W "Utracie równowagi" Bojanowski pokazuje świat szkół artystycznych jako obszar, w którym wielkie marzenia i ambicje ścierają się z ograniczeniami, smak porażki czasem bierze górę nad głodem sukcesu, a tylko nielicznym pisana jest gloria zwycięstwa. Opowieść o toksycznych relacjach władzy i pokusach manipulacji rozpisuje na grupę młodych ludzi, a wśród nich: córkę znanej aktorki, poukładanego chłopaka, któremu brakuje iskry szaleństwa, i "bad boya" obdarzonego talentem, ale pozbawionego dyscypliny. Sposób, w jaki reżyser kreśli obraz młodego pokolenia, jest największą siłą "Utraty równowagi". Wierzymy w ten świat, rozpoznajemy tych bohaterów, czujemy ich napięcie, niespełnienia, życiową prawdę. Dzieje się tak między innymi dzięki świetnej obsadzie, w której obok charyzmatycznego jak zawsze Tomasza Schuchardta pierwsze skrzypce gra Nel Kaczmarek. Aktorka, która już wcześniej dała się poznać dzięki świetnym rolom w "Ostatnim komersie" i serialowej "Informacji zwrotnej", tworzy postać wewnętrznie rozedrganą, pełną wątpliwości, a zarazem zdolną do przekraczania moralnych barier. Jeśli do tej dwójki dodamy jeszcze magnetycznego Mikołaja Matczaka, otrzymujemy mały aktorski koncert, nad którym Bojanowski bardzo umiejętnie panuje.
W "Utracie…" Bojanowski próbuje połączyć "Whiplash" Damiena Chazelle'a, opowieść o obsesji sukcesu i chorobliwym dążeniu do doskonałości, z "Tár" Todda Fielda, najciekawszą jak dotąd kinową analizą kultury "woke" oraz zjawiska tzw. "cancel culture". Młody reżyser szuka jednak własnej formuły opowiadania o zinstytucjonalizowanej przemocy. Nie poprzestaje na zarysowaniu niezdrowych reguł instytucji, jaką jest szkoła teatralna, ale wykorzystuje elementy kina grozy rodem z wczesnego Polańskiego, by pokazać, jak przemoc, której doświadcza ofiara, naznacza ją i zmienia, jak infekuje zdrową tkankę i sprawia, że ofiara sama przeistacza się w potencjalnego oprawcę.