Paweł Huelle, fot. Michał Szlaga / Przekrój / East NewsPaweł Huelle, fot. Michał Szlaga / Przekrój / East News

Prozaik, poeta, scenarzysta i dramaturg. Jego twórczość, bogata pod względem tematycznym i formalnym, wiąże się zawsze z Gdańskiem - "małą ojczyzną". Urodził się w 1957 roku.

Na tej stronie zamieszczamy dwa teksty: biogram Pawła Huelle - pochodzący ze strony www.polska2000.pl oraz sylwetkę twórczą - autorstwa Krystyny Dąbrowskiej.
Prozaik, a także autor tomiku wierszy, absolwent Wydziału Filologii Polskiej w Gdańsku. Tam też pracował jako dziennikarz w Biurze Informacji Prasowej "Solidarności", wykładowca uniwersytecki, redaktor, dyrektor Ośrodka Gdańskiego Telewizji Polskiej, a ostatnio jako felietonista "Gazety Wyborczej". Huelle jako pisarz odniósł ogromny sukces i uhonorowany został wieloma prestiżowymi nagrodami.

Jego książki, a zwłaszcza debiutancka powieść Weiser Dawidek, zostały przetłumaczone na wiele języków. Akcja tej powieści, określanej przez krytykę jako "książka dziesięciolecia", "arcydzieło", "zwycięstwo literatury", rozgrywa się w Gdańsku w roku 1957 i przynosi historię tajemniczego zniknięcia żydowskiego trzynastoletniego chłopca pod koniec niezapomnianych letnich wakacji oraz prowadzonego wiele lat potem prywatnego śledztwa w tej sprawie przez jednego z jego kolegów, zarazem narratora opowieści - bowiem dziwne zdarzenia jakie wówczas miały miejsce, napiętnowały go na resztę życia. Dawidek, będący przywódcą grupki rówieśników, stanowi uosobienie tajemnicy: jest kimś w rodzaju mesjasza, cudotwórcy i maga, wysłannika nieznanych mocy. Ta oparta na schemacie powieści detektywistycznej, na poły sensacyjna, na poły paraboliczna, pełna metaforycznych tropów historia, daje się czytać w rozmaitych porządkach: jako opowieść o dojrzewaniu, powieść obyczajowa, polityczna, przygodowa, wreszcie jako filozoficzny traktat.

Przygody związane z dociekaniem prawdy, zaświadczające o niepoznawalności świata, są również udziałem bohaterów opowiadań pomieszczonych w dwóch następnych książkach Opowiadania na czas przeprowadzki (1991) oraz Pierwsza miłość i inne opowiadania (1996). I tutaj również zwykłe z pozoru zdarzenia, stają się znakami tajemnicy. Opowiadania Huellego są osadzone w różnych, drobiazgowo rekonstruowanych pod względem historycznego miejsca i czasu realiach, choć na ogół zawsze jakoś pozostają związane z "małą ojczyzną" autora, Gdańskiem i jego okolicami. Stanowią zapis własnej historii dorastania autora, poszukiwania mitycznej genealogii, korzeni duchowych. Warto dodać, że jest to zapis, w którym wielką rolę odgrywa pamięć cudzych tekstów literackich, tak że mamy tu niejednokrotnie do czynienia z pastiszem, grą aluzji, dialogiem ze sobie współczesnymi i z poprzednikami literackimi (krytycy wskazywali na liczne parantele z prozą Güntera Grassa czy Brunona Schulza), co sztuce narracji Huellego przydaje dodatkowej atrakcyjności.

"Pisanie jest sztuką opowiadania historii." (Paweł Huelle)

Źródło: www.polska2000.pl, Stowarzyszenie Willa Decjusza, 2001

Bibliografia:

  • Weiser Dawidek, Gdańsk: Wydawnictwo Morskie, 1987 (II wyd. popr., Londyn-Warszawa: PULS, 1992).
  • Opowiadania na czas przeprowadzki, Londyn-Warszawa: PULS, 1991.
  • Wiersze, Gdańsk: Wydawnictwo Morskie, 1994.
  • Pierwsza miłość i inne opowiadania, Londyn-Warszawa: PULS, 1996.
  • Inne historie, Gdańsk: Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1999.
  • Mercedes-benz. Z listów do Hrabala, Kraków: Znak, 2001.
  • Castorp, Gdańsk: Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2004.
  • Ostatnia wieczerza, Kraków: Znak, 2007.
  • Opowieści chłodnego morza, Kraków: Znak, 2008.


