Piszę oczywiście o pierwszym koronowanym władcy Sycylii, utrwalonym w sztuce operowej przez Karola Szymanowskiego. Kompozytor pracował nad swoim antyczno-orientalnym misterium przez sześć lat (1918-24), o napisanie libretta (według własnego pomysłu) poprosił Jarosława Iwaszkiewicza.
Król Roger jest wyrazem fascynacji antykiem i Bizancjum, a właściwie współczesnych kompozytorowi interpretacji tamtych czasów (na czele z filozofię Fryderyka Nietzschego i jego rozróżnieniem na żywioł dionizyjski i apolliński). Łączy w sobie cechy opery i dramatu muzycznego, a także oratorium i ślady widowiska misteryjnego; libretto jest hermetyczne, przepełnione niezrozumiałymi na pierwszy rzut ucha metaforami.
„Król Roger” jest operą niezwykle trudną do wystawienia na scenie – pisała Elżbieta Janewicz. –Dramat ten nie przypomina jednak żadnych innych oper, nie stanowi tez przykładu dla szerszego stylistycznie nurtu w twórczości swojej epoki. Między innymi operami: Strawińskiego, Bartoka, Prokofiewa czy Berga zajmuje miejsce samotne.
Króla Rogera trudne początki
Prapremiera scenicznej wersji utworu odbyła się w 1926 roku w Warszawie, dyrygował Emil Młynarski (wcześniej prezentowano fragmenty partytury w wersji koncertowej). W kraju opera początkowo była przyjmowana sceptycznie, ale wszystko wskazywało na to, że wejdzie do repertuaru światowych teatrów operowych. W 1928 roku przedstawienie zostało wystawione w Duisburgu, w 1932 roku w czeskiej Pradze, gdzie przyjęto je bardzo entuzjastycznie. Podobało się nawet samemu Szymanowskiemu:
Przez te 4 czy 5 lat nigdy nie otworzyłem partycji Wprost zapomniałem tę muzykę! Słuchałem więc jej jak coś zupełnie nowego i obcego. [...] Wiesz, że nie jestem pretensjonalny i raczej krytycznie nastawiony do swojej muzyki - ale naprawdę wprost wstrząsnęło mię to [...] nie mogę się otrząsnąć z tego wrażenia – a także smutku – że to już jednak przeszłość i że zapewne nic takiego już nie potrafię napisać.
W 1949 roku Król Roger z powodzeniem zawędrował do Teatru Massimo w Palermo, dyrygował Mieczysław Mierzejewski. A raczej powrócił, bo pierwszy akt opery (nazywny bizantyjskim) rozgrywa się podczas nabożeństwa w palermskiej katedrze. Po tym wykonaniu słuch o operze opowiadającej o mistycznych uniesieniach i tożsamościowych rozterkach sycylijskiego króla słuch zaginął. Przynajmniej na świecie; w Polsce, co jakiś czas, powracał na scenę (chociaż częściej w wersji koncertowej, niż estradowej).
W 1961 roku Król Roger gościł na Warszawskiej Jesieni, cztery lata później dokonano pierwszego pełnego nagrania fonograficznego. Kierował nim wspominany już Mierzejewski, tytułową rolę wykonywał Andrzej Hiolski – jego wykonanie przeszło do kanonu, chociaż, jak mówią pogłoski, wybitny baryton za operą Szymanowskiego nie przepadał.
Powrót Rogera
Siedem dziesięcioleci po narodzinach Króla Rogera, opera zaczęła odżywać na nowo. W 1994 roku wytwórnia Naxos wypuściła płytę w wykonaniu Andrzeja Hiolskiego, Wiesława Ochmana, Barbary Zagórzanki oraz Chóru Chłopięcego Filharmonii Krakowskiej oraz Chóru i Orkiestry Filharmonii Śląskiej pod kierownictwem Karola Stryji. Cztery lata później swoją wersję Rogera dla EMI nagrał sir Simon Rattle – był to początek królewskiego podboju oczu, uszu i dusz melomanów całego świata. Batalii prowadzonej przez reżyserów, dyrygentów, śpiewaków i instytucje kulturalne, dla których muzyka Szymanowskiego była wyjątkowo bliska i warta przypomnienia. Album pod dyrekcją Rattle'a zgarnął świetne recenzje i Gramophone Award. Po premierze płyty pisano w Grammophone:
Interpretacja pulsuje dramatyzmem, przepojona jest silną teatralnością, utrzymując słuchacza w napięciu od początku do samego końca.
