Od takich skojarzeń oddalał Kurws również status zespołu instrumentalnego. Wrocławianie przyznają, że próby odnalezienia wokalisty spełzły na niczym, więc musieli zagospodarować tę przestrzeń samemu lub zapraszając innych instrumentalistów. Tych gości zresztą nie brakowało. Z zespołem grali lub nagrywali także saksofoniści Piotr Łyszkiewicz i Oskar Carls, klarnecista Wojciech Bajda i multiinstrumentalista Piotr Zabrodzki. – Te spotkania to zawsze była przygoda i przypadek – tłumaczy Bargenda. – Nikt z nas nie miał na to planu. To wszystko spontany, które "zaskoczyły" z obustronnego porozumienia i chęci bycia razem.
W rezultacie, od wydania debiutanckiej płyty w 2011 roku, recenzenci mnożą gatunki, sceny i skojarzenia, by oddać charakter twórczości wrocławskiego zespołu. I tak, od dekady muzycy grali już post-punk, krautrock, funk, no wave, rock in opposition, a nawet jazz. – Kurws to nie jest kuchnia fusion – protestuje Kostkiewicz. – Na próbach nie myślimy w kategoriach: "a teraz połączymy sobie punk z jazzem". Nie ma w naszym sposobie takiego rodzaju koncypowania. Grając, myślimy raczej o dźwiękach, współbrzmieniach, dynamice, dramaturgii. Dążymy do konsensusu. Wszyscy musimy zaakceptować struktury, które wyłaniają się z naszego wspólnego grania. Tak, żeby każdy instrument w nich wybrzmiał, żeby każdy miał dla siebie miejsce.
Muzycy podkreślają, że nie interesuje ich przy tym nawiązywanie do jakichkolwiek scen, puszczanie oka do słuchaczy-erudytów, czy odkurzanie zapomnianych szuflad w historii sceny niezależnej. Jak podsumowuje Majchrzak, interesują ich przede wszystkim autorski tok rozumowania i kolektywna dyskusja.
Nic więc dziwnego, że w procesie twórczym zespołu ważną rolę odgrywa improwizacja. Według Kostkiewicza to właśnie ona dostarcza zespołowi wciąż nowych, ciekawych rozwiązań. – Improwizacja nie jest dla mnie trikiem, patentem, ale fundamentem – tłumaczy gitarzysta. – Dzięki niej wyobraźnia ma szansę wyjść poza pętle rzeczy, które już znamy.
Majchrzak dodaje: Kompozycja jest punktem odniesienia, taką tratwą czy kawałkiem pokładu a improwizacja jest tym, w czym to wszystko pływa. Czasem stoisz na kawałku deski tak pewnie, że zapominasz, że pod spodem jest głęboka woda. Innym razem marzniesz pod taflą i walczysz o przetrwanie, wywijając kończynami we wszystkich kierunkach.
Dygresje i synchronizacje
Choć wrocławianie nagrywają na setkę, płyty wydają bardzo rzadko. W 2014 roku ukazało się "Wszystko co stałe rozpływa się w powietrzu" – album punkowy chropowatością brzmienia i porywającą dynamiką, a przy tym eksperymentujący z bardziej rozbudowanymi aranżacjami. Udział sekcji dętej sprawił, że wśród recenzentów pojawiały się skojarzenia z jazzem czy nowojorską sceną no wave. Na tym etapie ważną rolę w zespole odgrywał spiritus movens warszawskiej sceny niezależnej (i kilku innych), producent i multiinstrumentalista Piotr Zabrodzki. Muzycy przyznają, że bez jego wsparcia byliby dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Zabrodzki nieustannie mobilizował członków Kurws do poszukiwań i sam rzucał pomysły, które poszerzały ich wyobraźnię. Majchrzak wspomina, że to za czasów Zabrodzkiego zespół zaczął skręcać od ustalonej struktury utworów, improwizować, popadać w muzyczne dygresje.