Wybrane tłumaczenia:

  • niemiecki: Weiser Dawidek, Hamburg, Zuerich: Luchterhand, 1992.Schnecken, Pfützen, Regen und andere Geschichten aus Gdansk (Opowiadania na czas przeprowadzki), Hamburg, Zuerich: Luchterhand, 1992.
  • hiszpański: Quién es Weiser Dawidek, Barcelona: Barral, 1990.
  • francuski: Weiser Dawidek, Lausanne: L'Age d'Homme, 1990.
  • fiński: Kuka olet David Weiser, Otava: Keuruu, 1995.

Tłumaczenia również na: angielski, holenderski, szwedzki, czeski, włoski.


 

Paweł Huelle - sylwetka twórcza

 

Paweł Huelle już jako debiutujący autor zdobył zarówno uznanie krytyki, jak i popularność wśród czytelników. Prozaik, poeta, scenarzysta i dramaturg - jest ceniony przede wszystkim za powieści i opowiadania. Jego twórczość, bogata pod względem tematycznym i formalnym, wiąże się zawsze z Gdańskiem - "małą ojczyzną". Do wyróżników tej prozy należy, z jednej strony, epicki rozmach i dbałość o realistyczny detal, z drugiej - erudycyjność, skłonność do pastiszu i gry konwencjami, do podejmowania dialogu z dziełami innych pisarzy. Widać to już w pierwszej powieści, Weiserze Dawidku (1987) - książce, która nawiązuje do Kota i myszy Güntera Grassa, lecz równocześnie jest oryginalną kreacją polskiego autora. Weiser Dawidek, okrzyknięty najważniejszym debiutem dekady i wyróżniony Nagrodą Kościelskich (1988), do dzisiaj uchodzi za największe, jak na razie, osiągnięcie Huellego. Książkę przełożono na wiele języków, doczekała się również ekranizacji - w 2000 roku powstał film Weiser w reżyserii Wojciecha Marczewskiego.

Weiser Dawidek to opowieść o dwunastoletnim żydowskim chłopcu i o jego niewyjaśnionym zniknięciu, latem 1957 roku, w Gdańsku. Ów chłopiec, tytułowy Weiser, sierota mieszkający z dziadkiem, jest małomównym samotnikiem. Trzyma się z dala od szkolnych kolegów, z dystansem obserwując ich zabawy; oni z kolei naśmiewają się z jego inności, krzycząc za nim: "Dawid, Dawidek, Weiser jest Żydek". Co ciekawe, Weiser nie żywi urazy do rówieśników i, kiedy zaczynają się wakacje, wychodzi im naprzeciw, dopuszczając ich - częściowo - do swojego magicznego, jak się okazuje, świata. Trzej przyjaciele, Szymek, Piotr i Heller zostają stopniowo wtajemniczeni - ale nie do końca! - w zadziwiające przedsięwzięcia i umiejętności Dawida: z pozoru wątły, rewelacyjnie gra w piłkę, hipnotyzuje panterę w oliwskim zoo, świetnie zna historię Gdańska, posiada ukrytą w starej cegielni kolekcję poniemieckiej broni i znaczków z podobizną Hitlera, urządza serię widowiskowych eksplozji; wreszcie, co najbardziej niezwykłe - potrafi lewitować. Niedawno jeszcze traktowany z wrogością, staje się teraz dla chłopców autorytetem i fascynującą zagadką. On sam odnosi się do nich przyjaźnie, lecz prawdziwie mocna więź łączy go jedynie z ich koleżanką Elką. Wkrótce po ostatnim wybuchu przygotowanym przez Weisera oboje znikają - Dawid na zawsze; Elka odnajduje się po paru dniach, ale nie pamięta lub raczej nie chce pamiętać, co się stało.

O tym również jest Weiser Dawidek - o pamięci i amnezji. O ucieczce od spraw niejasnych, niewytłumaczalnych, w milczenie lub w racjonalizację. A także o próbie rekonstrukcji zdarzeń, będącej zarazem próbą dotarcia do ukrytej prawdy; o gorzkiej podróży w przeszłość; o skazanej na porażkę potrzebie zrozumienia. Jesteśmy świadkami śledztwa, które toczy się w szkole tuż po zniknięciu głównego bohatera; ważniejsze staje się jednak drugie dochodzenie, przeprowadzane po latach przez jednego z kolegów Dawida i narratora powieści - Hellera. Jako dorosły człowiek, o którym wiemy niewiele, poza tym, że jest samotny i niespełniony, Heller wraca pamięcią do lata 1957 roku, kiedy nastąpiło decydujące w jego życiu spotkanie z Tajemnicą. Nawiązuje kontakt z dawnymi przyjaciółmi: Elką, Szymkiem i Piotrem, ale żadne z nich nie chce rozmawiać o Weiserze, może z lęku, a może z bezradności wobec jego zagadki. Toteż Heller, zdany tylko na siebie, spisuje to, co się wydarzyło podczas pamiętnych wakacji, pragnąc jeszcze raz odtworzyć i uporządkować tę historię, żeby cokolwiek z niej pojąć. Zaznacza jednak, że nie pisze książki o Weiserze - jakby zniknięcie chłopca i mrok otaczający tę postać uniemożliwiały zbudowanie ciągłej narracji, jakby zabiegi portrecisty rozbijały się o nieobecność portretowanego.

