Życie wojskowe i dyplomatyczne w kamienieckim pałacu kwitło. Gościła tam delegacja perska, podpisano nawet traktat persko-francuski, gwarantujący Persji terytorialną integralność, z audiencją był też ambasador Turcji. W tym samym czasie w zaciszu prywatnych pokoi kwitł cesarski romans.
Podobno wyjeżdżając z pałacu Finckenstein, Maria wycięła na pamiątkę z zasłony łoża kawałek jedwabnego materiału, a Napoleonowi podarowała pierścień z napisem "Jeśli przestaniesz mnie kochać, to nie zapomnij, że ja cię kocham". Sama w swym pamiętniku przyznaje, że spędziła w Kamieńcu "sześć najszczęśliwszych tygodni swego życia".
Odebrany pruskiemu rodowi Dohnów pałac został splądrowany i spalony w 1945 roku. W czasach PRL w majątku, podobnie jak w wielu popruskich rezydencjach, umieszczono PGR. Zdewastowana posiadłość jest obecnie w rękach prywatnych. Czasy świetności przypomina jedynie kruszejący kamienny kartusz na froncie ruiny. Tablica przy bramie głównej informuje, że przez dwa miesiące przebywał tu i stąd rządził cesarstwem sam Napoleon.
Jeśli chcemy sobie wyobrazić, jak niegdyś wyglądała kamieniecka posiadłość warto pojechać do pobliskiej Iławy, gdzie na skwerze przy głównej arterii miasta, ulicy Niepodległości, postawiono cztery ocalałe z Kamieńca rzeźby wieńczące niegdyś ogrodową attykę: Junonę, Jowisza, Herkulesa i Meduzę. Kto jednak pamięta, że są one niemymi świadkami Napoleońskiego romansu?
Napoleońskie pamiątki