Jest Pani literaturoznawczynią. Pani pasją – nie tylko naukową – są tłumaczenia prozy anglojęzycznej, w tym głównie literatury dla dzieci, na język polski. Szczególną pozycję na tej liście zajmuje Alicja w Krainie Czarów. Nie jest to zapewne jedyna ważna dla Pani książka?
Z tych tłumaczonych, bez wątpienia, ta jest dla mnie najistotniejsza, dlatego że ten przekład był najtrudniejszy i była to moja największa translatorska przygoda. Ale takich bliskich memu sercu utworów jest więcej, na przykład powieści Wiesława Myśliwskiego. Na ich temat pisałam swoją książkę profesorską i często do nich wracam, a z literatury dziecięcej – do Dzieci z Bullerbyn. To jest dla mnie pozycja kultowa. Mogę ją czytać nieustannie, jest ona i zabawna, i mądra, i nie jestem pod tym względem bardzo oryginalna, bo kiedy robiłam wśród moich studentów ankietę, pytając ich o najważniejszą książkę z dzieciństwa, wybrali właśnie Dzieci z Bullerbyn. Z kolei, jeśli chodzi o rozrywkowe lektury, moją pasją są powieści kryminalne.
Jest mnóstwo dzieł literackich, które na różnych etapach życia mnie kształtowały. Gdybym miała wymienić swoją ulubioną lekturę, byłaby to poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Później dramaty młodopolskie, które pasjami czytałam. Długo fascynowałam się też Stasiukiem, opowiadaniami Jarosława Iwaszkiewicza – szczególnie Pannami z Wilka i Brzeziną. Tak więc z różnych półek możemy wybierać książki, tylko nie z dziedziny science fiction, bo tego nie lubię. Dlaczego? Pojęcia nie mam. [uśmiech]
Czy spotkała Pani osobę, która miała szczególny wpływ na Pani drogę zawodową?
Tak, bez wątpienia. Jeżeli chodzi o drogę administracyjną, to miałam promotora, swojego kolegę, byłego dziekana, prof. Józefa Tomasza Pokrzywniaka, który mocno we mnie wierzył i intensywnie mnie namawiał, żebym podjęła się pełnienia funkcji dziekana. A później równie dużo wysiłku włożył w to, żebym się zgodziła przestać być dziekanem i przystała na propozycję prorektorską. Tak więc pod tym względem prof. Pokrzywniak był moim Mentorem. Są takie momenty, kiedy zadaję sobie pytanie, co w tym momencie zrobiłby Tomek, i odtwarzam sobie jego sposób zarządzania Wydziałem, taki bardzo koncyliacyjny, ale też stanowczy. Bardzo często wzoruję się na jego sposobie zachowania, myślenia, a także stosunku do podwładnych – życzliwości, której on był pełen, i przede wszystkim takiego zachowania, kiedy w trudnych sytuacjach był bardzo pomocny, i tu się staram na nim wzorować.
Natomiast naukowo moją Mistrzynią jest pani prof. Seweryna Wysłouch, która nauczyła mnie teorii literatury, interpretacji, profesjonalnego obcowania z literaturą, ale także była moją Mistrzynią jako dydaktyczka uniwersytecka.
Za Pani kadencji rektorskiej doszło do otwarcia siedziby Polskiego Instytutu Archeologicznego w Atenach będącego częścią UAM. Zainaugurowała Pani jego działalność podczas uroczystości, jaka odbyła się w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach w 2021 roku. Czym jest dla Pani ten Instytut?
Jest bez wątpienia przedmiotem mojej dumy, bo uważam, że jesteśmy wyjątkowo uprzywilejowani jako uczelnia, mogąc organizować jego pracę. Na pewno jest to miejsce wymarzone dla wielu humanistów – dzięki niemu można uprawiać humanistykę w sposób interdyscyplinarny – i jest to nasza wizytówka w kontaktach z innymi uczelniami, która pokazuje, jak silną mamy archeologię i nie tylko. Jest to także miejsce, w którym promujemy kulturę i naukę polską w środowisku międzynarodowym w Grecji, z którą mamy bardzo dobre i głęboko zakorzenione relacje. Przecież uniwersytet w Salonikach jest naszym partnerem europejskim, więc fakt, że mamy Instytut w Atenach, wzmacnia tę współpracę. Cieszę się zatem, że Instytut powstał i że mogłam w jakiś sposób się do tego przyczynić.
Czy punkt, w którym się Pani aktualnie znajduje, jest tym, do którego chciała Pani dojść? Czy myślała Pani kiedykolwiek, że to będzie ta droga?
Absolutnie nie. Gdyby mi ktokolwiek powiedział, nawet już po zrobieniu habilitacji, że kiedyś będę pełniła funkcję rektorki tego Uniwersytetu, to odpowiedziałabym, że to jest absolutnie nierealne i że nigdy się na to nie zgodzę. Moje ambicje dotyczyły raczej kariery naukowej i powiedziałabym, że one się spełniły i nie spełniły jednocześnie. Spełniły się, bo uzyskałam kilka lat temu tytuł profesora, czyli ten ostatni, jaki można w karierze naukowej w Polsce zdobyć, ale to nie jest tak, że jestem usatysfakcjonowana tym, co do tej pory zrobiłam. Mnóstwo pomysłów mam jeszcze niezrealizowanych i już się cieszę – bo druga kadencja rektorska kończy się za trzy lata [w 2028 roku – przyp. red.] – z tego, że będę mogła wrócić do czytania, pisania i być może do tłumaczenia, które niesłychanie polubiłam. Dobrze jest mieć otwarte drogi przed sobą.