"Tak, paradoksalnie najprawdziwszy był i jest Weiser nieobecny - zauważa Tadeusz Dąbrowski. - Książka Pawła Huelle, w której Weisera szukają wszyscy: władze szkoły, milicja, Szymek, Paweł i sam Heller, będąc zapisem prób wyjaśnienia owej nieobecności, staje się zarazem bolesną lekcją jej oswajania.
Oczywiście, nie chodzi tu jedynie o zaginięcie małego piromana. Weiser, za sprawą swoich cech oraz aluzji biblijnych, od których w książce aż gęsto, daje się interpretować jako synteza Boga staro- i nowotestamentowego. Jest to zatem powieść o śmierci i zanikaniu Absolutu, o obecnym w nas głodzie sensu i... o głęboko skrywanym głodzie niewiedzy, tajemnicy, wyrastającym z lęku, że być może po tamtej stronie nic nie ma, że nie ma żadnej tamtej strony. Utwór Huellego trafia dokładnie w miejsce, gdzie przecinają się w nas oba te głody, uzmysławia nam, że takie miejsce istnieje." ("Tajemnica Obcego", "Polityka", 17 listopada 2008)

Siła Weisera Dawidka leży w wieloznaczności książki, zapraszającej do różnorodnych interpretacji. Mnogość aluzji biblijnych - chociażby Weiser wynurzający się z kadzidlanego dymu proboszcza Dudaka; apostolskie imiona chłopców (Szymon, Piotr); szaleniec zbiegły z domu wariatów, wieszczący zagładę świata; piknik urządzony przez bohaterów niedługo przed zniknięciem Dawida, kojarzący się z Ostatnią Wieczerzą - to wszystko nadaje powieści wymiar metafizyczny, religijny. Można też odczytać w Weiserze Dawidku metaforę tragicznego losu Żydów w dwudziestym wieku i trudnej, polsko-żydowskiej historii. Jerzy Jarzębski pisał:

"Czy nie jest więc po prostu tak, że w postaci Weisera autor złożył, jak w szkatułce, to wszystko, co jest tęsknotą Polaków: ucieczkę od głupoty, tyranii, terroru zbiorowości i z drugiej strony - mądrość, sprawność działania, dobroć i swoiste poczucie humoru? Możemy ujrzeć w tym zbiorze cechy geniuszu żydowskiego, który - wygnany z Polski - odciska się do dziś na nas piętnem jakiejś niedostateczności czy braku. Ale to też tylko jedna z wielu możliwych wykładni, jaką przydać możemy naszym nieukojonym lękom i niezaspokojonym potrzebom. Jeśli tak, to przecież wszyscy i wszędzie szukamy Weisera Dawidka." ("Czytanie Weisera Dawidka", "brulion" 1998, nr 7-8)

Z kolei pieczołowitość, z jaką Huelle oddał realia powojennego Gdańska, wnikliwa obserwacja tamtejszej robotniczej społeczności (bohaterowie pochodzą z biednych rodzin stoczniowców) pozwala uznać Weisera Dawidka za powieść obyczajową. Dopatrywano się też w utworze Huellego politycznej paraboli; warto w tym kontekście przywołać interpretację Antoniego Libery:

"Mówi się, że przebudzenie i wyzwolenie wyszło z Polski, że tu zrodził się ruch, który zwalczył jedną z najgroźniejszych chorób XX wieku - komunizm. I jako kolebkę tego ruchu wskazuje się Stocznię Gdańską, a wcześniej - kolejno - wszystkie pamiętne i tragiczne na ogół wydarzenia, które stopniowo przybliżały do przełomowych strajków w Sierpniu 1980. Paweł Huelle tworzy mityczny i magiczny zarazem obraz początku tego żmudnego procesu odzyskiwania wolności i godności. - Chcecie wiedzieć, kiedy i w jaki sposób zaczęło się to wszystko, czego dopiero co byliśmy świadkami i czego owoce dane jest nam oto smakować? - zdaje się pytać gdański pisarz. Przeczytajcie 'Weisera'. Tam jest to opowiedziane. Naprawdę wszystko zaczęło się dużo wcześniej i wcale nie od strajków, tylko od niesamowitego lata 1957, kiedy to jak meteor zjawił się i zniknął dziwny chłopiec imieniem Dawidek, który nauczał przez 60 dni i zostawił nam - całym sobą, całym swoim istnieniem - nowe przykazanie: przykazanie wolności. Tam tkwią korzenie współczesnych przeobrażeń, tam w owych niepozornych zakamarkach Gdańska, który nie bez przyczyny nosił w swym czasie dumny tytuł: WOLNE MIASTO." (O "Weiserze Dawidku" Huellego)

