Owocem zamiłowania Kądzieli do filmowego absurdu było także jego kolejne szkolne dzieło – Muka! z 2012 roku, inspirowana Procesem Franza Kafki opowieść o czterdziestoletnim stróżu nocnym, który pewnego dnia zostaje zatrzymany przez tajniaków próbujących wymusić na nim przyznanie się do winy. U Kądzieli Józef miał twarz i rozwichrzoną czuprynę Arkadiusza Jakubika, a otaczająca go rzeczywistość niby snu (świetnie wykreowana w zdjęciach Cezarego Stoleckiego) z minuty na minutę zmieniała się w matnię, z której bohater nie potrafił uciec.
Podejmując dialog z Kafką, Kądziela tworzył zarazem absurdalną komedię i kino metafizycznej grozy. W rozmowie z Katarzyną Piotrowiak z „Głosu Nauczycielskiego” reżyser mówił:
Lubię smutnych komediantów. I sam również noszę w sobie sporo melancholii. Kiedy miałem 10 lat, zakochałem się w Rejsie Piwowskiego. Potem polubiłem Koterskiego i braci Kondratiuków. Podobnie jak oni czuję, że o rzeczach najsmutniejszych trzeba opowiadać komediowo, przystępnie, żeby była szansa dotarcia do jak największej liczby odbiorców. Wtedy jest szansa na dialog i rozmowę.
Poczucie humoru stało się jego znakiem rozpoznawczym i przepustką do profesjonalnej twórczości. W komediowe tony uderzał zarówno w swoim fabularnym debiucie, jak i w serialowym 1670, które przyniosło mu dużą rozpoznawalność w branży. Kądziela trafił na plan tego serialu w 2023 roku, stając się jednym z dwóch (obok Macieja Buchwalda) reżyserów mockumentalnej opowieści o polskich sarmatach, Janie Pawle z Adamczychy, podstępnym księdzu, przypominającym klasycznego bohatera Czarnej Żmii z Rowanem Atkinsonem, i chłopskim życiu, w którym przejrzeć się mogą pracownicy współczesnych korporacji. Napisany przez Jakuba Rużyłłę serial był jednym z największych serialowych przebojów ostatnich lat, a tuż po premierze pierwszego sezonu Netflix podjął decyzję o realizacji kolejnych dwóch – także z Kądzielą na pokładzie.