Jeszcze zanim warszawska Wystawa Sztuk Pięknych, odbywająca się od 24 maja do 20 lipca 1828 roku dobiegła końca, malarz Wincenty Kasprzycki, również biorący w niej udział, przyniósł w udzielające ekspozycji gościny progi gabinetu mineralogicznego Uniwersytetu Warszawskiego płótno przedstawiające ni mniej, ni więcej, tylko trwającą właśnie wystawę.
Oczywiście z miejsca obraz Kasprzyckiego stał się jej największą sensacją. Była to swoista deklaracja dumy warszawskich malarzy, ale też i publiczności; oto skromne życie artystyczne Królestwa Polskiego, mozolnie odbudowywane ze zgliszcz po pierwszych latach niewoli i zawierusze wojen napoleońskich, powoli nabiera sił. Ma już stałe struktury organizacyjne, ma swoje autorytety, ma swoich mecenasów, ma swoje znaczące dzieła, ma swoje środowisko malarskie, ma wreszcie krytyczną, ale i oddaną publiczność.
To wszystko ukazuje obraz Kasprzyckiego. Wybrany przezeń typ przedstawienia był charakterystyczny raczej dla XVIII stulecia. Jednak pompatyczne widoki wystaw Luwru czy też angielskich salonów wystawowych wyraźnie kontrastują z niewielkim, pełnym światła widokiem wystawy warszawskiej, choć wszystkie one są dumnym świadectwem rozwoju sztuki.
Jest coś wzruszającego w tej dumie ze skromnego, ale własnego życia artystycznego, zawartej w skromnym, ale pełnym godności obrazie. Któż z widzów obrazu Kasprzyckiego mógł przypuszczać, że już za cztery lata, po klęsce powstania, z takim poświęceniem budowana struktura znów straci oparcie w rzeczywistości. Któż mógł wiedzieć, że za sto dwadzieścia lat tak trudne będzie zidentyfikowanie twarzy bohaterów płótna i rozpoznawanie przedstawionych obrazów. Dziś nie mamy chyba większych złudzeń co do wybitności bohaterów płótna Kasprzyckiego, a już na pewno żadnych co do rangi artystycznej samego obrazu, pozostaje on jednak wciąż wzruszającym zapisem dumy z odzyskanej cząstki wolności i zarazem pięknym dokumentem jednego wielkich okresów w dziejach Warszawy.
Cóż więc i kogo widzimy? Przed obrazami zgromadzili się ich autorzy, najznamienitsi wówczas warszawscy malarze. Są to, co do jednego (przynajmniej jeśli chodzi o tych, których udało się zidentyfikować), ówcześni i przyszli profesorowie warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Czwarty z prawej stoi z ręką na piersi, badawczo wpatrzony w widza, najwybitniejszy malarz warszawskiego klasycyzmu, Antoni Brodowski. Podobieństwo do autoportretu jest tak uderzające, że nie ma mowy o pomyłce. Poza nim sportretowani zostali dwaj inni reprezentanci "stylu wysokiego". Na czele grupy znajdującej się za plecami Brodowskiego, w głębi obrazu, stoi Antoni Blank; stojącym pośrodku sali mężczyzną z tabakierką, przyglądającym się właśnie obrazom, jest zaś najpewniej Aleksander Kokular.
Wszyscy trzej malarze byli bohaterami konkursu ogłoszonego w 1823 roku przez Komisję Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego na obraz "stylu wysokiego" przedstawiający Edypa i Antygonę, który znalazł rozstrzygnięcie właśnie na wystawie z 1828 roku. Wśród obrazów umieszczonych w głębi sali Andrzej Ryszkiewicz, monografista obrazu i zarazem najwybitniejszy badacz malarstwa porozbiorowego klasycyzmu, zidentyfikował zaginiony obecnie obraz Blanka, "Edyp w Kolonos".
Za Blankiem stoi uczeń jego i Brodowskiego, kontynuator ich stylu, Rafał Hadziewicz. Wszyscy oni zajmowali się stojącymi najwyżej w klasycznej hierarchii tematami mitologicznymi i historycznymi (a sporadycznie także, z wyjątkiem Brodowskiego, religijnymi). Nie brakuje też malarzy gatunków niższych. Trzeci z prawej siedzi Marcin Zaleski, wedutysta, kronikarz Warszawy, który później zasłynie jako malarz wydarzeń Nocy Listopadowej. Pierwszy z prawej, założywszy nogę na nogę, z uśmiechem wpatruje się w widza sam Wincenty Kasprzycki. Malarz ten przede wszystkim był pejzażystą, specjalizującym się w idealizowanych krajobrazach w duchu sentymentalizującego klasycyzmu oraz w wedutach. Nie było mu też obce malarstwo rodzajowe, czego pięknym dowodem jest ten obraz.
Jeśli chodzi o wystawione obrazy, to Ryszkiewicz, pomimo wielkiego trudu i mimo że zachował się pełny katalog wystawy, zdołał zidentyfikować tylko niektóre z nich, wśród portretów choćby uznając za pewny tylko jeden obraz, pędzla Jana Kantego Minasowicza. Wśród dzieł z przypuszczalnymi atrybucjami znalazły się prace m.in. Antoniego Brodowskiego, Franciszka Ksawerego Lampiego, Jakuba Lipskiego (widoczny na przedzie "Chrystus i Samarytanka") i Henryki Beyer (obrazy kwiatów). Na taki stan rzeczy wpłynął zarówno fakt, że nie wszystkie obrazy się zachowały, jak i sposób potraktowania materii przez malarza, którego bardziej interesowało danie widzowi ogólnego poglądu na kształt wystawy niż wierność miniaturzysty.
Dodajmy do tego, że Kasprzycki nie był mistrzem w malowaniu postaci ludzkich ani też w precyzyjnym oddawaniu detali oraz, że chcąc wystawić dzieło jeszcze przed końcem wystawy pracował szybko, a co za tym idzie, nie zawsze dokładnie. Wartość jego dzieła jako dokumentu jest jednak niezmierzona. Dokumentu historycznego, bo to dzięki Kasprzyckiemu wiemy, jak rozwieszano i eksponowano obrazy oraz jak myślano o przestrzeni wystawienniczej w Warszawie tamtej epoki, ale też dokumentu gustu, mody, zachowań i przede wszystkim mentalności Warszawy ostatnich lat przed powstaniem listopadowym.
Autor: Konrad Niciński, listopad 2010.
- Wincenty Kasprzycki
"Widok wystawy Sztuk Pięknych w Warszawie w 1828 roku"
1828
olej na płótnie, 94,5 × 111 cm
wł. Muzeum Narodowe w Warszawie