Bogactwo symboli zawartych w Weiserze Dawidku, jego intertekstualność i wielowarstwowość w żadnym razie nie przeciążają książki. Utwór Huellego, przy wszystkich swoich piętrowych sensach, pozostaje pasjonującą historią o dorastaniu, która z powodzeniem wykorzystuje schemat fabuły detektywistycznej i przygodowej. Na uwagę zasługuje świeży, realistyczny, a przy tym poetycki język powieści, doprawiony humorem i melancholią.

W latach dziewięćdziesiątych Huelle opublikował Opowiadania na czas przeprowadzki (1991), Wiersze (1994), Pierwszą miłość i inne opowiadania (1996; za tę książkę był nominowany do Nagrody Nike) oraz Inne historie (1999; zbiór felietonów i esejów, które ukazywały się w "Gazecie Wyborczej").
W opowiadaniach, tak jak w Weiserze Dawidku, pisarz mityzuje rodzinne strony - Gdańsk i Wybrzeże. I podobnie jak w debiutanckiej powieści, ważną rolę odgrywa tu świat chłopięcych przeżyć, przywoływany we wspomnieniach dorosłego człowieka. Nakładające się perspektywy czasowe, towarzyszący im oniryzm i aura niedopowiedzenia sprawiają, że, jak pisał Jan Kott:

"w 'Czasie przeprowadzki' Huellego są zawsze dwa dna i dlatego jego realizm nazywano 'magicznym'. Może jednak można by go nazwać 'metafizycznym'. Opowieści Huellego są głębiej zanurzone w tradycji od chyba niemal całej naszej współczesnej prozy".

Owo zanurzenie w tradycji ma efekt paradoksalny - z jednej strony dostarcza narzędzi do odczytywania przestrzeni; z drugiej - powoduje, że ta przestrzeń, dotychczas codzienna i swojska, ukazuje się jako coś zagadkowego, nie dającego się do końca poznać. Odkrywanie historii konkretnych miejsc połączone z ich mitologizacją jest również, jak zauważył Jerzy Jarzębski, sposobem "leczenia przestrzeni" zawłaszczonej przez ideologię i politykę. Krytyk widzi tu pokrewieństwo Huellego z innym gdańskim pisarzem, Stefanem Chwinem:

"Zarówno w 'Weiserze Dawidku' i opowiadaniach Huellego, jak w 'Hanemannie' i 'Krótkiej historii pewnego żartu' Chwina, przestrzeń rodzinnego miasta ukazana jest jako swego rodzaju palimpsest, z którego zdejmować można kolejne warstwy znaczeń, ma bowiem owa przestrzeń swój kształt dzisiejszy, ma też ten, który nadali jej bohaterowie w latach dzieciństwa, ma wreszcie gdzieś u spodu tradycję i mitologię ukrytą i ocenzurowaną, bo pochodzącą od Obcych, zaklętą w kształt domów, ulic i przedmiotów codziennego użytku, w stare gazety, książki, plany miasta z obcojęzycznymi nazwami. Przestrzeń tego rodzaju jest miejscem nieustannych odkryć, choć ma też w sobie (...) sferę tajemnicy, do której nie sposób dorobić klucza. Utwory Huellego i Chwina pokazują rozmiar zniszczeń, jakiego w naszym rozumieniu przestrzeni dokonać może zapominanie na rozkaz z góry historii miejsc, w których mieszkamy - i zarazem - jak w miarę odkrywania przeszłości i nawiązywania łączności z zamieszkującymi ją ludźmi nasze otoczenie nabiera plastyczności, kolorów, traci zaś właściwy minionym czasom przykrywający wszystko odcień szarości."(Jerzy Jarzębski, "Leczenie przestrzeni", "Tygodnik Powszechny" nr 4/5, 17.05.1998, dodatek "Kontrapunkt")

