Nagrodzona Grand Prix prestiżowej Series Manii opowieść o młodym geju opiekującym się malutką siostrzenicą rzuca widzowi wyzwanie. Stylistycznie odważny, zbudowany na wyrazistych konfliktach „Proud” to jeden z najoryginalniejszych polskich seriali ostatnich lat.
Proud to serial, który nie przeprasza. Za emocjonalną niewygodę, stawiane przed widzem formalne wyzwania, a przede wszystkim – za bohatera, któremu daje prawo do odrębności, niemądrych wyborów i egoizmu. To właśnie Filip zagrany brawurowo przez Ignacego Lissa nadaje ton serialowej opowieści, a swoim rozwibrowaniem sprawia, że cała ta historia wibruje razem z nim.
Opowiadając jego historię, Karol Klementewicz tworzy serial świadomie niewygodny. Taki, który kłuje i uwiera. Zamiast pocieszającego feel good movie o dobrym geju, który staje się odpowiedzialnym ojcem, serwuje nam historię człowieka, który raz za razem popełnia błędy, krzywdzi bliskich sobie ludzi, tym samym wystawiając na próbę naszą cierpliwość.
Filip jest w sercu tej historii i jest jej sercem. Ani na chwilę nie znika z ekranu, oprowadzając nas po swoim świecie. Jest pewny siebie, prowokujący i egotyczny. Chleje, imprezuje, nie gardzi żadnym narkotykiem, a innych ludzi traktuje jak służących, których lojalność z jakiegoś powodu mu się należy. Nie jest to żaden brat łata ani – tym bardziej – skrzywdzony przez system przedstawiciel seksualnej mniejszości, którego moglibyśmy żałować i solidaryzować się z jego walką. Filip nie walczy – ale dumnie obnosi swoją orientację, fizyczną atrakcyjność traktuje jak oręż, a świat traktuje jak wielki plac zabaw.
Wcielający się w niego Ignacy Liss bezbłędnie odnajduje się w tej roli. Jest bezczelny i piękny, prowokujący i pogubiony. Młody aktor, który dotąd tworzył postaci skazane na sympatię widzów (zakochany panicz ze Znachora, młody fotograf ze Światłoczułej i muzyk-rebeliant z Idź pod prąd), jako antybohater sprawdza się znakomicie. Wkurza i fascynuje, budzi wstręt i przyciąga uwagę. Wiarygodność traci tylko wtedy, gdy z niesympatycznego egoisty na chwilę zmienia się we wrażliwca. Nie jest to zresztą wina samego Lissa, bo jego aktorski wachlarz jest przecież bardzo szeroki, ale pokłosie konstrukcji serialowego bohatera.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Proud”, reż. Karol Klementewicz, fot. HBO Max
Obrazek
proud-dzien-2-16-07-6a3ae9437fde8.jpeg
Dążąc do stworzenia postaci, jakiej nie mieliśmy dotąd na polskich ekranach, Karol Klementewicz i jest współscenarzystka, Monika Pęcikiewicz skupiają się na efektownych scenach, mocnych pointach i wyrazistych konfliktach, ale nieco zapominają o uwiarygodnieniu psychologicznych przemian zachodzących w bohaterze. Serialowy Filip zmienia się więc nie dlatego, że wraz z widzem przebył pewną drogę, ale dlatego, że jego przemiana (choćby decyzja o opiece nad maleńką siostrzenicą) jest niezbędna dla zaistnienia serialowej historii.
Choć Proud jest autorskim debiutem Karola Klementewicza, ma on na swoim koncie ogromną liczbę napisanych i wyreżyserowanych odcinków serialowej Rodzinki.pl. Komediowe doświadczenie wyraźnie widać w jego nowej produkcji – zarówno wtedy, gdy twórcy poprzez dowcip rozładowują wybudowane wcześniej napięcie, jak i wtedy, gdy budują najmocniejsze konfliktowe sceny. Kelementewicz nie tylko świetnie puentuje sceny i dba o ich wewnętrzną dramaturgię, ale też nie boi się wyostrzonych konfliktów i wyrazistych postaci. Troskliwy asystent Tosiek grany przez Kamila Studnickiego, Kiki w interpretacji Marii Sobocińskiej czy też Maja Ostaszewska jako sąsiadka-pijaczka – wszyscy oni wnoszą do Proud wyraźny komediowy rys i odciążają tę dramatyczną historię.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Proud”, reż. Karol Klementewicz, fot. HBO Max
Proud imponuje formalną odwagą. Reżyser nie boi się bowiem ekranowego chaosu i świadomie wprowadza nas w sam jego środek. Już w pilotowym odcinku każe widzowi podążać za bohaterem i – prawie jak bracia Safdie w Nieoszlifowanych diamentach – sięga po rozedrganą kamerę, by zbudować w widzu poczucie osaczenia i niewygody. I choć w kolejnych odcinkach Klementewicz nieco spowalnia rytm opowieści i stawia na bardziej konwencjonalny filmowy język, na polskim serialowym rynku Proud wciąż jawi się jako dzieło eksperymentalne.
Już po pierwszych zapowiedziach premiery serial Klementewicza okrzyknięto forpocztą obyczajowej rewolucji, produkcją, która zmienia myślenie o nadwiślańskim serialu LGBTQ. Także dyskusja towarzysząca kontrowersyjnym wypowiedziom Ignacego Lissa przekierowała uwagę widzów i dziennikarzy w stronę społecznej roli Proud jako serialu „oswajającego” i „normalizującego” problematykę queer. Jest w tym coś uroczo zaściankowego – jakbyśmy udawali, że polskiej literaturze nie przydarzył się Michał Witkowski, a w rodzimym serialu nie było choćby Udaru, napisanej przez Pawła Demirskiego historii starzejącego się geja i jego dziwacznej „rodziny”.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Proud”, reż. Karol Klementewicz, fot. HBO Max
Obrazek
proud-2-zdjecie.jpg
Może więc warto potraktować serialowe Proud nie jako zwiadowcy w obyczajowej wojence z dulszczyzną, ale pełnoprawną dramaturgiczną opowieść. Opowiedzianą z odwagą, dobrze napisaną i rzucającą wyzwania raczej naszym estetycznym przyzwyczajeniom. Skoro od premiery brytyjskiego Queer as Folk minęło ponad ćwierć wieku, a sam serial niedawno doczekał się odnawiającego remake’u, i skoro od premiery znakomitych Spojrzeń Andrew Haigha minęła już ponad dekada, może przestaniemy udawać, że żyjemy na konserwatywnej popkulturowej wyspie i spojrzymy na „gejowskie” Proud bez wciskania jego twórcom bojowych sztandarów.
„Proud”. Reżyseria: Karol Klementewicz. Scenariusz: Karol Klementewicz, Monika Pęcikiewicz. Zdjęcia: Weronika Bilska. Kostiumy: Zofia Komasa. Muzyka: Łukasz Targosz. Występują: Ignacy Liss, Maria Sobocińska, Sylwia Boroń, Maja Ostaszewska, Kamil Studnicki, Mateusz Więcławek. Premiera: 12 czerwca 2026.