U progu XXI wieku, w 2000 roku, w historii Króla Rogera nastąpił kolejny przełom. Była nim inscenizacja Mariusza Trelińskiego na deskach Opery Narodowej w Warszawie (w 2007 Treliński ze swoim zespołem zrealizował ten sam spektakl w Operze Wrocławskiej, kolejna inscenizacja była bardziej stonowana i pozbawiona wątków historycznych). Tomasz Cyz pisał w „Tygodniku Powszechnym”:
Trelińskiego nie interesuje całkowita wierność wobec opracowywanego materiału –Wykreśla wszystkie odniesienia do dawnego, starego, historycznego świata. Czas i miejsce jego spektaklu zdają się być niedopowiedziane i niedookreślone. [...] Swój własny teatralny język Treliński znaczy też podążającym nieustannie za Rogerem Cieniem – nagim efebem, będącym „drugim ja” Rogera, może nim samym, odzwierciedleniem jego strachu i nowych rojeń. [...] „Król Roger” Mariusza Trelińskiego to pojedynek – człowieka o człowieka, człowieka o prawdę, o to, kim jestem i czy rzeczywiście jestem. Mężczyzną? Kobietą? A może... bogiem?.
Roger w wersji Trelińskiego zaczął podróżować: w sierpniu 2008 roku odwiedził Międzynarodowy Festiwal w Edynburgu, wykonaniem dyrygował Walerij Gergijew (Valery Gergiev), towarzyszyli mu wykonawcy Teatru Maryjskiego, rolę Rogera śpiewał Andrzej Dobber, w Roksanę wcieliła się Elżbieta Szmytka.
Trudności z Rogerem
Wystawiam „Króla Rogera” nie dlatego, że muzyka Szymanowskiego towarzyszy mi od dziecka, gdyż grała mi ją matka, ale dlatego, że to jeden z największych kompozytorów XX wieku – mówił w rozmowie z Jackiem Marczyńskim Jan Latham-Kenig , dyrektor muzyczny Teatro Massimo – Staram się jego utwory propagować wszędzie tam, gdzie dyryguję. Zrozumiałe więc, że musiałem doprowadzić do premiery „Króla Rogera” na Sycylii.
W 2005 roku Roger wrócił do Palermo, reżyserią nowego sycylijskiego Rogera zajął się Yannis Kokkos (pełnił także rolę scenografa i kostiumografa. Kokkos „…zamienił Króla Rogera w zestaw pięknych obrazów o wyszukanej kolorystyce i starannym doborze scenograficznych detali [...] Przedstawienie jest ładne dla oka, ale emocjonalnie puste. Nawet trans, w jaki pod wpływem Pasterza wpadają poddani króla, mimo homoseksualnych aluzji przypomina jedynie zimny, somnambuliczny taniec” – komentował premierę Marczyński.
Kolejnym znanym reżyserem, który zainteresował się utworem Szymanowskiego był Krzysztof Warlikowski, jego wersja Rogera została zaprezentowana w 2009 roku w paryskiej l'Opéra Bastille, spektaklem kierował japoński dyrygent Kazushi Ono, w rolę Rogera wcielił się Mariusz Kwiecień. Obok Andrzeja Hiolskiego i tragicznie zmarłego Wojciecha Drabowicza, Kwiecień należy do śpiewaków, którzy najczęściej wcielali się w rolę sycylijskiego króla. Jest to jedna z niewielu współczesnych ról polskiego śpiewaka, który swoim bel canto podbija serca publiczności Londynu, Nowego Jorku i Moskwy.
