Jak mówił o Ochódzkim Tym: „Facet jest średnią szychą, ma konto w banku londyńskim, wiadomo, że w Polsce nie może go mieć, bo mu zabiorą, a jego była żona chce się dostać do tego konta”.
Panie sprzątające w klubie sportowym Tęcza (Hanna Skarżanka i Zofia Grabińska) kwitują jego postać – na zasadzie greckiego chóru, tyle że w brudnej toalecie – słowami: „Ten człowiek słowa prawdy w życiu nie powiedział”.
Nic więc dziwnego, że jeszcze przed sierpniem 1980 roku Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk stwierdził, że film za bardzo przypomina życie. Innymi słowy: jak na komedię jest w nim za dużo prawdy. Urząd zakwestionował ponad trzydzieści scen. Według Barei było to około siedmiuset metrów taśmy, czyli blisko jedna czwarta produkcji.
Po latach Tym wspominał, że razem z Bareją liczyli na to, że zanim Miś wejdzie na ekrany, ekipa Gierka zdąży stracić władzę. Film miał tylko prześlizgnąć się przez komisję kolaudacyjną i cenzurę. Bareja mówił o tym wprost: „Tu mi każą coś wyrzucić, tam wyciąć, a ja nic nie robię, bo wiem, że sytuacja polityczna się zmieni i ci, co każą wycinać, sami zostaną wycięci”.
I rzeczywiście tak się stało. Na fali sierpniowych protestów atmosfera wokół kolaudacji Misia była zupełnie inna niż przy Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz (1978). Tamten film Tym nazwał później „rzeźnią, w której nie ostała się nawet puenta”.
W Misiu ocalało więcej: łyżki na łańcuchach w barze mlecznym, nowa świecka tradycja, ostatnia paróweczka (która miała zmienić się w baryłeczkę). Ostał się nawet Wesoły Romek.
Zniknęła za to scena z ludźmi zlizującymi z ulicy rozlany spirytus. Zmieniono też nazwisko głównego bohatera, rezygnując z wersji „Nowohucki”. Korekty zatem nie były wielkie.
Ale to nie znaczy, że było łatwo. Choć przez moment wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę, codzienność szybko sprowadzała producentów filmu na ziemię: na dodatek, polską. W realiach PRL-u brakowało niemal wszystkiego. Twórcy Misia musieli kombinować, improwizować i znajdować zastępcze rozwiązania. Whisky, którą Ola Kozeł spoiła Palucha (druga rola Tyma), czyli to, „co Anglicy piją bez przerwy”, powstała z Coca-Coli zmieszanej z wodą, a londyńskie lotnisko Heathrow „zagrał” hol Intraco II w Warszawie.