Polski odbiór "Czarodziejskiej Góry" Tomasza Manna ma swoją długą i ciekawą historię, w której niejeden raz temperatura polemik znacznie przekraczała podgorączkowy stan Hansa Castorpa w alpejskim uzdrowisku. Do takich należała w drugiej połowie lat siedemdziesiątych dyskusja na temat aktualności przesłania powieści, toczona między innymi przez Krzysztofa Karaska, Adama Zagajewskiego, Stanisława Barańczka, Leszka Szarugę.
Najnowsza powieść Pawła Huelle zatytułowana "Castorp" nie wkracza w obszar tamtych sporów i polemik, choć z "Czarodziejskiej Góry" wyrasta jawnie i niemal organicznie. Dla gdańskiego prozaika punktem wyjścia jest bowiem nie tyle spór Settembriniego z Naphtą, co pewien punkt w biografii Mannowskiego bohatera - jego "cztery półrocza studiów na politechnice gdańskiej", które w "Czarodziejskiej Górze" odnotowane są jednym lapidarnym zdaniem. Huelle wkracza więc w literacki mit, tworząc własną, apokryficzną wersję gdańskiego epizodu Hansa Castorpa.
Mannowski bohater wiedzie swoje studenckie życie w ledwie co rozpoczętym XX stuleciu, w równie nowej Cesarskiej Wyższej Szkole Technicznej, która do historii przejdzie jako Politechnika Gdańska. Jednak nie żmudne studia nad konstrukcją okrętów, czy burszowskie ekscesy pochłoną go najmocniej. W monotonne, pozornie nudne życie studenta pierwszego roku, wkradnie się uczucie, nad którym nie potrafi do końca zapanować. Wywołany tym kryzys duchowy odkrywa przed bohaterem wiele pytań natury egzystencjalnej i uświadamia ciemną, chwilami mroczną stronę życia. Tej warstwie powieści patronuje muzyka Schuberta, a dokładnie jedna z pieśni "Podróży zimowej", towarzysząca swoim pesymistycznym tonem przeżyciom Castorpa. Nakłada się na nią topos fascynacji Wschodem. Piękna i niedostępna dla studenta pierwszego roku Polka, którą spotyka pewnego dnia w sopockim Kurhauzie, uświadamia Castorpowi nie tylko obcość wobec odmiennych kultur i języków, ale też jego własne, głęboko skrywane tęsknoty i pragnienia. Prowincjonalny wówczas, garnizonowo-urzędniczy Gdańsk, stanowi żywe tło tej opowieści, a wiele postaci epizodycznych - jak choćby gospodyni Castorpa, pani Wybe - dodają tej historii prawdziwie epickiego ducha.
Można więc "Castorpa" czytać jako wariację na temat "Czarodziejskiej Góry", swoistą fantazję, czy "capriccio" oparte na przemyślanych i ulubionych przez Huellego motywach Manna. Swoboda oraz delikatna ironia tej narracji pozwala jednak czytelnikowi wejść w tamten, dawno już miniony świat zupełnie niezależnym tropem. Zarówno stary Gdańsk, jak secesyjny Wrzeszcz, czy kuracyjny Sopot - przydają tej lekturze niezapomnianego klimatu. Zaskakujący finał powieści przenosi nas - metaforycznie - w naszą epokę. (Informacja nadesłana)