Historia fabularnego debiutu Anny Maliszewskiej jest dość nieoczywista. Jak często zdarza się bowiem, by reżyser wchodził do świata pełnego metrażu dzięki… teledyskowi? W przypadku Maliszewskiej tak właśnie było. Zanim autorka zdecydowała się na stworzenie pełnometrażowej fabuły, w 2016 roku zrealizowała wideoklip do piosenki "Samotny tata" Marii Peszek o czterdziestoletnim kierowcy tira, który sam wychowuje córeczkę i poszukuje partnerki, która zechciałaby stworzyć z nimi rodzinę. W tym niespełna pięciominutowym teledysku Maliszewska znalazła punkt wyjścia do pełnometrażowej opowieści i refleksji o tym, czym jest rodzicielstwo, rodzina, bliskość. W kolejnych latach wraz z montażystą, Przemysławem Chruścielewskim stworzyła scenariusz pełnometrażowego filmu, a w 2022 roku stanęła na planie debiutu.
Choć "Tata" jest pierwszym fabularnym filmem Maliszewskiej, nie dajmy się zwieść – jego reżyserka to doświadczona artystka, która od wielu lat jest cenioną autorką teledysków (m.in. "Mimo wszystko" Heya) i reklam, a jeszcze w 2023 roku na Netfliksie pojawić ma się wymyślony i współreżyserowany przez nią serial "Infamia" o romskiej nastolatce powracającej do Polski po latach spędzonych w Wielkiej Brytanii. "Tata" jest dowodem warsztatowej sprawności reżyserki, która bardzo umiejętnie łączy intymną opowieść z gatunkowymi schematami rodem z kina drogi, znajdując w swym filmie miejsce na angażujące przygody, momenty wzruszeń i sceny pełne życiowej mądrości. I choć w drugiej, "ukraińskiej" części jej film traci tempo, ani na moment nie gubi tego, co najważniejsze – prawdy o ludziach i ich emocjach. Bo "Tata" to kino zbudowane z uczuć, odważne w opowiadaniu o nich i pozbawione asekuranctwa.