Co sprawia pani największą radość w pracy artystycznej?
Koncerty, brawa, kwiaty, miłe słowa, listy, w których czytam, że moje piosenki, moja osoba, są dla kogoś ważne – to oczywiście satysfakcja, wyraz uznania dla tego, co robimy, ale to wszystko poprzedza spory wysiłek – praca twórcza autora i kompozytora, a potem praca wykonawcy nad piosenką i żmudne niekiedy dochodzenie do prawdy przekazu. Moim szczęściem jest to, że nad piosenką pracuję z kompozytorem, Włodzimierzem Korczem, a Włodek różnicę między prawdą a fałszem wyczuwa bezbłędnie i mimo że na właściwą drogę naprowadza czasem bolesnymi słowami, dotknięcie tej prawdy to jest największa radość w mojej pracy artystycznej.
Jak wspomina pani swoją wieloletnią współpracę z Włodzimierzem Korczem?
Ja jeszcze jej nie wspominam, bo ona ciągle trwa – na razie 50 lat. To już nie setki, ale tysiące podróży, sal koncertowych, garderób, hoteli, parkingów, restauracji, lotnisk, wspólnych radości i porażek dzielonych na pół. Mamy różne osobowości i charaktery, nieraz odmienne zdania na tematy na ogół błahe, ale mimo to mam absolutne przekonanie, że Włodzimierz Korcz jest moją opoką i autorytetem.
Czy są rzeczy, których pani dziś żałuje?
Z pozycji osoby, którą aktualna sytuacja zawodowa cieszy i satysfakcjonuje, nie mam potrzeby wracać pamięcią do czegoś, co nie wyszło. Może gdybym zaśpiewała inne piosenki na festiwalu w Sopocie w 1976 roku, byłabym lepiej oceniona przez jury i nie cierpiałabym tak jak wtedy, gdy nie dostałam nagrody. Zupełnie niepotrzebnie nagrałam w latach 80. sesję rockową – w panice, że takich piosenek, jakie śpiewam, już nikt nie będzie chciał słuchać. Jak widać, w rockowym repertuarze nie byłam wiarygodna, ale na szczęście, piosenki, które są mi bliskie – z wartościowym literacko tekstem i ładną, niebanalną melodią – mają ciągle swoich zwolenników.
Nie popełniłam na szczęście jednego błędu, który – jestem o tym przekonana – zdeterminowałby moją drogę zawodową. Otóż po zdobyciu wspomnianej już nagrody na festiwalu opolskim w 1975 roku pewien uznany kompozytor piosenek złożył mi bardzo kuszącą propozycję. Gwarantował mi możliwość błyskawicznego nagrania płyty długogrającej, na której miałyby pojawić się piosenki samej czołówki kompozytorów. Postawił jeden warunek – bez Korcza. Z propozycji nie skorzystałam.