W marcu 2015 roku autorski komiks Marcina Podolca "Fugazi Music Club" ukazał się we Francji, Belgii, Szwajcarii i Kanadzie, prawa do wydania kupili już Włosi, Niemcy i Hiszpanie. Narysowany przez Podolca do scenariusza Daniela Chmielewskiego "Podgląd" wyjdzie w czerwcu we Francji.
Łukasz Chmielewski: Przez lata żaden polski komiks nie znajdował wydawcy za granicą. W 2015 roku aż dwa twoje komiksy ukażą się na rynku frankofońskim. Jak to do tego doszło?
Marcin Podolec: Dzięki polskiemu wydawcy, Kulturze Gniewu, mój album trafił do Nicolasa Grivela, francuskiego agenta komiksowego. Spodobał się na tyle, że postanowił go przedstawić europejskim wydawcom. Zainteresowanie "Fugazi" wyraziły trzy francuskie wydawnictwa. Ostatecznie ofertę złożył Gallimard. Dwa dni po nim odezwało się Bao Publishing z Włoch, nieco później Egmont z Niemiec i Ninth Ediciones z Hiszpanii. W międzyczasie ofertę na "Podgląd" złożyło La boîte à bulles z Francji. Zapewne wypracowanie każdego kolejnego kontraktu szło Nicolasowi łatwiej, bo skoro "Fugazi" zainteresował się Gallimard, to moje prace zyskały znak jakości.
Debiutujesz w renomowanym wydawnictwie Gallimard. Co zaciekawiło Francuzów w twoim komiksie?
Muzyka, którą zresztą mocno akcentują w swoich materiałach promocyjnych. Realia przełomu w Polsce, to całe szaleństwo lat 90. Jest też w "Fugazi" uniwersalna historia o zderzaniu się z rzeczywistością. No i spodobały się rysunki.
Tworzenie komiksów w Polsce to przede wszystkim hobby. Zagraniczna edycja to szansa na sukces artystyczny czy komercyjny?
Trochę artystyczny, trochę komercyjny, ale przede wszystkim to zainteresowanie zagranicznych wydawców skłoniło mnie do tego, żeby nie rezygnować z komiksów, bo takie myśli chodziły mi po głowie. Nagle okazało się, że ta droga, którą wybrałem lata temu, ma jakiś cel. To było miłe zaskoczenie.
Podobno na potrzeby francuskojęzycznego wydania przerysowałeś część plansz w "Podglądzie".
Praca nad zagranicznymi edycjami była lekcją pokory - przerysowywałem okładkę "Fugazi", w "Podglądzie" poprawiałem pojedyncze rysunki. Wydawnictwo La boîte à bulles bardzo solidnie podeszło do sprawy i celnie punktowało różne sprawy - czasem wystarczyło zamienić kolejność kadrów lub podkreślić jakiś element scenografii, by akcja nabrała rumieńców. Co w komiksie erotycznym nie jest bez znaczenia.
Kończysz studiować animację w łódzkiej filmówce. Studia pomagają ci tworzyć komiksy, a może to komiksy ułatwiają animowanie?
Komiksy ułatwiają mi pracę nad animacją, bo przez osiem lat rysowania wyrobiłem sobie kreskę, nauczyłem się pracować szybko i systematycznie. Robienie komiksów to świetna szkoła przed studiowaniem animacji. Te dwa światy ciągle się u mnie przenikają. Kiedy zaczynałem rysować "Podgląd", skończyłem akurat duże animacyjne zlecenie, a kiedy oddaliśmy gotowy album do drukarni, siadłem do realizacji mojego filmu animowanego zatytułowanego "Dokument".
Recenzenci moich albumów zaczęli zwracać też uwagę na "rękę animatora" widoczną w komiksach - szkicowe rysunki postaci, gdzie ważne jest uchwycenie momentu, nieoczywistej fazy ruchu...
Twój film animowany "Dokument" będzie pokazywany na festiwalach w Atenach, Sofii, Krakowie i Seulu. To bardzo osobista i kameralna animacja. Myślisz, że ma szansę powtórzyć sukces twoich komiksów?
Rysuję filmy animowane od pięciu lat, ale nigdy nie byłem na żadnym festiwalu filmowym. Ten świat jest mi zupełnie obcy. Nie wiem, czego się spodziewać. "Dokument", którym zaliczyłem czwarty rok studiów, to portret ojca, którego dorosłe dzieci mają już swoje własne życia. Żeby nie szukać daleko, bohaterem uczyniłem mojego własnego tatę. To chyba najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem - mówię tu o komiksach, animacjach i w ogóle o wszystkim. Jeżeli kogoś wzrusza coś, co zrobiłem, jeśli jest to moja rodzina, a film trafia do obcych mi ludzi, to dla mnie największy sukces.
Rozmawiał Łukasz Chmielewski
Trajler animacji Dokument Marcina Podolca
https://youtu.be/EqP6ClFYZHE