No dobrze, ale jak to jest możliwe, że taka osoba jak Max Wołkow od lat prowadzi swoją szkodliwą działalność nie tylko w sieci, ale również na żywo – i to w Warszawie, w stolicy kraju, który od czasu wybuchu pełnoskalowej wojny przyjął najwięcej uchodźczyń z Ukrainy – i nikt jeszcze nie zrobił z tym porządku? Twórczynie spektaklu nie dają na to pytanie odpowiedzi, ale też nie do nich powinna być skierowana ta wątpliwość.
Co więcej, okazuje się, że Wołkow był za swoją działalność ścigany nawet w Rosji i że pod przykrywką instytutu badawczego (zarejestrowanego również w naszym kraju) wspólnie z ojcem wydaje publikacje na temat technik podrywu, a sam przedstawia się jako naukowiec. W Polsce – jak się okazuje – nie tylko nie jest na celowniku służb, a wręcz rozwija swoją praktykę w stołecznych klubach rosyjskich, gdzie organizuje autorskie spotkania z fanami. Ponadto, w tym samym czasie osoby pochodzenia ukraińskiego coraz częściej muszą się mierzyć z atakami polskich pseudopatriotów i nacjonalistów.
Uchodźczynie z Ukrainy stają się zresztą celem Wołkowa i jego podopiecznych – nie tylko dlatego, że większość z nich zna rosyjski, ale też, ich zdaniem, są po prostu łatwym łupem. Najczęściej samotne, w obcym kraju, tęskniące za domem. Nauczyciel nie nazywa ich jednak uchodźczyniami, wątek wojny przemilczając. Mówi o słowiańskich kobietach, które – jakby przypadkiem – nagle zjechały do Polski po 2022 roku.
I właśnie dlatego Szkoła uwodzenia jest tak przerażająca – bo jest na serio. Szpecht ma zresztą doświadczenie w tworzeniu politycznie zaangażowanych przedstawień, które balansują na granicy teatralnej kreacji i popartej faktami rzeczywistości. Chwilę wcześniej zrobiła w estońskim teatrze Vaba Lava Spy girls – Szpieguski, pokazywane w Polsce podczas ubiegłorocznego festiwalu Boska Komedia. Performerki przez kilka tygodni udawały rosjanki i parowały się na popularnych portalach i aplikacjach randkowych z rosyjskimi żołnierzami i wyciągały od nich cenne informacje dotyczące ich położenia, planów, zasobów czy morale – w ramach działalności tak zwanego białego wywiadu.
W Szkole uwodzenia widać zatem strategię, którą Szpecht rozwija od dłuższego czasu. Tym razem jednak sprawniej udało jej się przełożyć dokumentalny materiał na sytuację teatralną. Warszawski performans ma niezłą dramaturgię i jest świetnie zagrany. Twórczynie i twórcy z powodzeniem zastawiają też pułapki na publiczność, jak wtedy, gdy Sobolewski prosi męską część widowni, by powtarzała za nim zdanie „jestem prawdziwym mężczyzną”. Zaskakujące, jak wiele osób automatycznie wchodzi w tę interakcję. Takie zabiegi trafnie pokazują, a zarazem uświadamiają nam, jak szybko – pod pozorem uczestnictwa w czymś zupełnie innym – pozwalamy sobą manipulować.