W waszym performansie też nie ma sztywnego podziału na scenę i widownię, publiczność może wchodzić i wychodzić, kiedy chce. Jak to na was wpływa?
Mamy swoje bezpieczniki, ramy, których się trzymamy, ale nigdy do końca nie wiemy, jaki będzie odbiór. Wiele zależy od publiczności. Od dawna interesuje mnie bardziej demokratyczny, niehierarchiczny rodzaj bycia na scenie. Staram się unikać myślenia o performowaniu w kontekście wyeksponowania, ekspertyzy, przywileju. Myślę o sobie jako o jednej spośród wielu w pomieszczeniu, która coś robi – otwiera innych na wspólny ruch. Świetnie mi się gra, jeśli na widowni jest dużo moich znajomych, z którymi wcześniej tańczyłam, bo czuję od nich dużo wsparcia.
Ale cała ta sytuacja w This resting, patience jest dla mnie głównie o relacjach. O tym, kogo widzimy, jak się z tym czujemy, co robimy ze swoimi emocjami. Nie zmuszamy nikogo do partycypacji. Chodzi nam o wspólne bycie w jednej przestrzeni. Dlatego najpierw my musimy coś od siebie dać, zaprosić widzów do tej wspólnoty, zadbać o to, żeby poczuli się komfortowo, przełamać bariery, a potem – patrzeć, dokąd to zmierza. To bardzo poruszające, gdy publiczność po jakimś czasie zaczyna się otwierać i staje się częściowo współodpowiedzialna za ten proces.
Ewa Dziarnowska w przedstawieniu „This resting, patience", premiera: 13 stycznia 2024 podczas Tanztage Festival, Sophiensaele, Berlin, fot. Spyros Rennt
A czy tworząc koncepcję tego spektaklu od początku myślałaś o zaproszeniu do niego Leah Marojević?
Pierwotnie miał to być solowy projekt. Leah była osobą, którą kojarzyłam przez wspólnych znajomych, widziałam ją też w dwóch projektach – jej obecność sceniczna zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pomyślałam, że jest świetna i że chciałabym ją poznać, także prywatnie. Zadzwoniłam do niej. Od razu złapałyśmy nić porozumienia. Okazało się, że mamy podobne doświadczenia, oglądałyśmy te same spektakle, mamy ze sobą wiele wspólnego. W tej pracy dużo wyprowadzamy z improwizacji, operujemy zbieranymi przez lata narzędziami, wrażliwością, którą zbudowałyśmy w innych pracach z różnymi osobami. Leah jest świetną tancerką, nie stworzyłabym tej pracy bez niej. Podobnie jak bez Krzysztofa Bagińskiego odpowiedzialnego za dźwięk czy Jacqueline Sobiszewski, która zrobiła nam światła. Wszystko to wyniosło ten spektakl na taki poziom, do którego sama na pewno nie byłabym w stanie go doprowadzić.
Pokazywałyście ten performans m.in. w Oslo, Sztokholmie, Wiedniu. Czy zauważasz różnice w odbiorze w zależności od miejsca?
Sposób, w jaki ludzie wchodzą z nami w interakcje, przemieszczają się, jest zupełnie inny w Berlinie, a inny w Monachium, gdzie widzowie są przyzwyczajeni do bardziej klasycznej ekspozycji choreografii. Ale zawsze, gdziekolwiek pokazujemy This resting, patience pod koniec tego trzygodzinnego performansu udaje nam się wytworzyć wspólnotę. Czasem dojście do tego miejsca zajmuje dłużej, czasem krócej.