Od końca XVI wieku aż do XX-lecia międzywojennego w historii naszej typografii trudno szukać punktów zwrotnych. Na polskim dworze nie funkcjonowała drukarnia z prawdziwego zdarzenia, a publikacje popularne, dewocyjne wymuszały skromną i tańszą formę poligrafii. Większych korzyści nie przyniósł również "flirtujący z wyobrażeniem wszystkich otworów w ciele" projekt toruńsko-gdańskiego duetu tzw. alfabet Bierpfaffa i Falcka, wykonany w stylu chrząstkowo-małżowinowym.
Upadek państwa polskiego i polityka zaborców początkowo spowodowały zaniechanie prób wykreowania narodowego pisma. Jednak XX wiek na nowo obudził pasję wśród intelektualistów, pisarzy i artystów w "peryferyjnym kraju, który miał palącą potrzebę stworzenia na nowo swojej podmiotowości, zarówno politycznej, jak i kulturalnej". Takie fantazje snuli Joachim Lelewel i Stanisław Wyspiański, lecz urzeczywistnił je dopiero Adam Półtawski w 1928 roku.

Antykwa Półtawskiego, fot. Typografia.info
Antykwa Półtawskiego była nowatorska, ale bez cech awangardy, wizualnie urozmaicona, o łagodniejszych kształtach liter niż łacińskie, inspirowana dawnymi rękopisami polskimi. Twórcę kształconego w Krakowie, Monachium, Paryżu, Lipsku czy Berlinie, okrzyknięto bohaterem narodowym, a o kroju mówiono, że "jest jak jednostka o głębokiem poczuciu społeczno-narodowem dostosowująca swoją indywidualność do celów ogółu: rezygnując ze swobody i niezależności swej sąsiadki z Zachodu, wyciąga ramiona do uścisku, którym pragnęłaby objąć wszystkie podobne sobie istoty". Antykwą Półtawskiego zainteresowała się brytyjska firma Monotype, jednak nieżyczliwi twierdzą, że stosowała ją tylko jedna drukarnia w Walii, w dodatku prowadzona przez dwóch Polaków.

Czcionka projektu Władysława Strzemińskiego, fot. Fontarte
Bez wątpienia awangardowe było pismo uniwersalne Władysława Strzemińskiego, ostatecznie zaprezentowane pod koniec 1932 roku. Opierając alfabet o figury geometryczne, malarz doprowadził go do granic czytelności. Już sama nazwa "a.r." wskazuje na skrajny minimalizm. Tak radykalną formą Strzemiński wyprzedził zachodnią Europę, gdzie podobna myśl typograficzna pojawiła się po drugiej wojnie światowej wraz z komputerami. W Polsce propozycja nowego kroju ustąpiła miejsca bardziej globalnej (przynajmniej z nazwy), choć już nieoryginalnej (do złudzenia przypominającej niemiecką Futurę Rennera) Paneuropie. Ta – jak wiele innych krojów – umarła wraz z końcem ery składu metalowego.

Paneuropa - rozkładówka z wzornika Zakładów Graficznych Domu Słowa Polskiego, fot. dzięki uprzejmości wyd. Karakter
W powojennej historii polskiego liternictwa odnotować należy krój Zygfryda Gardzielewskiego – Antykwę Toruńską, ukończoną w 1958 roku. Dekoracyjna, stylizowana na pismo historyczne, nosi ślady toruńskiego gotyku. Mimo że nie cieszyła się taką popularnością jak jej poprzedniczka autorstwa Półtawskiego, także stanowiła próbę stworzenia pisma narodowego. Antykwy będące synonimami nowoczesności umiejscawiały Polskę w kręgu kultury łacińskiej.

Broszury reklamowe firmy Mecanorma przedstawiające wszystkie dystrybuowane kroje Bronisława Zelka, fot. dzięki uprzejmości wyd. Karakter
"Byłem kiedyś przeziębiony. Przyszła mnie odwiedzić moja dziewczyna i wypełniła kilka kształtów, które wcześniej narysowałem. Wysłałem to na konkurs do Paryża i zdobyłem pierwszą nagrodę" – tak początki pracy z Mecanormą w latach 70. XX wieku wspomina Bronisław Zelek.
Dla plakacisty napis był czymś więcej niż tylko słowem czy znakiem graficznym. Mówił, że litera go "prześladuje", bawił się geometrią, przetwarzał fotografie. Krój New Zelek początkowo opatrywano liczbą 45, wskazującą na wykreślenie zakończeń liter pod kątem 45 stopni. Najbardziej rozpowszechnione na świecie pismo polskiego autora ery przeddigitalnej było zarazem pierwszym rodzimym krojem multiskryptowym – poza literami łacińskimi zawierającym znaki innego alfabetu (np. na początku lat 80. pismo poszerzono o cyrylicę).
Współczesność przyniosła kilka mniej lub bardziej udanych realizacji. W latach 1998-2006 Artur Frankowski opracował Grotesk Polski – bezszeryfową wersję Antykwy Półtawskiego. Ukończona w 2010 roku Apolonia Tomasza Wełny spotkała się zarówno z rozgłosem medialnym, jak i krytyką środowiska typografów. Dopiero elegancki, lekki, "z misternie wyważonym detalem i humanistyczną konstrukcją" projekt Łukasza Dziedzica przyćmił międzynarodowy sukces kroju New Zelek.

