do kobiet i awanturniczego stylu życia.

Fragment planszy z komiksu "Ogniem i mieczem, czyli przygody szalonego Grzesia", scenariusz: Stanisław Wasylewski, rysunek: Kamil Mackiewicz, Leon Prauziński, wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe, rep: Dagmara Smolna
Pod koniec 1919 roku wydawca "Szczutka" spróbował swoich sił na dziecięcym rynku wydawniczym, a wraz z nim tandem twórców odpowiedzialnych za przygody dzielnego wojaka. Kontynuacją były opowiastki o dzieciach Grzesia, bliźniakach Kubusiu i Bubusiu, którzy uzbrojeni w łuk i procę rozprawiali się z wewnętrznymi wrogami Rzeczpospolitej. Dziarscy młodzieńcy raz to gonią żydowskiego spekulanta, raz to rozstrzeliwują bolszewickich szpiegów. Nieźle, jak na pisemko adresowane do czytelników od lat sześciu do dziesięciu.