Psychodeliczna i homoerotyczna inscenizacja Warlikowskiego wywołała wiele kontrowersji. Renaud Machart z Le Monde'a opisał ją jako: „rodzaj narkotycznej wizji, która systematycznie staje w opozycji do tego, co mówi libretto (współtworzone przez kompozytora), równie przeciętne, co kwieciste”. „I tylko zastanawiałam się: co za krzywdę biedny Pan Karol wyrządził Warlikowskiemu, żeby trzeba mu było aż tak się odwzajemniać?” – pytała Dorota Szwarcman.
Wielu komentatorów podkreślało, że gwizdy i buczenie, którym zakończył się spektakl Warlikowskiego, były przeznaczone nie tylko dla niego, ale i dla (przez niektórych znienawidzonego) dyrektora Opery Paryskiej, który właśnie odchodził z teatru. W jednym wszyscy krytycy byli zgodni: podkreślali doskonałe przygotowanie orkiestry i brawurową rolę Mariusza Kwietnia.
Jeśli ktoś – a myślę, że takich osób na sali było 90 proc. – po raz pierwszy zetknął się z dziełem Szymanowskiego, prawdy o nim się nie dowiedział. [...] Na szczęście spektakl został odpowiednio „obudowany” – Instytut Adama Mickiewicza przygotował wystawę o życiu i twórczości naszego kompozytora, zaś magazyn „L'Avant-Sc ne Opéra” wydał numer w całości poświęcony polskiej operze – komentował paryską premierę Jacek Hawryluk.
Roger idzie w świat

Scena zbiorowa z inscenizacji opery "Król Roger" w reżyserii Davida Poutneya, fot. Krzysztof Bieliński
Kolejnymi impulsami, które pobudziły światowe zainteresowanie Rogerem był program kulturalny przygotowany na polską prezydencję w Unii Europejskiej w 2009 roku i Rok Szymanowskiego w 2012 roku (75. rocznia urodzin i 130. śmierci). Warszawska premiera Króla Rogera w reżyserii Davida Poutneya zwieńczyła cykl wydarzeń towarzyszących inauguracji polskiej prezydencji w UE. Swiatową premierę spektakl miał na festiwalu w Bregencji. „Żeby uniknąć współzawodnictwa z bogactwem i witalnością muzyki Szymanowskiego, zdecydowaliśmy się w przedstawieniu posłużyć bardzo stonowanym i spokojnym językiem artystycznym” – mówił przed premierą reżyser reżyser.
"Król Roger" na inaugurację polskiego przewodnictwa w Radzie UE from Culture.pl on Vimeo.
Krytycy zachwycali się świetną formą wykonawców (dyrygował Jacek Kaspszyk, Rogera śpiewał Mikołaj Zalasiński) i zapierającą dech w piersiach scenografią. „Na ruchome (tzn. zmieniające wysokość i rozmiar stopni) schody to sączyła się czerń i błękit, to bluzgała czerwień światła, wszystko drgało w brawurowych i jak w kalejdoskopie zmieniających się obrazach przy świetnie brzmiącej orkiestrze: uczta dla oczu i uszu” – opisywła austriacką premierę Rogera Dorota Krzywicka-Kaindel na łamach Dwutygodnika.
„Reżysera nie interesuje antyczne widowisko i koncentruje się on wyłącznie na muzyce i wszystko jej podporządkowuje. Muzyka jest tak zmysłowo ponętna, kusi tak, że wprost nie można się jej oprzeć” – pisał krytyk szwajcarskiego „Tagblatt”. „Zrobił spektakl prosty, ale o zachwycającej urodzie plastycznej, mimo że posłużył się w zasadzie trzema kolorami: bielą dekoracji przypominającej antyczny amfiteatr oraz czernią i czerwienią kostiumów” – komentował na łamach „Rzeczpospolitej” Jacek Marczyński.