Przed każdym z aktorów postawił ekstremalnie trudne zadanie, ograniczając ich przestrzeń i mnożąc przed nimi niełatwe, solowe sceny. A jednak większość z nich wychodzi zwycięsko z walki o swoją postać. Wprawdzie Marek Braun nie zawsze trafia w emocjonalny punkt, ale konsekwentnie broni swojej postaci. Świetny jest Marcin Zarzeczny jako zrozpaczony alkoholik dręczony poczuciem winy i Hycnar, który ucieka przed konsekwencjami swoich czynów, byle tylko nie spojrzeć w lustro. Dobrze wypadają także drugoplanowi aktorzy – Jerzy Janeczek jako wzruszająco bezradny starszy pan i Anna Mrozowska jako młoda policjantka.
Największą gwiazdą "Supernovy" pozostaje jednak sam reżyser. Kruhlik, który już studenckimi etiudami - "Żarem" czy znakomitą "Adaptacją" – pokazywał, że jest nadzieją rodzimego kina, tutaj udowadnia swój potencjał. Wykazuje się nie tylko talentem, ale i sprytem. Pierwotnie "Supernova" miała bowiem być filmem 60-minutowym, jednym z kilku godzinnych filmów telewizyjnych realizowanych w Studiu Munka przez młodych twórców. Kruhlik wykorzystał jednak szansę i dysponując niewielkim budżetem nakręcił film dwadzieścia minut dłuższy, który dobrze sprawdza się w kinowym formacie.
I bardzo dobrze, bo dzięki temu fani polskiego kina mogą usłyszeć w nim kolejny ważny głos. I jeśli cokolwiek zarzucić można młodemu twórcy, to tylko brak wiary w intelektualną sprawność jego widzów. Finałowa scena, w której radiowy komentarz wyjaśnia metaforyczny tytuł i podsuwa widzowi interpretacyjny klucz, wydaje się w filmie Kruhlika zupełnie niepotrzebna. Nie zmienia jednak faktu, że "Supernova" to jeden z najlepszych polskich filmów minionych kilkunastu miesięcy i dowód na to, że prawdziwy talent nie boi się ani skromnego budżetu, ani wielkich tematów.
- "Supernova". Scenariusz i reżyseria: Bartosz Kruhlik. Zdjęcia: Michał Dymek. Muzyka: Endy Yden. Montaż: Magdalena Chowańska. Występują: Marek Braun, Marcin Zarzeczny, Marcin Hycnar, Jerzy Janiczek, Anna Mrozowska. Premiera: 22.11.2019.