W finale wystawy trafiamy do sali projekcyjnej, w której wyświetlany jest film Szara ziemia Dany Kaveliny. Ta niesamowita wizualnie, kukiełkowa animacja ma dwoje bohaterów. Jednym jest ranny ukraiński żołnierz, który odzyskuje przytomność i odkrywa, że został na polu walki sam – front przesunął się gdzie indziej, koledzy zostawili go – a może wszyscy zginęli? Druga postać z filmu to krowa z przemysłowej farmy, która jechała na rzeź, kiedy w wiozącą ją ciężarówkę trafił zbłąkany pocisk. Zwierzę odzyskało wolność. Co jednak począć z tą swobodą? Żołnierz i krowa rozpoczynają wędrówkę przez ogarniętą wojną krainę. I właśnie ten postapokaliptyczny pejzaż – udręczona ziemia – staje się trzecią bohaterką opowieści.
Gdzie są Jedi?
Basel Abbas i Ruanne Abou-Rahme, „Until we became fire and fire us”. Praca z wystawy „Bliski Wschód, daleki Zachód”, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, 2025, fot. Alicja Szulc
Przemierzając z bohaterami Kaveliny spustoszone przyfrontowe krajobrazy i czytając książki o sztuce wśród ruin, patrząc w ciemne, huczące od dronów niebo, trudno nie poddać się melancholii. Paradoksalnie, wspaniałe przestrzenie MSN-u tylko ten afekt wzmacniają. Idziemy przez nieskazitelne white cube’y, oglądamy spektakularne instalacje, wielkoformatowe projekcje, ale kolejne prace opowiadają o przegranych rewolucjach, stłumionych buntach, zawiedzionych nadziejach. I można odnieść wrażenie, że znów, jak w latach 90., mamy koniec historii, tyle że a rebours: teraz to koniec demokracji, która pogrąża się w cieniu faszyzacji i brutalizacji życia politycznego. Gdybyśmy nie byli na wystawie, lecz w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, ten epizod mógłby się nazywać „Imperium kontratakuje”.
A skoro jesteśmy już w lucasowskiej metaforze, chciałoby zapytać się, czy po tej mrocznej części możemy liczyć na „Powrót Jedi”? I czy w roli galaktycznych rycerzy światła mogliby wystąpić artyści?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Na wystawie w MSN pokazywana jest imponująca instalacja, którą gwiazda niemieckiej sztuki, Hito Steyerl, zrealizowała we współpracy z Philippem Gollem oraz Oleksijem Radyńskim. Muzealną salę wypełnia ogromny, poplątany rurociąg. Można na nim usiąść i obejrzeć pięciokanałową projekcję. Film jest swego rodzaju artystycznym dochodzeniem w sprawie zależności energetycznej Niemiec od rosyjskich surowców. Opowieść zaczyna się jeszcze w latach 80. u schyłku ZSRR – jej kulminacją jest oczywiście afera wokół Nord Streamu. Zespół Steyerl bada niebezpieczne związki kapitalizmu i imperializmu, ale również sztuki, bo niemiecko-rosyjskie deale ozdabiane były ornamentami wydarzeń kulturalnych i wystaw, finansowanych przez spółki energetyczne z obu krajów.
Nihil novi! Sztuka nie jest niewinna – wiemy to od dawna. Świetnie, że Hito Steyerl pokazuje uwikłanie muzeów i artystów w oswajanie i upiększanie interesów ubijanych przez polityków i kapitał z autorytarnym reżimem. Ale i o tym wiemy nie od dziś. Praca niemieckiej artystki, ale również ogólnie sztuka pokazywana na wystawie Bliski Wschód, daleki Zachód wydaje się o krok za rozwojem wypadków. Artyści i artystki starają się mapować, dokumentować i obrazować strefy konfliktów, przemoc, niesprawiedliwość, ale z tą robotą nie nadążają: punktów zapalnych jest po prostu zbyt wiele, by wszystkie je wskazać. Imperium kontratakuje, „rycerze Jedi” wydają się w defensywie.