"Lalki w ogniu. Opowieści z Indii" to jedna z tych książek, z których trudno wyłowić stosowny cytat, gdyż nadaje się do tego dosłownie wszystko – każdy akapit, dowolne zdanie czy pojedyncze sformułowanie. Obok fenomenu niezwykle sugestywnej, plastycznej spostrzegawczości, młoda autorka ma też rzadki dar przekazywania konkretu w sposób bliski poezji. Prosto formułowane zdania płyną potoczyście, intrygując nie tylko wciągającą narracją, ale i przemyślnością trafnego doboru fraz.
Hinduska wędrująca przez pola ze srebrnym dzbanem na głowie to najpiękniejsza z indyjskich ikon. Przesuwająca się w oddali sylwetka, smukła i dystyngowana, wygląda jak płonąca świeca. Ciało okryte jaskrawym sari fantastycznie odcina się od pastelowego tła ziemi i pól. Tuż nad głową migocze jasny, niemal biały płomień – odblask słońca w brzuchu pękatego naczynia.
I żeby od aury tak romantycznego opisu nie przewróciło nam się w głowach, reporterka tuż po nim dorzuca kolejne spostrzeżenie:
Kobieta zbliża się, pobrzękują bransolety. Ruchy są wyraźniejsze i już nie tak powabne. Widać ociężałość, zmęczenie. Wreszcie pomarszczoną od słońca i wiatru twarz. Nas szyjce dzbana zaciska się koścista dłoń. Ta sama, która co rano zbiera drewno, pierze, poklepuje płaczące dzieci po plecach, zagniata mączne placki, przesiewa ryż i dorzuca do paleniska krowie łajno.
Wyraz po wyrazie zdają się tu być umieszczone w najwłaściwszym miejscu, absolutnie niezastąpione i zmierzające w jedynym sensownym kierunku. Całość jest doskonale zakomponowana. Umiejętnie domknięte myśli, akapity i rozdziały celnie podsumowują autorski wywód.
Przy wszystkich zaletach tej książki pora wspomnieć o najważniejszej. Paulina Wilk wie, o czym pisze. Dysponuje imponującą wiedzą o Indiach.
Nie tylko tą nabytą za biurkiem, z przewodników czy książek, lecz przede wszystkim dzięki osobistemu doświadczeniu uważnej i wrażliwej globtroterki. Na każdej stronie książki pisarka składa dowody na to, że subkontynent indyjski zna od podszewki. Z autopsji, gdyż niejednokrotnie przemierzyła go wzdłuż i wszerz.
Autorka uszeregowała swoje spostrzeżenia w szesnastu zwięzłych rozdziałach, podporządkowanych głównemu tematowi, który stanowi podstawę do rozmaitych, wirtuozerskich wariacji. I nie są to, na szczęście, opisy tego, co w Indiach wydaje się szczególnie interesujące z punktu widzenia sytego, zachodniego turysty. Książka Pauliny Wilk nie zamierza być folderem polecającym wyłącznie kolorowe egzotyczne atrakcje, wręcz przeciwnie – sięga głębiej, ujawniając cały blichtr pamiątkarskiego luksusu wystawionego na pokaz, a w istocie – na sprzedaż.
Stragany, pieczołowicie zdobione i przygotowywane, są nie tylko miejscem handlu. Ich zadaniem jest odwracać uwagę od potworności życia, zakrywać zło – sprawić, że feeria barw, świateł i zapachów odurzy. Spełniają funkcje teatralnych dekoracji – przeistaczają rzeczywistość w miejsce niezwykłych zdarzeń. Pozwalają biednym skąpać się w iluzji bogactwa, rozpraszają mroki, przeganiają zwątpienie. W otoczeniu kolorowych, zawsze odświętnych stoisk, połyskujących w świetle rozkołysanych żarówek i naftowych płomyków, znika nieszczęście i smutek. Nie ma tu miejsca ani czasu na zmartwienia. Można tylko oglądać, zachwycać się i kupować, kupować.
Książka posiada jeszcze tę zaletę, że widzi ludzką zbiorowość, ale i pojedyncze osoby. Pod piórem Pauliny Wilk wiele opisów staje się hymnem na cześć zwykłego człowieka i jego znojnej pracy. Bez względu na to, czy jest dlań upokorzeniem czy wyzwoleniem, choć akurat w Indiach granica między tymi pojęciami jest, paradoksalnie, nadzwyczaj płynna i nieostra.
Ciężarówka przywiozła właśnie nową porcję zmrożonych bloków. Młody mężczyzna zrzuca plandekę i chwyta żeliwny pręt z jednej strony zakończony hakiem. Wbija go w pierwszą z brzegu lodową ścianę i przewraca ją na bok. Teraz obraca pręt do góry nogami i drugim, ostrym końcem rysuje w połowie bloku kreskę. Delikatnie jakby szkicował. Dźga ostrzem trzy razy wzdłuż linii, bez wysiłku, a blok pęka na pół. Operacja się powtarza, powstają ćwiartki, a tragarze kładą je sobie na głowach i zanoszą na kuter. Tam lodowe kloce przejmują ich koledzy i ostrożnie znoszą pod pokład. Mężczyzna na pace pracuje sam; cały lód kroi w ciągu godziny. Nie zostaje nawet kałuża, tylko on jest zlany potem.
Zastanawiające, że nawet całkiem prozaiczne czynności i niezbyt efektowne zajęcia, zyskują w książce rangę jedynych, niezbędnych, wręcz niepowtarzalnych. To magia tych "Opowieści z Indii". Podobna do tej, której autorka poświęciła jeden z rozdziałów, gdzie dowodzi, że "ślepa wiara w astrologiczne mądrości nie jest domeną jedynie ubogich", zważywszy, że "w 2001 roku uniwersytecka komisja do spraw grantów przyznała pieniądze indyjskim uczelniom, które chciały wprowadzić do programów nauczania kursy astrologii, czym oficjalnie nadała jej status nauki".
Reportaże z tomu "Lalki w ogniu" przybliżają wspaniałe kulturowe bogactwo Indii. Nie kryją jednak prawdy o powszechnym analfabetyzmie, cywilizacyjnym zacofaniu, jak i ogromnej nędzy większości zwyczajnych obywateli tego państwa. Drugiego w świecie pod względem zaludnienia, a siódmego biorąc pod uwagę powierzchnię.
Pisarska wrażliwość Pauliny Wilk idzie w parze z pasją fotoreporterską – jej zdjęcia stanowią odrębną opowieść, wspomagając dokumentacyjne walory tej książki. W intrygującym materiale ilustracyjnym, wśród wielu poruszających fotografii, polskie wyobrażenia najbardziej bodaj dotyka ujęcie straganu z książkami w Bombaju w 2006 roku, gdzie w najbardziej eksponowanym miejscu umieszczone są dwa bestsellery: "Mein Kampf" Adolfa Hitlera i kolejny tom z serii przygód Harry'ego Pottera.
Paulina Wilk, urodzona w 1980 roku – dziennikarka prasowa, reportażystka, recenzentka i felietonistka. W roku 2004 ukończyła studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2003 roku pracuje w dziale kultury dziennika "Rzeczpospolita". Jako korespondentka wielokrotnie pisywała z Indii teksty o sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej czy show-biznesie.