Krój Lato projektu Łukasza Dziedzica, fot. CC
Font Lato miał być elementem wizualnej identyfikacji banku, stał się cenionym towarem eksportowym. Na pytanie, skąd popularność na świecie, którą liczy się w dziesiątkach miliardów użyć i pobrań, Dziedzic odpowiada: "Z braku nadmiernego kombinowania z dizajnem i dużej liczby odmian. No i, oczywiście, dlatego że wszystko jest za darmo". Z uniwersalnego i poręcznego kroju korzysta Zakład Ubezpieczeń Społecznych, od 2015 roku pojawia się na nowych dowodach osobistych.
"Litery do nas mówią zanim zaczniemy czytać" (M. Misiak)
"Malarz pieniędzy", "Doktor Haj-si-wo", "Wielki człowiek małej grafiki" – takimi przydomkami może się pochwalić Andrzej Heidrich. Jego najważniejszym osiągnięciem jest krój pisma Bona z 1971 roku. Jednak Polacy i wielu obcokrajowców kojarzą to nazwisko przede wszystkim z banknotami, które projektuje od pięćdziesięciu lat.
Współpracę z Narodowym Bankiem Polskim (od lat 60.) Heidrich określa mianem "przygody życia". Wygląd paszportów, współczesna forma godła państwowego, orzełki na czapkach wojskowych, odznaki policyjne, odznaczenia wojskowe dla polskich żołnierzy walczących w Iraku i w Afganistanie, znaczki pocztowe oraz niezliczone wydania książek (m.in. Ryszarda Kapuścińskiego) to również jego dzieła.
Pierwszym narodowym copywriterem był Stefan Żeromski. Spod jego pióra wyszła nazwa "Społem" – pisarz w 1906 roku zaproponował, by tak zatytułowano pierwszy dwutygodnik, propagujący zasady spółdzielczości. Charakter pisma, w którym litery płynnie łączą się ze sobą, nawiązuje do znaczenia słowa, czyli ideałów wspólnotowości. Nie wiadomo, kto stworzył prawzór znaku ani jego modyfikację z 1973 roku funkcjonującą do dziś.

Logo Polskich Linii Lotniczych LOT, projekt autorstwa Romana Duszka i Andrzeja Zbrożka z wykorzystaniem projektu Tadeusza Gronowskiego z 1929 (sylwetka żurawia wpisana w literkę O), fot. Polskie Linie Lotnicze LOT S.A.
Roman Duszek i Andrzej Zbrożek podczas nieformalnego spotkania w kawiarni w 1976 roku na serwetce naszkicowali trzy litery, które stały się wizytówką kraju w międzynarodowych portach lotniczych. Wielogodzinne analizy, obserwacje startujących i lądujących samolotów zaowocowały projektem z prostą, ale wyrazistą typografią. Logo Polskich Linii Lotniczych dopasowano do wielkości kadłuba tak, by słowo "LOT" było widoczne z odległości dwóch kilometrów.
Znacznie wcześniej, w 1929 roku, powstał dodatkowy znak identyfikujący przedsiębiorstwo – słynny "żuraw" Tadeusza Gronowskiego. Symbol tak mocno zakorzenił się w świadomości rodzimych odbiorców, że na plany jego usunięcia przez przewoźnika internauci zareagowali akcją "Łapy precz od żurawia". W 2012 roku znak odświeżono, ale przedwojenny "żuraw" pozostał w gnieździe (w literze "O").

Jerzy Janiszewski, plakat, 1980, z kol. Danuty i Jerzego Brukwickich, fot. materiały prasowe organizatora
Ręcznie malowane czerwoną farbą litery, połączone niczym tłum ludzi stojących blisko siebie i biało-czerwona flaga – znak "Solidarności" stał się symbolem walki o wolność. Pierwotnie był tylko plakatem inspirowanym napisami na murach, a o tym, że stał się logotypem związku zawodowego autor dowiedział się prawdopodobnie z gazet. Znak szybko zaczął żyć własnym życiem: powielano go na transparentach, ulotkach, papierosach, bieliźnie, za co twórca Jerzy Janiszewski nie otrzymał ani złotówki.
Kiedy do projektu Janiszewskiego dopisano pozostałe litery alfabetu, powstał krój zwany Solidarycą, będący dziełem wspólnotowym wielu anonimowych osób. W rocznicę 25-lecia wolnych wyborów firma Coca-cola wypuściła limitowaną edycję butelek z hasłem "Smak wolności", oczywiście wypisanych Solidarycą. Odebrano to jako ironiczny komentarz do efektów polskiej transformacji – ideały "Solidarności" sprowadzono do konsumpcyjnego stylu życia. Tym krojem posługują się opozycja antyorbanowska na Węgrzech, nacjonalistyczny związek zawodowy w Wielkiej Brytanii czy środowiska LGBT. Okazuje się, że Solidaryca jest rozpoznawalna, nawet gdy litery nie są czerwone ani ze sobą połączone, a czasem brakuje flagi. To nie tyle krój, co styl pisma.