Dobrym przykładem takiego odsłaniania kolejnych warstw historii związanej z danym miejscem jest opowiadanie Ulica Polanki zamykające zbiór Pierwsza miłość. Narrator, tożsamy tutaj z autorem, otrzymuje listowne zaproszenie na urodziny Lecha Wałęsy, wówczas prezydenta. Adres na kopercie - tytułowa ulica Polanki - działa na pisarza "niczym proustowska magdalenka, uruchomiając przedziwny, kapryśny i meandryczny mechanizm pamięci". Bowiem tą ulicą jako dziecko szedł z ojcem, by zobaczyć pierwszy raz w życiu "prawdziwy performance", urządzany przez pana Frania, znajomego artystę; w akademiku przy Polankach, będąc studentem, "bawił się w konspirację" i przez okno podglądał romans kolegi z piękną wdową, mieszkającą w willi naprzeciwko... Osobiste wspomnienia mieszają się z historią sięgającą początku dziewiętnastego stulecia i ze swobodną fantazją: narrator ewokuje czasy, kiedy ulica Polanki nazywała się Pelonker Weg, i zaludnia ją słynnymi postaciami (Napoleon, Schopenhauer). A wszystko to zderzone jest z satyrycznym obrazem prezydenckiego party, które odbywa się w 1995 roku przy tejże ulicy, stanowiąc pretekst do rozważań politycznych. Ulica Polanki w opowiadaniu Huellego jest jak teatralna scena, na której wciąż zmieniają się historyczne dekoracje, a pamięć i wyobraźnia odgrywają epizody z dziejów powszechnych i z biografii pisarza.

Jednak głębokie zanurzenie w tradycji, widoczne też w formalnych wyborach Huellego, korzystającego chętnie z wypróbowanych wzorców fabularnych i narracyjnych, dla niektórych krytyków jest słabością tego pisarstwa. Zarzuca się nieraz gdańskiemu autorowi wtórność wobec jego literackich mistrzów, bezkrytyczne zapatrzenie w przeszłość i nadmierną jej estetyzację. Dariusz Nowacki, recenzując najnowszy zbiór opowiadań Huellego, Opowieści chłodnego morza (2008), podsumowuje:

"Huelle posłużył się tym, co w literaturze starego typu mocno sprawdzone. Mity i symbole, do których nawiązał, koncepty, którymi się posłużył, nie tylko się wielokrotnie sprawdziły (w literaturze jako takiej, a osobliwie w twórczości Huellego), ale też w oczach zachowawczo usposobionej publiczności nadal uchodzą za wyróżniki 'stylu wysokiego', 'prawdziwej' literatury.
Oczywiście w samym korzystaniu z zastanego repertuaru motywów i powiązanych z nimi znaczeń nie ma niczego nagannego. Ale istnieje pewien warunek: ów repertuar musi być od nowa, a najlepiej w sposób nieoczywisty zaaranżowany. Tymczasem mit chłodnego morza pojawia się tu w ujęciu, jakie doskonale znamy (północna kraina jako przestrzeń szczególnej, naznaczonej melancholią duchowości). Znaczenia, które w 'Opowieściach chłodnego morza' ewokuje motyw Księgi, to bez mała powtórzenie fraz ze słownika symboli (idea przedustawnego ładu, jedność świata i umysłu, kosmiczny porządek itd.). Sposób, w jaki Huelle 'rozpisuje' w swojej najnowszej książce dwa wielkie tematy starej literatury (nostalgia i Tajemnica), również podpada pod repetycję.
(...) Przy całym podziwie dla kunsztu epickiego gdańskiego pisarza mam jednak z tą prozą nie lada problem. Ostatecznie bowiem opowiadania te dowodzą, że Huelle potrafi pisać ciekawie, że tworzy prozę wysmakowaną, przemyślaną, opartą na klasycznej poetyce i sprawdzonych motywach, podobną - by posłużyć się śmiałym porównaniem - do gdańskiej Starówki, która została po wojnie odbudowana jako starsza, niż była (przed zamienieniem jej w stertę gruzów przez Rosjan)." ("Pocztówki znad morza", "Gazeta Wyborcza", 16.09.2008)

W 2001 ukazała się druga powieść Huellego: Mercedes-benz. Z listów do Hrabala. Książka jest hołdem dla czeskiego mistrza: po pierwsze, zgodnie z tytułem, przyjmuje formę listu do "kochanego pana Bohumila"; po drugie, hrabalowski jest tutaj zarówno pomysł fabularny, jak i język. Rzecz dzieje się w Gdańsku na początku lat dziewięćdziesiątych. Bohater, pisarz, odbywa kurs prawa jazdy, nie najlepiej radząc sobie za kółkiem. Aby odwrócić uwagę pięknej instruktorki, panny Ciwle, od popełnianych błędów, opowiada jej o samochodach swoich dziadków - zainspirowany, jak otwarcie przyznaje, pomysłem Hrabala z Wieczornej lekcji jazdy:

