Scena z próby przedstawienia „Cudzoziemka” w reżyserii Katarzyny Minkowskiej w Teatrze Polskim w Poznaniu, 2024, fot. Agata Rucińska/Teatr Polski w Poznaniu
Pamiętam jedne z twoich pierwszych projektów, bardziej performatywne i eksperymentalne formalnie Syrenarium czy Judasza, które oglądałam podczas Forum Młodej Reżyserii, a także twój debiut w TR Warszawa – Stream. Język, którego dzisiaj używasz, wyraźnie od tego czasu ewoluował. Stał się bardziej klarowny, literacki, filmowy. Skąd ta zmiana?
Na studiach też zrobiłam wiele literackich projektów, ale rzeczywiście one mnie wtedy mniej interesowały. Na pewno nasze spektakle z czasem zrobiły się bardziej wieloplanowe, bo ta wieloplanowość uruchamia moje myślenie. A budowanie równoległych narracji wymaga dużej precyzji i dyscypliny pracy. Ważne są też dla mnie dialogi; to, w jaki sposób ludzie się ze sobą komunikują. Więc chyba po prostu – lubię opowiadać historie. Co nie oznacza, że już tylko w ten sposób będę pracowała. Mam potrzebę eksperymentu, której oczywiście towarzyszy lęk przed krokiem w bok, ale muszę się na to w końcu odważyć.
Debiutowałaś w teatrze w pandemii. Od tego czasu – o ile dobrze policzyłam – wyreżyserowałaś 14 spektakli w różnych miastach w całej Polsce, czyli średnio po trzy na rok. Dużo.
Tak, trochę dużo, za dużo. Teraz mam przerwę, która nie do końca jest przerwą, bo i tak ciągle wymyślam coś nowego. Ale, gdy tylko mogę, staram się spędzać czas z moją rodziną. Z niepokojem zauważyłam jednak, że im więcej pracuję, tym – paradoksalnie – mam więcej artystycznej energii. Wiem, że to już lekko zahacza o pracoholizm.
Reżyserowałaś w teatrach, które przechodziły w tym czasie różne kryzysy. Wróciłaś do TR Warszawa, by zrealizować tam Kiedy stopnieje śnieg w 2024 roku. Na stanowisku dyrektora Grzegorza Jarzynę zastąpiła już wtedy Anna Rochowska. Mój rok relaksu i odpoczynku z 2022 roku był z kolei spektaklem otwierającym kadencję Moniki Strzępki w Teatrze Dramatycznym. Chwilę przed tą premierą Strzępka została zawieszona jako dyrektorka przez wojewodę mazowieckiego. Jak to wpływało na twoją pracę?
Gdy robiliśmy Stream, to TR Warszawa był instytucją w dużym kryzysie – i faktycznie było to odczuwalne. Chwilę później pracowaliśmy nad Cudzoziemką (2021) w Teatrze Polskim w Poznaniu, gdzie spotkaliśmy się z mocno poturbowanym zespołem, który zaproponował nam podpisanie kontraktu regulującego standardy pracy czy sposoby komunikacji. Dużo mi to wtedy dało, bo przeanalizowałam, jakie standardy powinny być zachowane, żeby proces był komfortowy dla wszystkich zaangażowanych stron.
Z kolei pracę nad Moim rokiem relaksu i odpoczynku – pomimo oczywistych politycznych napięć – wspominam bardzo dobrze. Faktycznie, w teatrze słychać było głosy przeciwko Monice Strzępce, ale akurat w naszej ekipie nie było osób, które w jakikolwiek sposób podburzałyby innych. Pod względem technicznym czy produkcyjnym ten teatr funkcjonował naprawdę na bardzo wysokich obrotach. Wszystkim nam zależało na tym, żeby to wyszło. Stresujące było natomiast to, że Mój rok relaksu i odpoczynku był premierą otwierającą dyrekcję Moniki Strzępki. Nie wiedzieliśmy, co będzie się działo. Obawiałam się, że nasz spektakl oberwie rykoszetem politycznych i społecznych przepychanek. Nic takiego się jednak nie stało.
Pierwsze premiery są zwykle traktowane jako symboliczna zapowiedź programowa całej kadencji nowej dyrekcji.
Prosiłam dziewczyny z kolektywu, żeby nie zapowiadały w mediach, że to będzie rewolucyjne przedstawienie, bo wtedy ludzie od razu się rozczarują. To miał być – jak to nazywam – „spektakl pomostowy”. Pomost pomiędzy potencjalnie nową widownią a tą, która do tej pory zapełniała sale Teatru Dramatycznego. Taki mieliśmy na to pomysł i tak to chcieliśmy zrealizować. Powtarzałam to niezliczoną ilość razy, również po to, żeby spuścić trochę powietrza z narastających oczekiwań.