Przewodniczący Szwedzkiej Akademii H.R. Tornebladh, przyznając nagrodę, w swojej mowie wyraził dyskryminujący i deprecjonujący komentarz pod adresem Marii: „Ten wielki sukces profesora i madame Curie […] sprawia, że w zupełnie nowym świetle postrzegamy słowo Boże: »Nie jest dobrze, gdy mężczyzna jest sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc«”. Skłodowska miała już wtedy tytuł profesora akademickiego i wielkie odkrycia na swoim koncie.
Po otrzymaniu Nobla naukowcy nie mogli opędzić się od dziennikarzy i potencjalnych kupców, chcących wykorzystać rad w swoich wynalazkach. Rad nawet w bardzo rozcieńczonej postaci zachowywał swoją moc. Dodawano go do wszystkiego: do kosmetyków, które reklamowano jako odmładzające i nadające „blasku”, do soli do kąpieli, do szminek, które miały świecić w ciemności; stosowano jako środek na potencję, był składnikiem past wybielających zęby, leków, inhalatorów poprawiających krew, napojów przywracających energię. Interesy radowe kwitły w najlepsze, ale Maria cierpiała, że znieważa się w ten sposób jej dokonania. Nie wiedziano jeszcze, że nowy pierwiastek tak jak zbawienny, jest również niebezpieczny dla zdrowia. Pierre zaczynał mieć kłopoty z chodzeniem, bolały go nogi i plecy, ale nie zaprzestał pracy.
6 grudnia 1905 roku Skłodowska-Curie urodziła drugą córkę, Eve. Postanowiła wtedy spędzać więcej czasu w domu, uciec od męczącej i drażniącej ją sławy. Pierre’a nie udało się jej namówić na wypoczynek. Niepokoiła się jego zdrowiem. Przez permanentny ból stał się drażliwy i niecierpliwy. Zamknął się w laboratorium.
19 kwietnia 1906 roku poszedł do pracy sam. Tamtego ranka widzieli się po raz ostatni. Idąc ulicą w ulewnym deszczu, utykając z bólu, wszedł prosto pod koła wozu towarowego. Jego śmierć zmiażdżyła ją psychicznie.
Po pogrzebie męża oddała się znowu pracy, skrupulatnie zapisywała kolejne przeprowadzane doświadczenia. Przygotowała też dzieła zebrane Pierre’a Curie. W pamiętniku, w którym zwracała się do nieżyjącego męża, napisała: „Żyję jedynie przez wzgląd na pamięć o Tobie oraz po to, byś był ze mnie dumny”. Nie potrafiła zajmować się córkami, nie potrafiła okazywać im czułości. Wynajęła guwernantkę z Polski – chciała, by Irene i Eve znały polski. Sama nigdy nie przestała tęsknić za ojczyzną.
Objęła katedrę po mężu na Sorbonie. Laboratorium Curie cieszyło się coraz większym uznaniem. Na całym świecie wytwarzano już sole radu, jednak potrzebne było ustandaryzowanie określania jego stężenia. Zaproponowano, by jednostkę miary promieniotwórczości nazwać curie, na co Maria przystała, ale nie zgodziła się, by ktoś inny niż ona ustalił wielkość tej jednostki.