"(...) kiedy więc wyruszałem w tę pierwszą moją automobilową podróż, jak zwykle czując, że to wszystko nie ma najmniejszego sensu, bo przychodzi za późno i poniewczasie, gdy więc na samym środku tego skrzyżowania pomiędzy rozdzwonioną trzynastką, która hamowała nagle, a wielkim tirem, który jakimś cudem zdołał ominąć o włos małego fiata panny Ciwle, trąbiąc przy tym straszliwie niskim, przeraźliwie głośnym klaksonem podobnym do syreny okrętowej; słowem, gdy utknąłem na samym środku tego skrzyżowania, zaraz pomyślałem o panu i tych pańskich cudownych, lekkich lekcjach jazdy na motocyklu, kiedy to mając instruktora za plecami, a przed sobą torowisko i wilgotną kostkę bruku, dawał pan na tej jawie 250 ostro gazu, śmigał pan przez te praskie ulice i skrzyżowania najpierw w górę ku Hradczanom, a potem w dół, do Wełtawy i cały czas nieprzerwanie, jakby natchniony przez jakiegoś motoryzacyjnego dajmoniona, opowiadał pan instruktorowi o tych cudownych maszynach z dawnych czasów, na których pański ojczym tyle miał wspaniałych wywrotek, stłuczek i katastrof (...)". (Mercedes-benz)

Podobnie Huelle w Mercedesie-benzu, "natchniony przez motoryzacyjnego dajmoniona", w zawrotnie długich, wielokrotnie złożonych, iście hrabalowskich zdaniach snuje barwne anegdoty: o citroenie babki, zmiażdżonym przez pociąg pośpieszny Wilno - Baranowicze - Lwów, czy o mercedesie dziadka, zarekwirowanym przez Armię Czerwoną dla Nikity Chruszczowa. Opowiadanie tych skrzących się humorem historii z przeszłości ma, jak się z czasem okazuje, znaczenie terapeutyczne: otóż ani życie kursanta, ani jego instruktorki nie układa się różowo (oboje mają poważnie chore rodzeństwo, ona w dodatku żyje w nędzy).

Mercedes-benz został wyróżniony Paszportem "Polityki" (2001). Książka podzieliła jednak krytykę i czytelników. Zachwycano się maestrią formy, lekkością i dowcipem, ale pojawiały się też wątpliwości związane z imitatorskim charakterem utworu. Mariusz Cieślik pisał w "Gazecie Wyborczej" (07.11.2001):

"Mily pane Pavle, Kochany panie Pawle, mam z pana książką poważny kłopot. (...) Widać w 'Mercedesie-benzu', że czytał pan Hrabala bardzo dokładnie, może nawet za dokładnie. Bo nie tylko historie, które pan opowiada, będąc jednocześnie pańskimi, są hrabalowskie, i nie tylko postaci należące do pana rodziny jednocześnie mogłyby być bohaterami np. 'Postrzyżyn', ale nawet język 'Mercedesa-benza' jest językiem Hrabala. Kochany panie Pawle, jak wspomniałem, wciąż jestem zdumiony tym, że napisał pan książkę, którą z powodzeniem mógłby podpisać Bohumil Hrabal. Ona jest nawet równie dobra jak książki Hrabala. Tyle że książkę podpisał Paweł Huelle, który okazał się w niej genialnym imitatorem. (...) Kochany panie Pawle, nie wiem, czy pan pamięta, jak w 'Czułym barbarzyńcy' Vladimir Boudnik, czyli po prostu Vladimirek, mówi, że właśnie biegnie dogonić rzeczywistość, która go wyprzedziła. Pamięta pan oczywiście, jaką zapłacił za to cenę. W końcu grał o swoje życie. I przegrał. Hrabal, którego tak pan kocha, również grał swoimi książkami o życie, były mu potrzebne, żeby doścignąć rzeczywistość. Przegrał czy wygrał, to już inna sprawa. (...) Tak więc Hrabal grał o życie, a pan gra w swoim 'Mercedesie-benzu' z Hrabalem. To są dwie wielkie różnice, jak mawiali kiedyś w Odessie, jeśli wierzyć Bablowi. Zapewne domyśla się pan, że moim zdaniem w literaturze najwartościowsze jest to właśnie, co uda się wydrzeć rzeczywistości, czy też językowi. Reszta to błyskotki, choćby nawet najładniejsze. Wiem, że pan myśli podobnie, nie muszę nawet o to pytać, bo to widać w pańskich książkach.
Zmierzam do tego - jak się pan pewnie domyśla - że 'Mercedes-benz' to błyskotka. Bardzo pięknie wykonana, bardzo wzruszająca i zdumiewająca w swoim zamyśle, ale jednak błyskotka."

