Hamletów sześć i inni. Podpowiadamy, na co warto iść wiosną do teatru
Teatralna wersja Wichrowych Wzgórz, premiery telewizyjnych spektakli, a może sześć (!) wariacji na temat Hamleta w sześciu różnych polskich miastach? Czyli, co warto wziąć pod uwagę przy planowaniu wiosennego kulturalnego kalendarza.
W tym sezonie polski teatr przechodzi hamletomanię. Dopiero co w lutym premierę miała gnieźnieńska inscenizacja tragedii Szekspira w reżyserii Jana Marka Kamińskiego (jeżeli nie zdążycie na spektakle w Teatrze Fredry 27 i 28 marca, to kolejne szanse będziecie mieli 9, 10 i 11 kwietnia), a kolejne interpretacje szykują już inni twórcy i twórczynie w instytucjach rozsianych po całym kraju.
Oczywiście, można się upierać, że akurat ten arcydramat narodowego angielskiego poety jest wiecznie żywy i regularnie wraca na afisze – co jest prawdą, niemniej jednak obecna fala Hamletów, która przechodzi przez rodzime teatry, wydaje się też odpowiedzią na zachodzące z dużą intensywnością w ostatnich latach pokoleniowe zmiany. Nie bez powodu po ten dramat sięgają coraz młodsi artyści, często chwilę po debiucie.
Od Poznania do Sosnowca
Zdjęcie z prób „Very Very Hamlet”, reż. Dominika Knapik, fot. Teatr Polski w Poznaniu
Autorską interpretację Hamleta już niebawem zaproponują Dominika Knapik (reżyseria) i Patrycja Kowańska (scenariusz) w spektaklu Very Very Hamlet, który będzie miał premierę 17 kwietnia w Teatrze Polskim w Poznaniu. Twórczynie zapowiadają, że ich przedstawienie ma oscylować między śmiechem a śmiercią i być „funeralną petardą”.
Wkrótce przekonamy się, co to oznacza. Jednak sukces, jaki odniósł ich szczeciński Very Ibsen – znakomity formalnie performans, w którym na kozetkę trafiały postacie z dramatów norweskiego pisarza – pozwala podejrzewać, że i tym razem możemy spodziewać się odświeżającej interpretacji dobrze znanych motywów oraz bohaterów. Knapik i Kowańska wnoszą do polskiego teatru brawurową estetykę, w ramach której głównym nośnikiem znaczeń jest doprowadzona do perfekcji choreograficzno-wizualna forma, a nie psychologiczna narracja opowiedziana za pomocą naturalistycznych środków wyrazu.
Przedstawienie można obejrzeć jeszcze 18, 19, 21, 22 i 23 kwietnia.
Chwilę później premierę będzie miał także Hamlet w reżyserii Jacka Jabrzyka w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Twórcy i twórczynie, zgodnie z zapowiedziami, przenoszą akcję dramatu Szekspira do współczesności ufundowanej na wszechobecnym przebodźcowaniu i mediach społecznościowych. „Hamlet w tej interpretacji staje się opowieścią o świecie, w którym rzeczywistość nie jest czymś oczywistym, również dlatego, że bohaterowie swobodnie poruszają się w przestrzeniach wirtualnych” – czytamy w zapowiedzi.
Premierowe spektakle zostaną zagrane 24, 25 i 26 kwietnia, a następne – 8, 9 i 10 maja.
Śląski, buntowniczy, osobisty. Hamlet dla każdego
Zdjęcie z prób „Tragedyjŏ Hamleta, Ksiyncia Dynymarku” reż. Robert Talarczyk, fot. Teatr Śląski
Z kolei w maju dyrektor Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach Robert Talarczyk zaprosi widzów i widzki na Hamleta w swojej reżyserii. Nie będzie to jednak zwykła inscenizacja. Po raz pierwszy na świecie losy duńskiego księcia wybrzmią bowiem w specjalnym tłumaczeniu na język śląski pod tytułem Tragedyjŏ Hamleta, Ksiyncia Dynymarku.
Talarczyk w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi Zachodniemu” zapowiada:
Sięgamy po „Hamleta”, aby pokazać, że język śląski nie jest krupniokowym paździerzem. Nie zmieniamy fabuły, dodajemy konteksty. Jest państwo Śląsk, zwane zgodnie z oryginałem w śląskim tłumaczeniu – Dynmark, niezależne, ze swoim językiem. Nie mówimy wprost, że to alter ego Śląska, ale subtelnie jest to zaznaczone, choćby poprzez kolor flag, przestrzeń przemysłową.
Premiera odbędzie się 15 maja, a kolejny pokazy przedstawienia zaplanowane są na 16, 17, 19, 20 i 21 maja.
Dzień po premierze, 16 maja, w Teatrze Powszechnym w Warszawie swoją interpretację Hamleta przedstawi natomiast Kamil Białaszek, znany również jako raper Koza. Młody reżyser zasłynął w ubiegłym roku głośnym Nowym Panem Tadeuszem, tylko że rapowym na motywach epopei Mickiewicza, który zrealizował w Teatrze Polskim w Poznaniu (komu daleko do stolicy Wielkopolski, ten może zobaczyć nagranie tego przedstawienia zrealizowane dla Teatru Telewizji w serwisie VOD), a całkiem niedawno inscenizacją Niewyczerpanego żartu w Teatrze Narodowym w Warszawie.
