Do czasu, bo "nieczysta" baśń, którą opowiada na pierwszych stronach Jagielski, skazana jest na porażkę w starciu z czarno-białą, mocną narracją religijną, która bierze wkrótce dolinę w posiadanie. Jagielski zmyślnie pokazuje, jak wraz z czeczeńskimi partyzantami uciekającymi przed wojną, zaczynają ją wypełniać pytania, których nikt tu wcześniej nie stawiał: kim właściwie jesteście? Jak się modlicie? Jesteście z nami czy przeciwko nam?
Wśród młodzieńców, chłonących nauki i opowieści religijnych wojowników z wypiekami na twarzy, są też synowie Lary. Choć matka, pragnąc zapewnić im dobre życie, wysyła ich jako nastolatków do Europy, ich los jest już w jakimś sensie przesądzony. Skazujący ich na życie obywateli drugiej kategorii, niemający do zaoferowania żadnej kontropowieści kontynent również przegra w niepisanej walce o ich dusze. Swoją opowieść Szamil i Raszid odnajdą w "świętej wojnie", na którą pojadą do Syrii.
"Wszystkie wojny Lary" nie są jednak przecież opowieścią o wojnie i dżihadzie pisaną z perspektywy jej uczestników. Tytułowe wojny należą wszak do Lary – bezsilnego świadka, której świat wymyka się spod kontroli. Matki, która pokonuje dokładnie tę samą trasę, co wybierający się do Syrii ochotnicy, tyle że po to, by wyrwać wojnie jednego z nich – własnego syna. Kobiety, byłej aktorki, która na to, co ogląda podczas swej podróży, patrzy zdumiona, bezradna, nierozumiejąca, ale też, w jakimś głębokim sensie, wolna od uprzedzeń i nieskłonna do uproszczeń, bo patrzy przecież na swoje dzieci.
Światu, któremu się przygląda, trudno odmówić uwodzicielskiej siły. Nawet zdesperowana Lara jest w stanie dostrzec, że jej syn wygląda na szczęśliwego i spełnionego w roli szanowanego wojownika, że odnalazł na wojnie coś (sacrum?), czego wcześniej odmawiał mu świat, w którym żył. Zarazem – to już sztuka opowieści Jagielskiego – nie przestaje być zaślepionym fundamentalistą. Paradoksalnie, budzi jednak jakiś rodzaj współczucia.
To właśnie w tej czułej, pełnej uczucia perspektywie – matki dżihadystów, matki na wojnie – tkwi niezwykłość opowieści Jagielskiego. Historia Raszida i Szamila wytłumaczona właśnie przez nią pozwala prześledzić ich ewolucję w całej jej złożoności. A także zrozumieć - niekoniecznie ich samych, uwiedzionych przemocą, ale na pewno drogę, która zaprowadziła ich właśnie do Aleppo.