Pisarz pozostał odporny na stawiane mu zarzuty, wierny przekonaniu wyrażonemu w rozmowie z Natalią Adaszyńską ("Teatr", 1993, nr 9): "przecież książki mogą ze sobą rozmawiać. Idea wielkiej biblioteki - trochę jak u Borgesa - to jeden z moich pomysłów na pisanie." Z kolei w internetowym czacie ze swoimi czytelnikami Huelle mówił o tym, że w sztuce, jak w dobrej kuchni, liczy się bogactwo składników (a do nich należą też nawiązania literackie), dobranych w odpowiednich proporcjach.

Więcej zdjęć (6)


Również kolejna powieść, Castorp (2004), wpisuje się w ową "ideę wielkiej biblioteki". Podobnie jak Mercedes-benz jest to literatura robiona z literatury, hołd złożony tym razem Tomaszowi Mannowi i Czarodziejskiej Górze. W książce Manna pojawia się lakoniczna informacja o tym, że bohater, Hans Castorp, zanim przybył do sanatorium w Davos, przez cztery semestry studiował na politechnice gdańskiej; ta wzmianka zainspirowała Huellego do stworzenia swoistego prequelu niemieckiego arcydzieła. Poznajemy historię młodego Hansa, który na początku dwudziestego wieku przypływa statkiem z Hamburga do Gdańska. Tu zakochuje się w pięknej Polce Wandzie Pileckiej (prefiguracja Rosjanki Madame Chauchat z Czarodziejskiej Góry) i przeżywa w związku z tym duchowy kryzys, w walce z którym pomaga mu filozofia Schopenhauera. Tło opowieści, może ważniejsze od jej bohaterów, to Gdańsk, Wrzeszcz i Sopot, opisywane pieczołowicie i z czułością.

Castorpa można czytać jako wariację na temat Czarodziejskiej Góry, podjęcie niektórych jej wątków i problemów (takich jak stosunek Niemców do Wschodu); można też książkę Huellego uznać za kolejne ogniwo w łańcuchu utworów tworzących mitologię Gdańska. Praca nad tą powieścią była dla pisarza, jak mówił w wywiadzie z Sebastianem Łupakiem, ćwiczeniem z wyobraźni, kompozycją na zadany sobie temat ("Gazeta Trójmiasto", 17.05.2004).

Jeżeli jednak obawiano się, że Huelle na takich ćwiczeniach kompozycyjnych poprzestanie, to następna powieść udowodniła, że wciąż stać go na więcej. Ostatnia Wieczerza (2007), ostra satyra na współczesną Polskę, a zarazem rzecz o ambicjach filozoficznych, wzbudziła gorące dyskusje wśród krytyków. Fabuła utworu nawiązuje do głośnego przed kilkoma laty pomysłu Macieja Świeszewskiego, profesora gdańskiej ASP, który namalował wielkoformatowy obraz zatytułowany Ostatnia Wieczerza, portretując na nim, w roli apostołów, znane postaci Trójmiasta. W książce Huellego taką samą koncepcję realizuje Mateusz, artysta należący do nurtu "metafizyków", który prosi dawnych przyjaciół, aby wcielili się w uczniów Chrystusa podczas sesji zdjęciowej w teatrze.

Chociaż w Ostatniej Wieczerzy nakładają się na siebie rozmaite plany czasowe i przestrzenne (Polska z okresu późnego Peerelu, dziewiętnastowieczna Jerozolima, współczesne Bałkany itp.), zasadnicza akcja dzieje się jednego dnia, w niedalekiej przyszłości, w Gdańsku. W mieście sporo się zmieniło: pojawiły się meczety i muzułmański Wolny Uniwersytet, jest też Aleja Kaczyńskich, samochody stoją w korkach z powodu tajemniczych wybuchów w sklepach monopolowych... Bohaterowie Huellego próbują przedrzeć się przez ten chaos, aby zdążyć na organizowaną przez Mateusza sesję. Bliżej poznajemy trzech z nich: szlachetnego, bezkompromisowego doktora Lewadę; seksoholika Wybrańskiego, który niegdyś był wybitnym fizykiem, ale rzucił naukę dla biznesu, oraz "humanistę" Antoniego Berdę, który czerpie zyski z organizowania Pielgrzymek Prawdy. Jest też narrator, pisarz zafascynowany rysunkami dziewiętnastowiecznego artysty Davida Robertsa, przedstawiającymi ówczesną Jerozolimę. Epizody z biografii bohaterów mieszają się z ich snami, tworząc meandryczną, mozaikową, pełną dygresji opowieść.

