Ostatnich kilka lat obfitowało w próby ponownego przemyślenia tego, czym była Polska Ludowa, odarcia jej z mitów i niechętnej, wrogiej pamięci, ale też docieczenia, co się też wtedy właściwie wydarzyło, co, przy niezmiernie zideologizowanej analizie historycznej, podejmowanej po 1989 roku, było niezmiernie trudne. Badaliśmy już modernizm (książki Filipa Springera, m.in. "Zaczyn" i "Źle urodzone"), blokowiska (Jarosław Trybuś), muzykę eksperymentalną (badania nad Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia), design (działalność Rechowiczów). Teraz przyszedł czas na fenomen ludowości.
Dlaczego Polska Ludowa przez cały okres swojego istnienia wspierała pomysł masowej produkcji "sztuki" "ludowej" sprzedawanej w sieci sklepów, czyli słynnej Cepelii (od "Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego", CPLiA)? Na to i inne pytania stara się odpowiedzieć Piotr Korduba w "Ludowości na sprzedaż". Jego książka, choć przekracza PRL, bierze pod lupę zjawisko polskiej fascynacji ludową estetyką w designie, architekturze i modzie, do dziś wpływającą na estetykę życia w Polsce, skupia się najbardziej na istniejącej pod auspicjami władz ludowych koncepcji ludowości, jej rozwoju i oszacowania, czym były cepeliowskie produkty: "podróbkami" sztuki wytwarzanej przez twórców ludowych, "orientalizacją" polskiej wsi czy czymś jeszcze innym?
Nie bez powodu słowo "cepelia" uchodzi za synonim staroświeckości i anachronizmu: to ludowość stworzona już od razu z myślą o miejskich użytkownikach, symbol pseudo-ludowego kiczu. Tutaj, tytułowa "ludowość" dotyczy sposobów, na jakie estetyczne elementy kultury chłopskiej zostały wpierw odkryte w Dwudziestoleciu międzywojennym, a potem stopniowo zamieniane z obiektu rzemieślniczego w obiekt estetyczny i w towar, który można było intratnie sprzedać lub promować poprzez niego Polskę za granicą. Do wprowadzenia sztuki ludowej na salony w XIX wieku dochodziło stopniowo, na dobre zatriumfowała ona po odzyskaniu niepodległości, a przedtem była efektem narodowych obsesji. W całej Europie trwały wtedy dyskusje nad stylem narodowym, które zbiegły się z angielskim ruchem Arts & Crafts i powrotem do korzeni opartym na sprzeciwie wobec produkcji przemysłowej, co szczególnie ironicznie wybrzmiewa, jeśli się zna przemysłową skalę późniejszej produkcji wzornictwa w PRL.

Fascynacja ludowością zaczęła się w międzywojennych wyższych sferach. Poprzez młodopolską inteligencką chłopomanię i styl zakopiański, w połowie lat 20. polscy artyści, jak Zofia Stryjeńska, osiągają sukces na Wystawie Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu, gdzie furorę wywołuje polski egzotyzm. Już wtedy jest to ludowość estetyzowana w stylu art deco i już wówczas środowiska bardziej awangardowe, jak Blok i Praesens, buntują się przeciwko propagacji tego ich zdaniem wstecznego obrazu sztuki. Niemniej, w latach 20. powstaje Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego, które kładło kuratelę specjalistów, antropologów, historyków sztuki, badaczy i ich merytoryczną kontrolę nad tym, co produkowano jako sztukę ludową, i to ich "zamówienie" ludowe, a nie tradycji, chłopscy rzemieślnicy mieli realizować. W podobnym czasie powstaje Spółdzielnia Artystów ŁAD, spadek po Warsztatach Krakowskich, skupiająca artystów sztuk stosowanych, często czerpiących inspiracje z folkloru. To podejście "odziedziczyła" Cepelia, pod wodzą Zofii Szydłowskiej, jednej z kilku wybitnych, silnych kobiet odpowiedzialnych za sukces polskiego dizajnu. Inną była Wanda Telakowska, założycielka Instytutu Wzornictwa Przemysłowego.
Zadaniem Cepelii było nie tylko ocalenie stylu ludowego, ale także zapewnienie miejsc pracy dla zacofanej wtedy wsi, której bezrobocie było witalnym problemem PRL-u. Wytyczne dotyczące „poziomu ludowości” w przedmiotach były bardzo precyzyjne: wyróżniano kopie-autentyki, kopie-repliki, reprodukcje, adaptacje oraz inspiracje. Pracownicy mieli czytać książki etnograficzne i być w stanie udzielić profesjonalnej informacji klientowi.