W obsadzie warszawskiego spektaklu znaleźli się m.in. Andrzej Kłak, Ewa Skibińska, Anna Ilczuk i Michał Czachor. W tytułowego bohatera – gościnnie – wścieli się zaś Antek Sztaba, którego publiczność może kojarzyć z roli między innymi Aleksandra Kwaśniewskiego w hitowym musicalu 1989 z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Spektakl do zobaczenia również 17, 19, 20, 21 i 22 maja.
Ostatnim w tym sezonie zaplanowanym – na ten moment – Hamletem ma być ten krakowski. Osobisty tekst na podstawie dramatu Szekspira napisał, powracający do teatru po latach przerwy, Paweł Demirski, reżyseruje – Remigiusz Brzyk. Premiera Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET odbędzie się 23 maja w Narodowym Starym Teatrze. Spektakl będzie do zobaczenia również 24 i 26 maja.
Brontë raz jeszcze
„Wichrowe Wzgórza. Love to Die”, reż. Klaudia Hartung-Wójciak, fot. Teatr Polski w Bydgoszczy
A co oprócz Hamletów? Dla tych, którzy załapali bądź nie załapali się na nawrót innej kulturowej mani – jaką uruchomiła niedawno premiera filmu Emerald Fennell luźno inspirowanego powieścią Emily Brontë – mogą wybrać się do Teatru Polskiego w Bydgoszczy, by zobaczyć, jak Wichrowe Wzgórza odczytała Klaudia Hartung-Wójciak. Punktem wyjścia są tu osobiste historie twórców i twórczyń. W zapowiedzi na stronie teatru czytamy:
Sześcioro aktorów i aktorek spotyka się, by przeprowadzić brawurową wariację na temat miłości, niespełnienia i śmierci. Opowiadają o własnych doświadczeniach, o XIX-wiecznej Anglii z powieści Emily Brontë i o Irenie Wójciak z Brodnicy, miłośniczce Wichrowych Wzgórz, a prywatnie babci reżyserki.
Przedstawienie można zobaczyć 24, 25, 26 i 28 kwietnia.
Teatr na srebrnym ekranie
„Stara kobieta wysiaduje”, na zdjęciu: Irena Jun, reż. Natalia Korczakowska, Teatr Studio, fot. Arsen Petrovych / TVP
Jeśli jednak nie znaleźliście na tej liście jeszcze niczego dla siebie bądź do teatrów w Poznaniu, Bydgoszczy, Katowicach, Warszawie, Gnieźnie czy Sosnowcu macie po prostu za daleko, to z pomocą przychodzi wiosenny repertuar Teatru Telewizji obfitujący zarówno w nowe premiery, jak i odrestaurowane nagrania archiwalnych spektakli.
Na 27 marca, czyli Międzynarodowy Dzień Teatru, największa scena świata przygotowała rejestrację legendarnego monodramu Stara kobieta wysiaduje Ireny Jun na podstawie tekstu Tadeusza Różewicza w reżyserii Natalii Korczakowskiej. Niedawno 90-letnia aktorka w wywiadzie udzielonym Agnieszce Berlińskiej i opublikowanym na łamach miesięcznika „Teatr” tak opowiadała o tym przedstawieniu:
Jak siedzę w foyer Teatru Studio i czekam na widzów – bo „Starej kobiety” nie gram na scenie, tylko w foyer. To był pomysł Natalii Korczakowskiej. Świetny. No, więc siedzę i czekam, a widzowie się schodzą. Ja tak strasznie to lubię! Wybierają miejsca, jeszcze na mnie nie patrzą, kręcą się, przesiadają. Siedzę i dyskretnie obserwuję. Widzę ich twarze. Wiem, że już wchodzimy w tę grę, ja z nimi, oni ze mną, za chwilę będę miała ich uwagę. To jest czarodziejski moment w teatrze. Bardzo trudno o tym mówić, bo jest nieopisywalne. Dochodzi jakby do utożsamienia wykonawcy z odbiorcą.
Telewizja być może bardziej kojarzy się z piłką nożną niż z teatrem – ale w serwisie VOD Telewizji Polskiej można połączyć obie te pasje, oglądając spektakl Ezi w reżyserii Janusza Zaorskiego z Andrzejem Chyrą i Zbigniewem Zamachowskim w rolach głównych, opowiadający o spotkaniu dwóch piłkarskich gigantów – Kazimierza Górskiego i Ernesta Wilimowskiego.
Daniel Olbrychski i Magdalena Cielecka w jedynej ze scen przedstawienia „Wszystko na sprzedaż”, reżyseria: Mateusz Atman, Agnieszka Jakimiak, 2026, Teatr Telewizji, fot. Waldemar Kompała/TVP
Oprócz tego warto zobaczyć też niedawną premierę Wszystko na sprzedaż – telewizyjnego przedstawienia inspirowanego filmem Andrzeja Wajdy o tym samym tytule, w reżyserii Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak, ze świetnymi rolami Magdaleny Cieleckiej i Daniela Olbrychskiego – i wzruszającą finałową sceną.