Kunsztownie i bardzo czule, wycinając sample z płyt, muzycy Skalpela wskrzesili na nowo ducha polskiego i wschodnioeuropejskiego jazzu z okolic lat 60. i 70. Płyty z serii Polish Jazz, które do dzisiaj kurzą się w wielu antykwariatach, w utworach Marcina Cichego i Igora Pudło zaczęły tętnić własnym życiem. Brzmiało to trochę inaczej niż, bardzo modny na początku XXI wieku, nu jazz i jego pochodne. Nie ma tu miejsca na gładkie, lekko płynące dźwięki, których podstawowym celem jest odprężyć słuchacza. Ich muzyka przypomina bardziej dansing w opuszczonej kamienicy, albo koncert w tramwaju jadącym z Nowej Huty do Krakowa. Dansing, którego celem było, takie mam wrażenie, wyjście poza świat dźwiękowy i próba opowieści o napiętej atmosferze, w której wschodnioeuropejski jazz powstawał. W końcu Skalpel wydawał swoje płyty w brytyjskiej wytwórni Ninja Tune, docierał do publiczności, dla której byłe demoludy były prawdziwą egzotyką.
Mam wrażenie, że wspólne poszukiwanie utworów, z których pochodzą zasamplowane fragmenty (albo przypadkowe znalezienie ich w jeszcze innym utworze) to wręcz doświadczenie pokoleniowe, łączące dziesiątki, a może setki osób, które na początku XXI wieku zaczynały świadomie słuchać muzyki. Zasługa wrocławskiego duetu wykraczała daleko poza tworzenie świetnej (i erudycyjnej) muzyki. Przede wszystkim uczyli miłości do pojedynczego dźwięku, detalu. Trzeba powiedzieć, że ten detal nie zawsze był piękny i zgrabny; w końcu w jazzie zza żelaznej kurtyny słychać wiele szumów, trzasków i potknięć. Niektóre wynikają z kiepskiej jakości tłoczonych płyt (podobny problem dotyczy tworzonych wtedy filmów), inne to po prostu pomyłki muzyków, próby posługiwania się obcym dla nich językiem muzycznym.
Simple
W 2005 roku Skalpel zamilkł jako duet, nieomal osierocając swoich fanów. Nieomal, bo członkowie duetu dalej tworzyli, występując solowo (Pudło jako Igor Boxx, Cichy pod pseudonimem Meeting by Chance), teraz powracają z EPką, która zapowiada długogrającą płytę. Dekada, która minęła od ostatnich nagrań Skapela, rozrzedziła mgłę powlekającą ich muzykę. Wszystko jest jaśniejsze, a co za tym idzie – bardziej skoczne. Gdyby ktoś kazał mi sklasyfikować muzykę, którą możemy usłyszeć na ''Simple'', odpowiedziałbym bez wahania, że jest to muzyka taneczna.
Swingujące sample dęciaków wyznacają lekki, niespiesznie płynący, ale nie powolny groove. Odprężeniu sprzyjają eteryczne wokalizy, które przykryte warstwą instrumentalną, ledwo wychodzą na wierzch. Największa dramaturgia – warto o niej pamiętać, bo to dzięki niej możemy tańczyć – kryje się w warstwie perkusyjnej. Od zapętlonych fragmentów składających się z kilku stanowczych uderzeń, które kiedyś były zapewne fragmentami nieposkromionych solówek, poprzez delikatne tarcie talerzy szczotkami aż po rozkoszne brzmienie wibrafonu.
Bieg wydarzeń wyznaczają tutaj nie tylko sample z perkusji, czasami inicjatywę przejmuje cisza i idące za nią niedopowiedzenia. Tak jest w siedminutowym ''Soundtracku'', najbardziej złożonym utworze z ''prostego'' krążka, który przywodzi na myśl stare nagrania wrocławskiego duetu, mówiąc jednocześnie: ''coś się zmieniło''. Skalpel wyszedł już zza żelaznej kurtyny, a dbałość o detale nie służy już przybliżeniu skomplikowanej i pociągająco brzmiącej przeszłości. Czemu służy dzisiaj? Jeszcze nie wiadomo, przed nami kolejne dwa mini-albumy i płyta długogrająca.
- Skalpel, ''Simple'' (CD, 12'', mp3), PlugAudio, maj 2014