Zieloność, lubość y rozkosz
Mowa oczywiście o kuchni dworskiej, bogatej. Wpływ na tę właśnie kuchnię w Polsce miał w XV wieku Filip Kallimach, włoski humanista, ścigany za udział w spisku na życie papieża Pawła II. Kallimach znalazł schronienie na królewskim dworze – został sekretarzem Kazimierza IV Jagiellończyka, a potem doradcą Jana I Olbrachta, przyjaźnił się z rodziną Koperników. Kallimach był oczywiście zwolennikiem niezależności Polski od papiestwa. Był też protegowanym Bartolomeo Platiny, bibliotekarza Biblioteki Watykańskiej, autora traktatu "De honesta voluptate et valetudine", będącego pierwszą wydrukowaną książką kucharską. Dzieło to ukazało się w Rzymie ok. 1470 roku, a następnie w Wenecji w 1475 roku. Platina zawarł w nim przepisy kulinarne autorstwa Martina da Como, kuchmistrza na dworze weneckiego kardynała Ludovica Trevisana. Książka owa o kuchni stricte śródziemnomorskiej dzięki Kallimachowi była znana w Polsce w kręgach uniwersyteckich. I działo się to zanim Bona w ogóle przyszła na świat.
Produkty włoskie, śródziemnomorskie nieuchronnie, choć powoli przenikały na polski stół. Od XVI do XVIII wieku ogrody warzywne zakładane były przez szlachtę na terenie należących do niej folwarków. Najwięcej uprawiano w nich kapusty czarnej i białej (która zajmowała ponad 34% powierzchni folwarków), mniej marchwi (około 14%), dalej cebuli, konopi, rzepy, jarmużu, pasternaku i anyżu, najmniej zaś maku (0,5%). Uprawy uzupełniały także inne warzywa – ogórki, pietruszka i koper, oraz zioła, różne nasiona, groch i gryka. W średniowieczu i na progu renesansu według definicji Piotra Krescentyna ("Księgi o gospodarstwie i o opatrzeniu rozmnożenia rozlicznych pożytków każdemu stanowi potrzebnych", wydane w języku polskim w 1549 r. w krakowskiej drukarni Heleny Florianowej): "z łacińskiej rzeczy od zieloności są nazwane ogródki małe, w których zioła albo drzewa choćby też y obie rosną wsadzone, aby zielonością swą ludziom czyniły lubość y rozkosz".
Przede wszystkim jedzono jednak to, co rosło dobrze i co było znane, pewne. W Polsce renesansowej ryby były pokarmem niskiej kategorii, bo rybę łatwo było złowić, także wielkiego szczupaka czy jesiotra. Biologicznie i przyrodniczo ówczesne tereny naszego kraju to był zupełnie inny świat niż dziś. Zanim zaczęto dla mody, smaku czy fanaberii próbować nowinek, korzystano przede wszystkim z obfitości lokalnych dóbr. A Bona? Podobno upowszechniła modę na dekolty. Ale to już mit świata fashion.