Można z niej wyłowić kilka przewodnich i dialogujących ze sobą wątków. Przede wszystkim zastanawia się Huelle nad rolą religii i wiary we współczesnym świecie, a szczególnie - w katolickiej Polsce, której karykaturalnym przedstawicielem jest w książce łasy na pieniądze, cyniczny ksiądz Monsignore.
Zdaniem Przemysława Czaplińskiego:
"dwa plany czasowe - współczesny Gdańsk i wiek XIX - mają chyba dać nam do zrozumienia, że wyprawa po świętość może przyjmować różne formy. Jedni potrafią dotrzeć do grobu Chrystusa i oddać się kontemplacji. Inni chcą tam dotrzeć na skróty - już teraz, choćby drogą dublowania świętych obrazów. Pierwsza postawa jest oparta na wierze, druga - na obrzędowości. Pierwsza prowadzi do uspokojenia, druga - do kabotyństwa bądź nienawiści. Różnica polega na tym, że jedni zadali sobie trud wyprawy, inni zaś, jak Monsignore, sądzą, że pełnią straż przy wejściu do grobu Chrystusa." ("Gazeta Wyborcza", 5.02.2007)

Z kolei Dariusz Nowacki zauważył:

"Jeżeli dobrze rozumiem intencję pisarza, zależało mu na wydobyciu pewnego paradoksu. Sprawy wiary, treści teologiczne czy liturgiczne wcale nie zostały zapomniane. Przeciwnie - to gorąca, autentyczna materia, którą bohaterowie 'Ostatniej Wieczerzy' albo żyją na co dzień, albo w każdej chwili, jeśli zaszłaby taka potrzeba, żyć by mogli. Zwraca uwagę to, że wszyscy popisują się tutaj niebywałą (jak na swoją kondycję społeczną) wiedzą teologiczną i znajomością świętych ksiąg. Fizyk i biznesmen Wybrański przytacza z pamięci łacińskie psalmy, lekarz Lewada zna imiona wszystkich apostołów zgromadzonych w wieczerniku (...). Gdzie tu paradoks? Ano polega on na tym, że nic z tych kompetencji nie wynika. Religijne bądź - szerzej - metafizyczne rozbudzenie bohaterów nie przenika do ich codzienności, nie wnika w nich samych."("Między SPATiF-em i wieczernikiem", "Tygodnik Powszechny", 30.01.2007)

Znaczące jest zakończenie powieści: kiedy już wszyscy "apostołowie" dotarli na sesję w teatrze i zasiedli przy stole, a na scenie zapadła ciemność, ktoś znienacka pyta: "A gdzie jest Jezus?"

Inny ważny wątek Ostatniej Wieczerzy, związany z problematyką religijną, to spór o kształt współczesnej sztuki, zobrazowany tutaj w postaci walki "awangardyków" z "metafizykami". Pierwsi ukazani są jako żałośni hochsztaplerzy; żadna to zresztą nowość w pisarstwie Huellego - już w Mercedesie-benzu kpił bezlitośnie z dążeń awangardy, tworząc przerysowaną postać Fizyka. Znacznie łagodniej traktuje gdański autor "metafizyków", chociaż im z kolei zarzuca duchową pustkę. Ów prosty podział zaproponowany przez Huellego (szlachetna sztuka figuratywna kontra wandalizm i hucpa, aspirujące do miana działań artystycznych) razi jednak schematyzmem, osłabiając wymowę powieści.

Natomiast niezaprzeczalną zaletą Ostatniej Wieczerzy jest narracyjna werwa i żarliwość. W pełni objawił się tutaj polemiczny i satyryczny temperament Huellego. Pisarz piętnuje głupotę polityków, co krok czyni aluzje do rozmaitych afer, o których w ostatnich latach głośno było w mediach, załatwia osobiste porachunki, bez pardonu rozlicza się z wrogami. Można mu z tego zrobić zarzut, krytykować małostkowość, uproszczenia, skłonność do publicystyki i kompozycyjny bałagan, ale nie sposób zaprzeczyć, że książka napisana jest z pasją.

Po Ostatniej Wieczerzy, nominowanej do Nagrody Nike, Huelle opublikował jeszcze Opowieści chłodnego morza (2008). W tym zbiorze opowiadań autor znowu spogląda w przeszłość, śledząc ludzkie losy związane z Pomorzem; wraca też do spokojnej, eleganckiej narracji i koncentruje się na tematyce egzystencjalnej i metafizycznej. Powstaje zatem pytanie, jaka będzie następna książka Huellego - czy zwycięży w niej ton melancholijny, nostalgiczny, jak w opowiadaniach, czy satyryczny pazur widoczny w ostatniej powieści? A może pisarz zaskoczy swoich czytelników czymś zupełnie nowym? Na pewno jego poparty erudycją talent budzi duże oczekiwania.

Autor: Krystyna Dąbrowska, grudzień 2009