No właśnie, czy wiadomo, co w dawnych czasach – choć jest to oczywiście pojęcie nieprecyzyjne – jadano podczas wigilii Bożego Narodzenia?
Spodziewamy się, że ponieważ Wigilia jest polską tradycją, to kiedyś jadano mniej więcej to samo, co dziś. Niezupełnie tak było, choć też były to potrawy sezonowe i lokalne. Z moich badań wynika, że istniały dwie linie dawnego postnego świętowania przez jedzenie. Pierwsza to post ludzi bogatych, na przykład szlachty i księży. Spożywali oni bardzo dużo ryb, głównie słodkowodnych; morskie były raczej niedostępne, nie transportowało się wtedy niekonserwowanej żywności. Elita jadała więc świeże ryby, takie jak szczupak, karp, jesiotr, łosoś wiślany czy certa, dziś zapomniana, tłusta ryba z rodziny karpiowatych – ale też przetworzone, na przykład sztokfisza, czyli suszoną rybę, najczęściej dorsza. Popularna była też suszona bieługa, dziś niezwykle rzadka, bo jako ludzkość wygubiliśmy ten gatunek niemal do szczętu. Do lokalnych produktów dodawano sprowadzane znad Morza Śródziemnego rodzynki, orzechy włoskie, piniowe, kandyzowane czy suszone owoce. Do Polski przywożono też kiszone cytryny, typowe dla kuchni magrebskiej. Druga linia to post uboższych warstw społecznych. Jeśli jedzono ryby, to solone śledzie albo sztokfisze. Do tego groch, w postaci na przykład lekkiej zupy – nie z kiełbasą czy boczkiem, ale w formie lekkiego przecieru, z grzybami – albo grochowe placki, baby, rogale: zarówno słodkie, jak i niesłodkie. Podawano też barszcz, głównie z kiszonych buraków, ale czasem mieszany z zakwasem mącznym, na którym robimy dziś typowy dla Wielkanocy żur. W menu pojawiała się też zupa z suszonych śliwek z grzybami. U Stanisława Czernieckiego (autor Compendium ferculorum, pierwszej polskiej książki kucharskiej wydanej w 1682 roku – przyp. red.) można wśród postnych specjałów znaleźć ryby w sosie piernikowym albo rybną czerninę przygotowywaną między innymi z krwi karpia, piwa i soku wiśniowego.
Czy niejedzenie mięsa było powszechnym przedświątecznym zwyczajem? Niedawno rozmawiałam z szefem kuchni z Podlasia, który twierdzi, że w jego okolicach Wigilia nie była postna, bo jadano na przykład ogony bobrowe.
Ależ tu nie ma sprzeczności.
Jak to? Przecież post polega na wykluczeniu z diety mięsa.
Według naszych pradziadów to była potrawa postna. W dawnych czasach nie można było w czasie przedświątecznym spożywać produktów pochodzących od zwierząt „gorącokrwistych”, bo miały one dodawać animuszu, gwałtowności, wzmacniać skłonność do popełniania grzechu. Zakazane były więc między innymi: wieprzowina, baranina, wołowina, ale też jajka, masło i przetwory mleczne. Postne były potrawy przygotowywane ze stworzeń „zimnokrwistych”, takich jak ryby, ślimaki, żaby, niektóre ptaki wodne oraz bobry właśnie. Taki podział pochodzi z IV wieku, nie z nauk późniejszego Linneusza, więc dziś taka logika może nas dziwić.
Odwiedziny ojca, ilustracja z XIX wieku, fot. Piotr Mecik/Forum