Cepelia była ewenementem estetyczno-handlowym czasów komunizmu, którego relikt przetrwał przecież do dziś. Miała najpiękniejsze, najbardziej szykownie urządzone sklepy w najbardziej prestiżowych miejscach powojennych miast – na Marszałkowskiej w Warszawie czy przy Placu Centralnym w Nowej Hucie, nie wspominając o wielkich sklepach zagranicą, jak np. w Brukseli, a jej pracownicy uchodzili za "arystokrację" zawodu. Nie zapominajmy, że działo się to wszystko w systemie gospodarki planowej, czyli gospodarczego monopolu państwa - w nim na wpół państwowa, na wpół prywatna (często zakupująca np. surowce w oficjalnie zabroniony sposób) Cepelia reprezentowała niejednoznaczność socjalizmu, jako systemu, gdzie wbrew oficjalnej propagandzie, w praktyce, i to za przyzwoleniem władz, kontynuowano inne modele.
Pomysł Cepelii był przedłużeniem idei typowych dla systemu politycznego, w którym powstała. Była ona zestandaryzowana, zmechanizowana, nastawiona na masy, a rzeczy sprzedawane w sklepach swoiście „nieorganiczne”, choć z zachowaniem pewnego "autentyzmu", stanowiąc typowy przejaw komunistycznej "walki z naturą". Jednak w Polsce, gdzie komunizm od początku sąsiadował z narodowym szowinizmem, ludowość odgrywała też ogromną rolę w propagandzie Polski (rzekomo) Ludowej. Dziś uważa się jej ludowość za fasadę: PRL nie tyle był "krajem ludu", ile dziwną syntezą sentymentów reakcyjnych i nacjonalistycznych z komunizmem, utrzymującą konserwatywny obraz wsi.

Ludowość w wypadku Cepelii była raczej od początku dość protekcjonalnie traktującym chłopskie tradycje elementem lifestyle'u klasy średniej, raczej niż robotniczej, traktującej ludowość jako element nieszkodliwego folkloru, czegoś rozkosznie zacofanego i przez to uroczego. Cepelia była stylem dopuszczalnym, co widać na znanym filmie Stanisława Barei "Małżeństwo z rozsądku", gdzie ostentacyjnie urządzone w stylu cepeliowskim wnętrze ma skrywać działalność prywaciarską jednego z bohaterów i jednocześnie jest modne.
Cepelia w pewnym momencie padła ofiarą własnego sukcesu, kiedy w latach 70. nadmiernie uprzemysłowiła swoją produkcję. Zneutralizowana, masowo produkowana ludowość stawała się istną Ikeą PRL-u, gdzie zamiast minimalistycznego szwedzkiego designu dostawaliśmy kurpiowskie pisanki, pasiaki i kierpce. Z czasem propozycje te oczywiście były bardziej wyrafinowane, o czym niech świadczy fascynujący rozdział o modzie cepeliowskiej z lat 70., z kożuszkami haute couture sprzedawanymi w Paryżu. Jednak z różnych powodów państwu ludowemu, "ludowemu" oczywiście tylko tytularnie, opłacało się podtrzymywanie tego obrazu wsi. Cepelia była wyspa przedwojennej kultury burżuazyjnej, gdzie utrzymuje się infantylną interpretację klasy chłopskiej jako twórców rękodzieła ku uciesze lepiej wykształconych, oświeconych "państwa", już nie w przedwojennym znaczeniu panów, ale posiadających nadal intelektualną przewagę nad wsią. "Ludowość" wydobywa również iluzoryczność partycypacji wszystkich klas społecznych w procesach państwowych w PRL. Jednym z najciekawszych aspektów książki jest ukazanie, jak ludowość polegała w gruncie rzeczy na swoistej "autokolonizacji" i koniecznej egzotyzacji czegoś, co nie było ani autentyczne, ani egzotyczne w żadnym znanym znaczeniu tego słowa. To właśnie istnienie tych dziwnych społecznych hybryd, jakie utrzymywał PRL, których Cepelia była jednym z najwdzięczniejszych przykładów, decyduje o niejednoznaczności tego okresu.
Autorka: Agata Pyzik (lipiec 2013)