Wspólne posiłki
Podkreślała, że w domu rodzinnym wspólny posiłek stanowił uświęcony rytuał. Fascynowały ją powiązania uroczystości czy świąt z jedzeniem i jego celebracją. Wspólne gotowanie stwarzało możliwość spędzania czasu z bliskimi: "każdy posiłek gromadził wokół stołu całą rodzinę, chwilę wytchnienia w dniu wypełnionym po brzegi różnymi zajęciami." Choć jadała w wykwintnych restauracjach, była zdania, że niektóre potrawy smakują lepiej, gdy są przyrządzone w domu, jak np. esencjonalny bulion – najlepsza jej zdaniem potrawa, jaką po północy po koncercie można podać zmęczonemu artyście. Ewentualnie barszcz:
zupą tą, bardzo gorącą, podaną w głębokich filiżankach, zawsze rozpoczynałam kolacje, które wydawałam po koncercie dla mojego męża i innych artystów (...). Nic tak nie stawia na nogi jak lekko słodkawy barszczyk.
Sentymentem darzyła inne evergreeny domowej kuchni, jak choćby naleśniki, pierogi leniwe, łazanki, kluski czy bliny, które w domu smakują lepiej niż w restauracjach, bo wkłada się w ich przygotowanie dużo serca: "mają też i swoje zalety: może je przygotować w kilka osób. Przyda się każda para rąk, nawet najmniejszych. W naszej rodzinie nigdy nie brakowało chętnych do pomocy: z czasem mali pomocnicy wyrośli na pierwszorzędnych kucharzy...".
Artur Rubinstein i Nela Rubinstein, 1978, fot. Wojtek Laski/East News
Niekiedy przyrządzenie uczty wymagało wręcz zaangażowania całej rodziny. Zwłaszcza, gdy na podstawowy składnik, czyli raki, symbol dawnej kuchni polskiej, polowało się aż w .... Kalifornii:
pewnego dnia, wczesnym świtem, ubrani w najgorsze i najstarsze łachy, wyruszyliśmy z domu. Nasz ekwipunek składał się z wielkiego słoja z przynętą (końska wątroba kupiona w jakiejś podejrzanej jatce) i całego asortymentu wiader, kijów, sit, cedzaków i durszlaków (...). wśród uczestników eskapady panował, rzecz jasna, duch współzawodnictwa. (...). Naszym rekordem rodzinnym było schwytanie podczas jednej wyprawy 450 sztuk! Nie muszę mówić, co to była za uczta.
W książce Nela poświęciła polskim daniom z raków, podobnie jak bigosowi czy tradycji grzybobrania dużo miejsca. Przepis na zupę rakową z pulpetami z masła rakowego budzi rozrzewnienie – bo dziś, z uwagi na brak powszechnego produktu, w wersji staropolskiej jest ona de facto nie do zrobienia !