Jakby przekonała się, że wszystko jest wokalnie w jej zasięgu, a dodatkowo – że na scenie nie szkodzi pokazywanie nerwów na wierzchu, bycie do bólu szczerą czy nawet egzaltowaną. Wolno wszystko, gdy człowiek przemienia się w artystę. O ile wcześniej nie przepadałem za tekstami Przybysz, o tyle teraz znajduję w nich coś ważnego, mocnego – i prawdziwego.
Razem z siostrą Pauliną na początku XXI wieku Natalia zrobiła furorę w zespole Sistars – obie ich płyty wspięły się na szczyt listy sprzedaży, drugą nagrodzono Złotą Płytą, posypały się Fryderyki. Po próbach reaktywacji Sistars obecnie siostry grają w Archeo razem z muzykami Night Marks Electric Trio. Oba te zespoły poruszają się w zupełnie innej stylistyce niż Natalia solo. Sistars śpiewały r’n’b, funky, soul, z Night Marks są bliżej elektroniki i jazzu. A na własne konto Natalia gra jeszcze inaczej.
Kierunek wyznaczyła sobie płytą "Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin". Z towarzyszeniem tego samego co wtedy, stricte gitarowego zespołu Natalia gra na "Prądzie" muzykę amerykańską, mocno zakorzenioną w bluesie i r’n’b, ale zahaczającą nawet o country ("Nazywam się niebo"). Już rysuje się horyzont, do którego może zmierzać na którejś z następnych płyt: dzięki wielkiemu głosowi artystka bez trudu śpiewa tu "Kwiaty ojczyste" Czesława Niemena. To jedyny utwór niemieszczący się w narracji damsko-męskiej dominującej na nowym albumie Natalii, z czego można wywieść jego istotną rolę tutaj.
Jednak sięganie po polską tradycję na Niemenie się nie kończy – nawet lepiej wypada wykonanie "Do kogo idziesz?" Breakoutu, piosenki w oryginale śpiewanej przez Mirę Kubasińską. Słowa Bogdana Loebla z tej piosenki jakby patronują (a raczej matronują!) Natalii na tej płycie. Poeta pisał dla Kubasińskiej: "Ty przyszedłeś i nawet raz/ nie spojrzałeś na kwiat, na dom/ chociaż serce me biło tak/ jak na trwogę dzwon".
Ta poezja najprostszych znaków jest wzorem dla Przybysz, która śpiewa typowo loeblowskie frazy: "Jeśli nasze drogi są tak odległe/ dlaczego wciąż mnie wołasz" ("Królowa śniegu"). Artystka odwołuje do emocji, żąda szczerości. Podmiot jej słów jest niezależny, nic nie może zmienić jego postanowień. Przybysz śpiewa: "Będę tu czekać w bezruchu, aż świat się zmieni/ aż zapomnisz o mnie i zatęsknisz na nowo/ kiedy wody zabraknie na ziemi" ("Przeze mnie"). To słowa z Loebla, słowa polskiego bluesa: woda, droga, wołanie, czekanie, zapomnieć. Proste i trwarde – to przez nie opowiada się o porzuconej miłości, tęsknocie i prostowaniu pleców.
W tych utworach dużo jest cienia, niewiadomej, obawy. Cała płyta zaczyna się słowami utworu tytułowego: "Coś mi to robi, lecz jeszcze nie wiem co/ tak mrowi po plecach jak prąd/ próbuję nazwać uczucie, robię błąd". W innym momencie pada: "Czym jest to, co chce nas rozdzielić" ("Przeze mnie"). W ostatniej piosence "Sto lat" od pierwszego, asertywnego, pełnego pewności siebie zdania: "Daj znak, jak już dojdziesz do siebie", Przybysz przechodzi do zaskakującego finału: "Lecz muszę czekać na twój znak/ to jeszcze nie teraz, to nie ja".
W "XJS", duecie z Tymonem Tymańskim (poza wszystkim – przymierzającym się do filmu o Krzysztofie Klenczonie), niby to dialogu miłosnym, padają takie kwestie: "Dlaczego ja piszę piosenkę, a ty nie wiesz, o czym jest/ bo słucham melodii, nie liczy się tekst". O nie, dla Natalii Przybysz tekst jest już tak jak melodia i tak samo "przypilnowany". Światło na to, ile ta płyta znaczy dla artystki, rzucają słowa z singlowej piosenki "Miód": "[śniłam też] że wierzę w boga, który we mnie wierzy/ że mam odwagę mówić prawdę lub nic". Oraz może nawet zbyt wprost wyrzucone z siebie: "Myślałam, że to za tobą tęsknię/ ale się okazało, że jednak nie/ tak bardzo brakowało mi mnie". Natalia Przybysz nadal ma pazury, ale nie wstydzi się już być na swoim miejscu.
Autor: Jacek Świąder, luty 2015
Natalia Przybysz,
"Prąd"
Warner Music, 2014