Obrzędowość świąt rozpoczynających rok związana była z licznymi praktykami magicznymi, które miały zapewnić pomyślność i dobrobyt. Tak było właśnie w przypadku byśków i nowych latek – pod tymi nazwami kryje się noworoczne pieczywo obrzędowe wywodzące się z północno-wschodniej Polski. Dziś kojarzone jest ono przede wszystkim z Kurpiowszczyzną, dawniej znane było również na Podlasiu, Warmii i Mazurach.
W centralnym miejscu pieczywa zwanego nowym latkiem (jego nazwa wzięła się oczywiście od nowego roku) niekiedy znajdowała się postać pastuszka, gospodarza czy gospodyni. Otaczały ją figurki zwierząt domowych – od kur i kaczek do krów i koni – umieszczone na kręgu z ciasta. Kształt nowego latka nie był przypadkowy – etnograf Jacek Olędzki tłumaczył, że wiązał się on z dawnym symbolem kręgu magicznego. W jego tekście Doroczne pieczywo obrzędowe północno-wschodniej Polski czytamy: „Według wierzeń ludowych, krąg magiczny zabezpiecza przed wszelkim złem to, co zostanie wprowadzone w jego obręb”.
Wypieki przygotowywano w wieczór przed Nowym Rokiem lub (rzadziej) świętem Trzech Króli. Co ciekawe, główną rolę w lepieniu odgrywali mężczyźni. Nowe latko przechowywano aż do końca nadchodzącego roku. W wielu domach przestrzegano zasady, że należy zniszczyć stare nowe latko, zanim zrobi się kolejne. Jak pisał etnograf Jacek Olędzki:
Najbliższe otoczenie miejsca, w którym wieszano „nowe latko”, należało w izbie do uprzywilejowanych. Tutaj nie rozkładano się z żadną pracą. Był to ozdobiony wycinankami kąt w izbie między oknami, w którym stał stół z pasyjką wśród bukietów papierowych kwiatów.
Byśki, znane też jako stworzunka, to z kolei wykonane z ciasta figurki zwierząt leśnych (jeleni, saren, zajęcy czy wiewiórek), jak również hodowlanych (krów, byków, wołów, cieląt, koni czy ptactwa). Tak jak nowe latko wyrabiano je z mąki żytniej zaparzanej wodą. Figurki zwierząt nie musiały już być tak skrupulatnie przechowywane jak właściwe nowe latko, dawano je więc dzieciom do zabawy i do zjedzenia. Etnograf przytacza między innymi takie wypowiedzi: „Dzieci wiązali kunie na nitki, bawili się, a potem pożarli”. Albo: „Wszystkiego stworzeństwa nagnietli i każde z dzieci musiało to spróbować, połamali i każdemu w gembe, żeby każdy musiał zjeść”.
Rozmoczone w wodzie byśki dawano również zwierzętom domowym, żeby w ten sposób zadbać o ich płodność. „Robzili krowy, jelonki, jeglacki i dawali krowom, coby miały dobre cielocki” – mówił jeden z rozmówców Olędzkiego w latach 60. XX wieku.
Świętowanie Nowego Roku w okolicach Puszczy Białej i Zielonej wiązało się dawniej też z wypiekiem fafernuchów – twardych ciasteczek, które swoim kształtem przypominają kopytka. Wypiekano je z mąki pszennej lub żytniej i doprawiano tartą marchwią, miodem i pieprzem. Niegdyś i one pełniły funkcję magiczną – Olędzki podaje, że na Nowy Rok w kościele rzucano fafernuchami, „żeby się szczęściło”. Tymi ciastkami wynagradzano również kolędników – nowe latka zarezerwowane były tylko dla najbliższych.
Szczodrowanie