W powiększeniu
By uważnie zlustrować cały zbiór, Nowicki przygotowuje coś w rodzaju stykówki. Mamy więc podgląd życia codziennego wsi i miast, portrety zbiorowe i indywidualne, które zdają się więcej mówić o wielokulturowości niż niejeden podręcznik, pejzaże, architekturę (albo ruiny), studium przedmiotu. Jedne kadry skomponowane poprawnie, starannie, inne niedbale, mechanicznie. Nic szczególnego, zwłaszcza w kontekście wojny, której praktycznie nie widać. Właśnie ten brak dosłowności Nowicki nazywa pewnego rodzaju ślepotą.
Tę pustkę wypełnia literaturą – zapiskami doświadczeń frontowych m.in. poetów: Graves’a i Apollinaire’a. Dlaczego? W książce tłumaczy: "Zapycham dziurę, czerpiąc z lektur. Nie da się inaczej." Więcej wyjaśnia w tekście kuratorskim towarzyszącym Miesiącowi Fotografii w Krakowie 2015: "Nierzadko to literatura o wiele skuteczniej opisuje konflikty. (…) Słowo z dużo większą łatwością radzi sobie z tym, co niewidoczne, co rozgrywa się wewnątrz, w głowie albo w tym nieokreślonym czymś, co z braku lepszego słowa nazywam duszą." (cyt. za Tomasz Plata, "Nie ufaj fotografii").
Festiwal skupiał się wokół tematu konfliktu. Gwóźdź programu stanowiła jego autorska wystawa "Tuż obok", prezentująca kilkadziesiąt wielkoformatowych odbitek ze zbioru, nad którym teraz się dłużej zatrzymuje. Można jednak odnieść wrażenie, że nie chodzi tylko o wyartykułowanie niewyrażalnego. Nowicki zestawia ze sobą dwa światy: niski i wysoki – wojny i sztuki. Tak jak czyni to fotografia. Dzięki temu przekaz silniej rezonuje.
Kolejny krok, to wybranie kilku, kilkunastu kadrów, które "wyłamują się ze swoich klatek", gdyż tylko te "warte są opisania". I tutaj wreszcie pojawia się pasjonat, którego znamy z "Dna oka" czy "Odbicia" – tropiciel skaz, niedomówień, sprzeczności. Ktoś, kto w wypalonych domach Ostrołęki widzi Pompeje, a w na pozór banalnym portrecie kobiety na tle starego żydowskiego domu – pożądanie. Dla Nowickiego czas ani dystans nie istnieją. Liczy się zbliżenie. Wnika w strukturę materii na tyle głęboko, na ile pozwala mu na to wyobraźnia, bo – jak przekonuje – "można dzięki fotografii wymyślić świat na nowo". Czasami działa wbrew rozsądkowi, odrzuca kontekst (już odtajniony), przeciwnie niż archiwista, dla którego daty i fakty są świętością (chociaż korzysta z tej archiwistycznej strategii). Nowickiego niekoniecznie interesują katalogi, całości, ale właśnie pojedyncze sygnały i napięcia. Czeka, aż zdjęcie go poruszy, przemówi do niego językiem zmysłów. Ożyje świat, który zniknął, który można dzięki zdjęciom dotknąć.
Pewnie dlatego jego narracja jest momentami zbyt teatralna. Niełatwo przebrnąć przez fragmenty, gdzie górę bierze technika imitująca strumień świadomości. Zazwyczaj jednak Nowicki panuje nad słowem i to fotografia znajduje się w centrum uwagi. Wtedy uwydatnia się jej otwartość na nowe sensy, intertekstualność. "Tuż obok" jest literackim esejem z elementami pamiętnika, w który zgrabnie wkomponowano fotograficzną ekfrazę.
Myli się ten, kto sądzi, że Nowicki występuje w roli mentora. Wręcz przeciwnie – cały czas szuka, bada ślady, błądzi, gubi trop lub go świadomie porzuca, wraca. Potknięcia obraca w szansę. W tym chaosie jest coś z fotograficznej inicjacji, jeszcze nieskażonej wiedzą i doświadczeniem, które ten łowca obrazów niewątpliwie posiada. Dzięki temu nie daje się zwieść pozorom, ale pozwala się zaskoczyć. Pokazuje, jakim sam jest czytelnikiem. Jedyne, czego uczy, to patrzenia i odczuwania.
W "Tuż obok" Nowicki jest trochę oszustem. Ukazuje fotografię w nie najlepszym świetle, jako pozorantkę (kontekst zmienia sposób jej odczytania), złodziejkę czasu (którego potrzebuje, aby dojrzeć i "wskoczyć w koleiny znaczeń"), potrafiącą rozczarować i znudzić. Tymczasem okazuje się, że w odpowiednich rękach może być fascynującą przygodą. Nie wystarczy jednak jedno spojrzenie czy nawet kilka. Nowicki udowadnia, że fotografia jest wielokrotnego użytku, a przypisany jej sens – zmienny. W tym można upatrywać jej największy atut.
Wojciech Nowicki "Tuż obok"
Wyd.: Czarne, Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie
Wołowiec, Kraków 2018
Liczba stron: 208
ISBN: 978-83-8049-691-0