Czy oba wideo są awersem i rewersem: opresyjne i nieopresyjne, dobre i złe, obce i moje?
AP: Można tak to odczytać, ale nam właśnie nie chodziło o to, by korzystać z logiki przeciwstawienia. Oba doświadczenia są nierozłączne. Taka dychotomia jest fałszywym rozpoznaniem, chodziło nam o pokazanie współistnienia, czy nawet współzależności dwóch systemów.
WZ: Drugie wideo jest gestem wskazującym, że istnieje także wiedza niedogmatyczna. Jej pewne aspekty są dla nas mało dostępne we współczesnej logice kapitału, a przy tym także wyzysku naszej wyobraźni. Nie zależało na tym, aby pokazywać tutaj dobrego i złego bohatera, ale by uznać uważność za osobliwą, pełną sprzeczności protagonistkę, która prowadzi nas przez życie, zbyt często może „na automacie”. Stąd nasze wahania…
Zapytałam o to, bo zastanawiałam się, czy Archiwum wahań nie zostanie odczytane jako krytyka zachodniego dyskursu, opartego na nauce, dowodach.
WZ: To raczej krytyka pozornej nauki, pozornych dowodów, często przeinaczonych, skorumpowanych. Najwięksi bankierzy – jako rządowi eksperci. Fałsz istnienia w danym kraju broni masowego rażenia – jako fakt. Społeczeństwo, to, co komunalne – jako przejrzały mit, komuna. To apel o krytyczne myślenie, o zarówno wnikliwą eksperckość, jak i słuchanie oddolnych doświadczeń. Jeden z uczestników quizu, z zawodu mechanik, wspomina w pewnym momencie o strajkach robotniczych z lat 90. Dzisiaj są one historią wypartą, tymczasem mogłyby być łącznikiem między czasami solidarnościowymi a dzisiejszymi.
Rzeczy, które są nam opowiadane, są częścią pewnego etosu, strategii politycznej. Chodziło mi, żeby pokazać, jak kuratorowane są elementy narracji historycznej i politycznej, które do nas docierają. Dziś robią to nie tylko rządy, ale i wielkie korporacje, nierzadko jedni i drudzy w tandemie. Ważne jest sprawdzać źródła, i rozmawiać; wtedy a/b/c/d szybko nam się rozpadnie. Żadna babcina anegdota nie mieści się w logice AI. Kiedy ktoś opowiada historię, wydarza się coś zupełnie innego.
AP: Tym, co jest istotne w Archiwum…, to wprowadzenie pojęcia wiedzy afektywnej, emocjonalnej. Nie mówimy więc o tym, co jest lepsze, a co gorsze, ale wskazujemy na przykład, że wiedza afektywna jest gotowa ujawnić warunki swojego wytwarzania. Nie udaje, że jest obiektywna i transparentna, co kontrastuje z wiedzą zaprezentowaną w teleturnieju.
Wrócę jeszcze do przekazu telewizyjnego w latach 90. i wczesnych dwutysięcznych, kiedy formowały się ramy naszej moralności – i kiedy dzieci w szkołach podnosiły ręce, głosując za inwazją na Irak. Ideologia, która uwarunkowała tamten rodzaj wiedzy, była komunikowana jako obiektywna i neutralna. Więc w sensie pewnej uczciwości wiedza afektywna jest jednak czymś lepszym. Z taką wiedzą mamy do czynienia na przykład, kiedy nasze prababki mówią, jak one same zapamiętały wojnę. Kiedy opowiadają, co im samym się przytrafiło.
WZ: Dziś platformy społecznościowe oferują nam ciasto-przekładaniec: raz relację z robienia naleśników, raz kotki, raz bombardowanie Ukrainy. Oczywiście nierzadko łączymy się za ich pośrednictwem, także w aktywizmie, ale zazwyczaj prowadzą nas ku poczuciu braku sprawczości, alienacji. Treści bawią się naszym afektem, naszym zmęczeniem, igrają z uważnością, zmyślają prawdy. W tym tempie przepływów wahanie, pytanie są niemal niemożliwe do praktykowania, ale mają potencjał wybuchowy. Stare to jak świat, a przynajmniej jak Sokrates.